Search

TRANSPORTOWO, POSZUKIWAWCZO i RATOWNICZO (Polska, EPKK)

Nie tylko palniki… Nie ma co ukrywać, huk dopalaczy, widowiskowe flary i oderwania są tym, co takie lotnicze świry jak my lubią najbardziej. Fakt, to nas kręci na maksa i tego szukamy na naszych lotniczych plenerach. Nie oznacza to jednak, że zapominamy o całej „reszcie lotniczych tematów”. Co to, to nie. Wszystko co lata, ma skrzydła, śmigła czy wirniki jest dla nas fotograficznym tematem nr 1. Dlatego właśnie w południe 13 marca, po raz kolejny, stawiliśmy się całą gromadką pod bramą 8. Bazy Lotnictwa Transportowego na lotnisku Kraków-Balice. Dzień zapowiadał się obiecująco. Kiedy wysiedliśmy z samochodów, „przywitały nas” dwie CASY wykonujące przelot nad pasem, a wokół lotniska „kręcił się” biało-czerwony „Sokół”. Pogoda, jak na marzec, również nie pozostawiała wiele do życzenia, więc wszyscy byliśmy w dobrych nastrojach. Naszymi celami na ten dzień były: odwiedziny u ratowników z 3. Grupy Poszukiwawczo-Ratowniczej oraz sesja zdjęciowa załóg z 8. Bazy. Dodatkowo, liczyliśmy jeszcze na sławne krakowskie zachody słońca ;). Po dotarciu do bazy 3. GPR od razu zabraliśmy się do działania, bo właśnie wylądowały dwie „Kaśki” i pięknie defilowały po drodze kołowania. Generalnie na lotnisku tego dnia działo się bardzo dużo. Oprócz normalnego ruchu cywilnego intensywnie działali również wojskowi. Pośród długiego szeregu C-295 i M-28 krzątali się mechanicy i załogi, przygotowując samoloty do startów. W krótkich odstępach czasu maszyny wykołowywały na pas i „szły w górę”. Muszę przyznać, że dawno nie widziałem w jednym dniu tylu startów, przelotów i pozorowanych lądowań w wykonaniu naszych transportowców. Dodatkowo, w krótkich odstępach czasu, nad lotniskiem pojawiał się VIP-owski Sokół. Ze strony ratowniczych „wiatraków” czekały nas tego dnia trzy wyloty, w tym jeden nocny. Gwiazdą miał być jeden z Mi-8 należących do 3. Grupy. Po krótkiej foto-rozgrzewce wśród stojących na płaszczyźnie maszyn, przyszedł czas na sesję dynamiczną. Dzięki naszemu opiekunowi mieliśmy możliwość zajęcia kilku miejscówek, które pozwoliły na wygodne fotografowanie maszyny w czasie rozruchu, kołowania i wreszcie manewrów w powietrzu podczas treningu. W takich momentach zawsze bardzo doceniamy współpracę i zrozumienie naszych opiekunów z bazy, w której się znajdujemy. Trzeba w tym miejscu zaznaczyć, że w 3. GPR zawsze możemy liczyć na duże wsparcie. Po wylądowaniu ratowniczej „ósemki” ruszyliśmy w kierunku zabudowań 8. Bazy. W międzyczasie, kiedy słoneczko zaczynało powoli zbliżać się ku zachodowi, na drodze podejścia pojawiły się dwie charakterystyczne smugi czarnego dymu. Tak zadymia tylko jeden typ maszyny w naszym lotnictwie… ;). Ku naszej radości do pozorowanego lądowania podszedł jeden z mińskich „smoker-ów”. A to dopiero bonus! - ucieszyliśmy się. Gdy po Mig-u na niebie został już tylko ślad, przyszedł czas na sesję z załogami M-28. Po rozwiązaniu kilku spraw natury organizacyjnej mogliśmy zacząć działać. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że wśród lotników, którzy mieli stanąć przed naszymi obiektywami, znalazły się również dwie panie. Co tu dużo kryć, choć wszyscy prezentowali się świetnie, to właśnie przedstawicielki „piękniejszej strony” naszego lotnictwa szybko stały się gwiazdami tej sesji ;). Po przygotowaniu i przestawieniu jednej z maszyn rozpoczęło się focenie. Jak zwykle w tego typu przypadkach, kiedy pracuje się ze światłem naturalnym, trzeba się było trochę nagimnastykować, ale ostatecznie wszyscy byli zadowoleni. Kiedy sesja zdjęciowa zbliżała się ku końcowi, do drugiego lotu zaczął przygotowywać się ratowniczy Mi-8. W tym czasie zachodzące słoneczko rozpoczęło "malowanie obrazów" na całego. Z miejsca, jakie zajmowaliśmy, mogliśmy obserwować w idealnym świetle zarówno rozruch, jak i kołowanie. Na szczęście drugi wylot też miał charakter treningowy, więc po kilku chwilach charakterystyczna sylwetka Mi-8 ponownie pojawiła się nad lotniskiem. Zarówno lądowanie, jak i kołowanie na płaszczyznę postojową odbyły się w idealnym momencie, jakby na zamówienie ;). Dla tych ujęć kołującego w miodowo-złotym świetle Mi-8 warto było przejechać przez pół Polski… :). Słoneczko zachodziło, a my łapaliśmy jeszcze ostatnie kadry lądujących C-295, Bryz i „autobusów”. Choć dzień już się chylił ku końcowi, dla nas nie był to jeszcze koniec zabawy. Czekał nas jeszcze jeden, nocny wylot ratowników. Na czas oczekiwania przenieśliśmy się w gościnne progi bazy 3. GPR. Zostaliśmy uraczeni ciepłą herbatą oraz miłą rozmową, a kiedy nadeszła odpowiednia chwila, rozgrzani wyruszyliśmy na płaszczyznę postojową. Trzeba przyznać, że nocne starty, czy będzie to F-16 czy Mi-8, potrafią być bardzo efektowne. Przekonaliśmy się o tym i tym razem. Rozruch, kołowanie i sam start w nocnej scenerii pozostanie na długo w mojej pamięci. Kiedy po odlatującej maszynie widać było już jedynie mrugający punkcik na ciemnym niebie, czas było wracać do domu. Podsumowując, był to naprawdę pięknie foto-lotniczo spędzony dzień i śmiało naszą wizytę można zaliczyć do bardzo udanych. Piękna pogoda, różnorodność maszyn, sesja zdjęciowa, a przede wszystkim fantastyczna atmosfera - tak najkrócej można ją podsumować. Opuszczaliśmy przyjazne progi 3. GPR i 8. BLTr bardzo zadowoleni, mając przed oczami dzisiejsze kadry, wspominając pełen wrażeń dzień. Dziękujemy i do zobaczenia już wkrótce! Przemek "Youzi" Szynkora

TRANSPORTOWO, POSZUKIWAWCZO i RATOWNICZO. (Kraków, EPKK)

PIERWSZE EPLK (Polska, EPLK)

Otwarcie sezonu 2014 w 32.BLOT w Łasku 24 lutego 2014 roku po raz pierwszy w tym roku gościliśmy w 32. Bazie Lotnictwa Taktycznego w Łasku. W poniedziałkowy poranek, w punkcie zbornym stawiła się liczna, 18-osobowa grupa członków SPFL. Choć poranek powitał nas chłodem i zimnym porywistym wiatrem, to humory dopisywały wszystkim bez wyjątku. Punktualnie o godzinie 10 przekroczyliśmy bramę lotniska. Po krótkiej zbiórce i odprawie przeprowadzonej przez naszego opiekuna Leszka Jóźwika, rozpoczęliśmy fotografowanie statyki. Mieliśmy możliwość wejścia do hangaru i robienia zdjęć F-16 niemalże z każdej strony. Dodatkową atrakcją była możliwość przyglądania się i fotografowania mechaników pracujących przy samolocie. Na ten dzień zaplanowanych było aż 17 startów i lądowań, co stanowiło nie lada fotograficzny rarytas. Ponieważ pierwsze starty zaplanowano na godzinę 14, nie pozostało nam nic innego jak przebazować się w okolice pasa startowego. Po drodze odwiedziliśmy domek lotniskowego sokolnika, aby zrobić kilka zdjęć ptactwa. Starty rozpoczęły się punktualnie. Pierwszy ‘EF’ startując uraczył nas hukiem dopalaczy i widokiem ognistej "marchewy". Chwila przerwy, rzut okiem na kadry i już w oddali widać było kolejne Jastrzębie przygotowujące się do startu. W tej turze mogliśmy podziwiać jeszcze osiem sylwetek łaskich F-ów odrywających się od pasa. Lądowania przewidziano na godzinę 16, a ponieważ zimna i wietrzna pogoda nas nie rozpieszczała, postanowiliśmy czas wolny wykorzystać na posiłek i krótki odpoczynek. Udaliśmy się więc do budynku wieży kontrolnej, gdzie był czas na wymianę spostrzeżeń i dyskusję w gronie przyjaciół oraz konsumpcję suchego prowiantu. Dodatkową atrakcją, zwłaszcza dla tych z nas, którzy byli tam po raz pierwszy, była możliwość zwiedzenia i poznania „od kuchni” pracy wieży kontrolnej lotniska. Czas nieuchronnie upływał - szybko i sprawnie przemieściliśmy się w okolice pasa i oczekiwaliśmy na pojawienie się powracających Jastrzębi. Tutaj spotkała nas kolejna niespodzianka. Dostaliśmy wiadomość, że odwiedzi nas miński Smoker - MiG-29. Uśmiech i zadowolenie widać było na wszystkich twarzach naszej załogi. Po paru minutach z lewej strony pojawił się oczekiwany MiG, prezentując się przed nami w trakcie symulowanego lądowania. Mieliśmy też okazję fotografować Bryzę, która również gościła tego dnia w Łasku. Po małej rozgrzewce i dużej dawce adrenaliny nadeszła pora przylotów F-16. Kolejne lądowania i kołowania maszyn w bezpośredniej bliskości pozwoliły na zebranie sporej ilości różnorodnych kadrów. Następne starty zaplanowane były na godz. 18. Nastąpiła więc mała powtórka z rozrywki: ponownie zawitaliśmy w budynku wieży kontrolnej w oczekiwaniu na finał dzisiejszych lotów - nocnych startów. Godzina spędzona na rozmowach minęła błyskawicznie i szybko padł rozkaz do zbiórki oraz ponownego przebazowania w pobliże pasa startowego. Punktualnie o godzinie 18 rozpoczęły się starty Jastrzębi. Oczywiście były też najbardziej wyczekiwane starty na dopalaczu, mieliśmy więc możliwość nocnego fotografowania „marchewek”. W krótkim czasie siedem Jastrzębi znalazło się poza zasięgiem naszego wzroku, a my zziębnięci czekaliśmy na start ostatniego. Grand Finale okazało się być głośne i jasne, jak na finisz przystało: ostatnia maszyna też wystartowała z dopalaczem. Fotograficznie ciekawy i pełen niespodzianek dzień zbliżał się ku końcowi, a pakowanie sprzętu, pożegnania i podziękowanie dla naszego wspaniałego opiekuna zakończyło naszą przygodę w łaskiej bazie. Marek "mark" Michalski

EPMM STRIKES BACK (Polska, EPMM)

W poniedziałek, 24 lutego 2014 roku, niecały tydzień po inauguracyjnej wizycie w progach 23. Bazy Lotnictwa Taktycznego w Mińsku Mazowieckim, ponownie zameldowaliśmy się w domku pilota. Tym razem okazją do odwiedzin były ćwiczenia mińskich driverów z Awacs'em, a więc powód do wzmożonego ruchu lotniczego m.in. nad EPMM. Pogoda nie nastrajała optymistycznie, ale pewne było, że ćwiczenia się odbędą. Dowiedzieliśmy się, że zaplanowano trzy wyloty i ku naszej radości wszystkie się odbyły. Fotograficznie dzień okazał się bardzo udany, ponieważ mogliśmy wykonać zdjęcia z każdej długości lotniska, poczynając od Centralnej Płaszczyzny Postoju Samolotów (CPPS), kończąc na drugim końcu pasa startowego i obserwując najpierw starty, a później lądowania. Oprócz fotografowania czas wykorzystaliśmy na rozmowy z pilotami i obsługą bazy. Tak naprawdę właśnie to było w tej wizycie najważniejsze. Po raz kolejny przekonaliśmy się, że zawsze jesteśmy mile widziani w 23. Bazie Lotnictwa Taktycznego. Loty zakończyły się, gdy nad głowami świeciły miliony gwiazd. Pożegnaliśmy się kolejny raz ze Smokerami, licząc na to, że nasze migawki zarejestrowały to, co widziały nasze oczy. Konrad "kifcio" Kifert

EPMM – ROZPOCZĘCIE SEZONU! (Polska, EPMM)

W środę 19 lutego 2014, po raz pierwszy w tym roku ekipa "Air-Action" wspólnie ruszyła w poszukiwaniu lotniczych kadrów. Naszym celem była… inaczej być nie mogło, 23. Baza Lotnictwa Taktycznego w Mińsku Mazowieckim. Tego dnia mińscy lotnicy zaplanowali loty popołudniowo-nocne. Mimo niezbyt obiecującej pogody i złych prognoz na wieczór, w świetnych humorach stawiliśmy się pod domkiem pilota na godzinę przed pierwszą turą wylotów. Po przywitaniu się i przekazaniu upominków, ustaliliśmy plan dnia oraz miejsca fotografowania. Chwilę później piloci rozpoczęli przygotowania do pierwszego wylotu, a my udaliśmy się w stronę pierwszego miejsca, z którego mogliśmy fotografować. Jeszcze gdy byliśmy w drodze do lotu próbnego wzbił się w powietrze śmigłowiec W-3 Sokół grupy poszukiwawczo – ratowniczej, co skrzętnie wykorzystaliśmy jako rozgrzewkę i do przedmuchania naszych „luf”. Po krótkiej chwili pierwsze Smokery rozpoczęły procedurę uruchamiania, by po kilkunastu minutach zakołować na pas startowy. Ostatnia kontrola, kontakt wzrokowy z fotografami, lewa ręka maksymalnie do przodu i pierwsza maszyna startuje na pełnym dopalaniu. Po niej kolejne dwie powtarzają spektakl i rwą ku niebu, widowiskowo bełtając za sobą powietrze. Do pełni „fotograficznego szczęścia” zabrakło nam tylko pięknego zachodu słońca. Nie marnując czasu, przemieszczamy się na drugi koniec lotniska, aby sfotografować lądowania i kołowanie na platformę postojową. Po godzinie pierwsza maszyna pojawia się na horyzoncie. Niestety pełne zachmurzenie powoduje, że warunki fotograficzne są koszmarne i żeby zrobić nieporuszone zdjęcie o każdy kadr trzeba walczyć. Po wylądowaniu wszystkich maszyn zapadła ciemność, przyszła pora na loty nocne. Wykorzystując przerwę postanowiliśmy zrobić sesję na CPPS’ie, gdzie trwało odtwarzanie gotowości maszyn i przygotowania do następnych lotów. Ciekawe warunki oświetleniowe panujące na platformie pomogły nam zrobić wiele efektownych zdjęć przygotowanych do lotu MIG-ów. Po wykołowaniu maszyn na pas, obejrzeliśmy jeszcze ich start i na tym zakończyliśmy naszą wizytę w Mińsku. Podsumowując ten krótki, ale obfitujący w niesamowite przeżycia dzień - „świry lotnicze” uznają sezon fotograficzny 2014 za otwarty! Piotr „pepic” Tomczyk

SPADOCHRONIARSKA PRZYGODA (Polska, EPKK)

Dzięki gościnności służb prasowych 8. Bazy Lotnictwa Transportowego w Krakowie 24 października br. trzyosobowa ekipa SPFL miała okazję obserwować ćwiczenia 6. Brygady Powietrznodesantowej pod kryptonimem "Pantera 2013". W pełnym oporządzeniu, z zasobnikami desantowymi, w oczekiwaniu na zrzut na Pustynię Błędowską imponująco prezentowało się ponad pięciuset skoczków, w tym jedna spadochroniarka. Jednak mimo ciągłego fotograficznego przeczesywania stanu osobowego Brygady, więcej żołnierek niestety nie stwierdzono… Transport zapewniały dwie maszyny CASA C295M z 8. Bazy oraz jeden samolot Hercules C-130 z 33. Bazy Lotnictwa Transportowego. Wisienką na torcie miało być desantowanie z pokładu dodatkowego Herculesa należącego do US Air Force. Wisienka przyleciała i pięknie się wszystkim zaprezentowała. Niestety, po paru godzinach odleciała bez desantu na pokładzie. W zaistniałej sytuacji cały zrzut obsłużyły polskie maszyny, które wykonały kilkanaście startów z żołnierzami i ładunkiem w kontenerach. Fotograficznie wszystko ułożyło się nadzwyczaj pomyślnie. Kilkugodzinne oczekiwanie na zrzut przerywane ćwiczeniami, przekazywaniem instrukcji przez przełożonych i sprawdzaniem sprzętu, sprawiło, że żołnierze przywykli do fotografujących, zachowywali się naturalnie i chętnie gawędzili o służbie i nie tylko. Pogoda zachęcała do wręcz piknikowych relacji ze skoczkami. Złota polska jesień dołożyła wspaniałe światło i kiedy tylko ruszyła karuzela startów i lądowań, rozpoczęła się dla nas fotograficzna uczta. Transportowce startowały i lądowały co kilkanaście minut stwarzając okazję do powtórek i poprawy ujęć. Loty wojskowe przetykane były ruchem cywilnym. Jednym słowem nie można się było nudzić. Rzecznikowi prasowemu 8. Bazy kpt. Maciejowi Nojkowi serdecznie dziękujemy za umożliwienie obserwacji ćwiczeń. Sylwester „eSKa” Kalisz

ZLOT 2013 (Polska, EPKS)

Choć sezon pokazowy jest już praktycznie za nami, nie odkładamy naszych aparatów na półkę, ale wciąż staramy się znaleźć dla nich jakieś lotnicze zajęcie...  Dla tego też z wielką przyjemnością odpowiedzieliśmy na zaproszenie 31 Bazy Lotnictwa Taktycznego na organizowany z okazji rozpoczęcia szkolenia ZLOT 2013 - Dzień Otwarty. ZLOT to organizowany corocznie kurs metodyczny wyższej kadry dowódczej jednostek lotniczych wojska polskiego. Dotyczy dowódców jednostek Sił Powietrznych, Lotnictwa Wojsk Lądowych i Marynarki Wojennej. Tegoroczna edycja została zaplanowana w dniach 22-24 października na terenie 31 BLT Krzesiny. Pierwszy dzień tradycyjnie przeznaczony jest na egzaminy praktyczne realizowane na poligonie w Nadarzycach oraz powrót na lotnisko gdzie odbywają się dalsze elementy kursu. Dzięki uprzejmości organizatorów szkolenia mieliśmy możliwość obserwowania przylotów po realizacji zadań na poligonie. Razem z wieloma innymi miłośnikami lotnictwa oraz przedstawicielami mediów stawiliśmy się wcześnie rano 22 października pod bramą 31 Bazy. Po szybkiej rejestracji wyruszyliśmy autokarami do wyznaczonego dla nas rejonu na płycie lotniska. Do naszej dyspozycji oddano większą część przestrzeni pomiędzy pasem, a płaszczyzną postojową. Umożliwiało nam to wygodne fotografowanie zarówno tego co działo się na pasie, drogach kołowania, jak i na płaszczyźnie postojowej. Gdy dotarliśmy na miejsce, nad całym terenem unosiła się jeszcze poranna mgła. Podświetlona przez rozpoczynające dopiero swoją drogę po niebie słoneczko tworzyła trochę bajkową scenerię. Prognoza pogody na cały dzień była obiecująca, więc czekaliśmy cierpliwie i korzystaliśmy z uroków aury starając się złapać trochę ciekawych kadrów. Kiedy zbliżał się już czas pierwszych przylotów w powietrzu rozległ się charakterystyczny dźwięk uruchamianych silników F-16. Po chwili z hangarów wykołowały jasnoszare, zgrabne sylwetki naszych „Jastrzębi”. Wow! Jednak będą starty! - ucieszyliśmy się, bo przez chwilę nie było to do końca pewne. Po ostatnich sprawdzeniach samoloty ruszyły po drodze kołowania w kierunku centralnej płaszczyzny postojowej. Po dotarciu do niej przystanęły na chwilę dając nam dodatkowe możliwości fotografowania i filmowania. W tym samym czasie nad lotniskiem pojawili się pierwsi goście. To z ich powodu Jastrzębie musiały poczekać na swoją kolej. Pierwsza wylądowała krakowska Bryza z wymalowanym na kadłubie „Angry Birdem”. Dalej nad pas schodziły: biało-czerwony VIP-owki Sokół, a po nim transportowa CASA albo „Kaśka” jak ją wszyscy nazywamy. Kiedy ostatnia z przylatujących maszyn opuściła pas na miejsce startu ruszył pierwszy z „Jastrzębi”. Bez zbędnego oczekiwania prosto ze zjazdu maszyna przyspieszyła i z rykiem dopalacza pomknęła w górę. Chwilę później w powietrzu były jeszcze cztery kolejne F-16. Po krótkiej przerwie rozpoczęły się przyloty „na całego”. Śmigłowce lądowały bezpośrednio, a samoloty najczęściej wykonywały przelot z rozejściem do lądowania. Ogółem wylądowało ponad 40 maszyn reprezentujących prawie wszystkie typy eksploatowane w polskich jednostkach lotniczych. Zabrakło tylko Mi-14, Anakondy i SH-2 z Marynarki Wojennej. Formację tą reprezentowały za to dwie Bryzy (w tym jedna Bryza Bis). Lotnictwo szkolne wystawiło cztery dęblińskie Iskry (w tym jedną w ex-morskim kamuflażu) oraz trzy Orliki z Radomia. Najmilsze oku, jednak jak zawsze były „Smokery” z Mińska Mazowieckiego i Malborka oraz poczciwe „Su-czki” ze Świdwina. Te ostatnie przed wylądowaniem wykonały piękny przelot pięcio-samolotowej formacji Grot. Ech… takie rzeczy można oglądać godzinami ;). Podsumowując Dzień Otwarty na ZLOT 2013 należy uznać za bardzo udany. Piękna, jak na jesienne warunki, pogoda, dobra organizacja, świetna atmosfera i ponad 40 statków powietrznych z biało-czerwoną szachownicą. Czyż to nie wyśmienite zamknięcie sezonu? Ogromne podziękowania należą się tu organizatorom. Kolejny już raz pamiętali o nas, lotniczych świrach i dali nam możliwość spędzić piękny jesienny dzień w bliskości tego, co tak mocno kochamy - naszego lotnictwa. Dziękujemy i polecamy się na przyszłość :). Przemek Youzi Szynkora

AXALP 2013 (Szwajcaria, LSMM)

Kolejne zakończenie sezonu pokazów lotniczych jest nierozerwalnie związane z małą alpejską wioską Axalp. To właśnie w tym miejscu na początku października spotykają się miłośnicy lotnictwa z całego świata, żeby w wyjątkowej górskiej scenerii podziwiać wyczyny szwajcarskich pilotów. Dla wielu z nas jest to obowiązkowy punkt w kalendarzu. Nauczeni doświadczeniem poprzednich lat, wiedzieliśmy już jak bardzo zmienna i bezlitosna potrafi być pogoda w górach, dodatkowo wspomagana przez kolegę „Złotego”. Dlatego postanowiliśmy wykorzystać każdy możliwy moment na wspinaczkę i fotografowanie samolotów. Po niedzielnej imprezie urodzinowej „MarS'a”, większość z nas o 5 rano była gotowa do pierwszego wyjścia w góry. A nie było to proste wyzwanie. Gęsta mgła sprawiła, że droga do miejsca startu wspinaczki była bardzo niebezpieczna. Wszyscy kierowcy pokonywali ją z duszą na ramieniu, a pasażerowie milczeli z przerażenia. Chociaż muszę przyznać, że desperacja niektórych była godna podziwu. Z powodu niemocy towarzyszy niedoli, Alex postanowiła wyruszyć samotnie w tę podróż. Na szczęście została przechwycona przez mało zdyscyplinowaną grupę wywrotowców i bezpiecznie dotarła na miejsce. Podczas wspinaczki powołana została komisja do spraw lawinowych pod przewodnictwem kolegi „Upadka”, który mianował mnie ekspertem lawinowym. Chyba tylko dlatego, że kiedyś widziałem lawinę w telewizorze. Jednak coś musiało być na rzeczy, bo kamienne rumowiska w dolinie jakby urosły w tym roku i nic nie było podobne do tego, co zapamiętaliśmy z poprzednich wyjazdów. A może to jednak ta mgła? Cały czas nie dawała nam spokoju myśl, że w takim „mleku” nie będzie latania. A nawet jeśli będzie, to fotograficznie nie powalczymy. Jednak ku naszemu zaskoczeniu, tuż poniżej „ostatniej obory” zobaczyliśmy niebo. Dosłownie, ponieważ zalegająca mgła okazała się być chmurami. Czyli stara prawda się potwierdziła – „Złoty” w domu, pogoda murowana. Po męczącej drodze na szczyt zobaczyliśmy nieprawdopodobny widok – chmury pokrywały całe niebo kilkaset metrów pod nami, a spod tej szczelnej pierzyny wystawały jedynie najwyższe skalne szczyty. Za to ponad nami nie było nawet jednej chmurki! Piękny wschód słońca i oczekiwanie na wiadomość o lotach minęły w tradycyjnych oparach absurdu, w których tonęli wszyscy na KP, łącznie z obsługą wieży kontrolnej i dowódcą Patrouille Suisse. Tego dnia wszystko nam sprzyjało, no może poza obsadą lotów. Bardzo ładnie i dynamicznie latały „tygrysy”, a dzięki dużej wilgotności powietrza na ich skrzydłach aż się gotowało. Strzelały też dwa szwedzkie Gripeny, w tym jeden zmodyfikowany egzemplarz NG, ale w tym przypadku rewelacji nie było – latały zachowawczo, bez werwy, jakby na pół gwizdka. Nosy Gripenom utarł Pilatus, którego pilot zafundował nam piękny pokaz i rozłożył wszystkich na łopatki. O 14 trening rozpoczęły biało-czerwone F5 Patrouille Suisse. I chociaż nie był on pełny, to jak zawsze w tej scenerii niesamowity. Ale wszyscy czekali na Hornety, które w tych warunkach powinny dać niesamowitą dawkę adrenaliny dla wszystkich zebranych na okolicznych szczytach. I dały! Tylko dwie sztuki, ale siła, prędkość i dźwięk tych maszyn była tym, o czym marzyliśmy przez cały rok. Tak zakończył się poniedziałek. Zakończył, bo w momencie startu Złotego chmury się podniosły zakrywając miejsca manewrów maszyn i mogliśmy spokojnie zejść do przytulnych domków, aby oddać się integracji. Wtorek. Ci, którzy wczoraj wybrali fotografowanie w bazie wystartowali dziś w góry. Inni, zmęczeni wczorajszym dniem wybrali wariant pt. „knajpa przy pasie startowym”. A na górze działo się! Od samego rana pełne treningi, Hornety z flarami, śmigłowce i cała chmara bojowych F5 oraz Patrouille Suisse, ponadto Gripeny i Pilatusy. Wszystko jak zawsze w zawrotnym tempie, z pięknymi oderwaniami i iryzacją. Było wszystko, czego dusza zabraknie, ale... Był też Złoty. Zatem sporą część manewrów szczelnie zasłaniały chmury... Także tego dnia gruchnęła informacja, że ze względów pogodowych środowe i czwartkowe pokazy mogą zostać odwołane... Środa. Wystawiłem głowę za okno. Coś kapało na głowę. Nie widziałem pobliskich drzew. Nie było dobrze. Zostaliśmy. Ale nie wszyscy. Mocna ekipa postanowiła zaryzykować wspinaczkę. Część wybrała KP, a inni Wildgarst. To musiała być piękna wycieczka ze względu choćby na samą przyjemność wspinaczki. Tego dnia lotów nie było, a czwartkowe pokazy zostały ostatecznie odwołane. Wolne dni poświęciliśmy na zwiedzanie pięknej Szwajcarii, co polecam każdemu. Udowodniliśmy, że w kilka osób można rozśmieszyć całe miasto, zwiedzaliśmy jaskinie i lodowce, cały czas wspierając lokalną gastronomię i przemysł browarniczy. Tak niestety dobiegł końca tydzień pełen przygód i nieprawdopodobnych sytuacji. Do zobaczenia za 2 lata! Będzie moc!

WIZYTA W EPKS! (Polska, EPKS)

Środa, 2 października 2013 roku. Tego dnia po dłuższej przerwie odwiedziliśmy główną bazę polskich jastrzębi w podpoznańskich Krzesinach. 31. Baza przywitała nas piękną słoneczną pogoda, co o tej porze roku nie jest regułą. Już w bramie bazy przywitał nas nowy oficer prasowy porucznik Krzysztof Nanuś. Po krótkiej pogawędce okazało się, że Pan Porucznik również jest fotografem i dobrze rozumie nasze potrzeby i oczekiwania. Po załatwieniu niezbędnych formalności wjechaliśmy na teren bazy i udaliśmy się w pobliże pasa startowego, aby z dogodnego punktu uchwycić starty naszych F-16. Punkt był nie tylko dogodny, ale też bardzo bliski drogi startowej. W pierwszej turze startowało siedem maszyn, piloci, widząc „publiczność”, nie żałowali nafty – większość startów, ku uciesze naszych oczu i uszu, odbyła się z hukiem dopalaczy. Oczekiwanie na powrót maszyn umililiśmy sobie, fotografując statyczną 16-kę stojącą w pobliskim hangarze. Trzeba tu przyznać, że swobodę poruszania się po lotnisku EPKS, jak na standardy bazy NATO, mieliśmy dużą. Po „obfoceniu” lądowań padło pytanie: co dalej? Nasz opiekun zdradził, że za około dwie godziny planowana jest druga tura startów. Po takiej informacji jednomyślnie podjęliśmy decyzję, że drugiej porcji huku i ognia nie odpuszczamy. Chwilę przerwy wykorzystaliśmy na szybką przekąskę, wszak nie samą fotografią człowiek żyje. Po zaspokojeniu naszych przyziemnych potrzeb wróciliśmy po drugą porcję naszej duchowej strawy. Żeby kadry były ciekawsze, a jastrzębie prezentowały się korzystniej, postanowiliśmy tym razem nieco zmienić nasze miejsce stacjonowania przy pasie. Piloci znowu nie zawiedli naszych oczekiwań – większość startów była z „ marchewkami”. Oczywiście nie pożałowaliśmy migawek aby je uwiecznić, tym bardziej, że pogoda i światełko były naprawdę piękne. Po ostatniej serii startów przyszedł czas na pożegnanie z panem porucznikiem i z 31. BLT. Na zakończenie wizyty nasz opiekun zachęcił nas do kolejnych odwiedzin w bazie w Krzesinach, oczywiście na pewno nie omieszkamy z takiego zaproszenia skorzystać. Karol „Carlito” Kakietek

POD SŁOŃCEM HISZPANII (Hiszpania, LEAB)

Charakterystyczny szum silników obwieścił nam, że wreszcie nadchodzi długo oczekiwana chwila. Patrzymy na zachodnią stronę lotniska, gdzie po chwili widać już sylwetki pierwszych, wyjeżdżających zza wałów ochronnych samolotów. W falującym od ciepła powietrzu maszyny wyglądają jak pustynne miraże. Ale nie ma wątpliwości, pierwsze dwa to z pewnością F-16. Ciekawe, nasze czy Tureckie? - zastanawiamy się. Za nimi kołują Hornety… dwa, cztery, dalej Mirage 2000 - oj będzie się działo! Maszyny zatrzymują się na płaszczyźnie oczekiwania by po chwili ruszyć w kierunku pasa. Najpierw wykołowują F-16. Szum silników narasta i pierwsza maszyna rusza do startu. Ciemnoszary Fighting Falcon mknie po pasie i po chwili z gracją unosi się w powietrze! Jednak pierwsi startują Turcy. Chwilę później w powietrzu jest już następny F-16. Za nimi ruszają Hornety… co ciekawe idą parą. Wow! Takie starty to niecodzienny widok na zachodnich lotniskach! Po chwili już wiadomo - to Szwajcarzy . Prawie jak Meiringen! – żartujemy. Tak, tylko że jest znacznie cieplej, nie pada, a w powietrzu unosi się zapach oregano... Na drogach kołowania pojawiają się kolejne maszyny. Jest pięknie, a to dopiero początek… no właśnie, to zacznijmy może jednak od początku. „Kuźnia dowódców” Kiedy na stronie internetowej kursu TLP pojawiła się informacja o organizowanym 2 października dniu spotterskim długo się nie zastanawialiśmy. Już od dawna chcieliśmy tam pojechać, ale do tej pory nie było możliwości. Kiedy dodatkowo organizatorzy poinformowali, że oprócz „szesnastek”, „osiemnastek”, Typhoonów i Mirage będzie można zobaczyć też amerykańskie F-15 „klamka zapadła”. Rejestracja przebiegła gładko i pozostało już tylko czekać na dzień wyjazdu. Zainteresowanie ze strony miłośników lotnictwa przerosło oczekiwania organizatorów. Zamiast planowanych 200, zgłosiło się dwa razy więcej osób! Na szczęście, zamiast połowę chętnych „odprawić z kwitkiem”, organizatorzy zaplanowali jeszcze jeden Dzień Spotterski. Nasze akredytacje przypadły właśnie na dzień numer dwa... W tym miejscu kilka słów o samym TLP. Tactical Leadership Programme to organizacja powołana w 1978 roku przez USA, Wielką Brytanię , Hiszpanię, Belgię , Danię, Francję, Grecję, Holandię, Niemcy i Włochy w celu doskonalenia zastosowania taktyki oraz procedur NATO w realizacji międzynarodowych operacji lotniczych. W organizowanych kilka razy w roku kursach oprócz pilotów z państw założycielskich mogą brać udział również lotnicy z pozostałych krajów Sojuszu oraz wybranych państw niezrzeszonych. Od 2009 roku na kursach tych szkolą się również piloci Polskich Sił Powietrznych. Należy tu jeszcze podkreślić, że TLP to nie jest szkoła pilotażu. Na tych kursach szkoli sie pilotów w zakresie wykorzystania taktyki, planowania oraz dowodzenia ugrupowaniami bojowymi w warunkach zbliżonych do wojennych. Jest to jeden z najtrudniejszych i najbardziej prestiżowych programów szkoleniowych na świecie i wysyłani są na niego tylko najlepsi. W 2010 roku ze względu na dostępną ilość „dni lotnych” w roku, bazę TLP przeniesiono z Belgijskiego Florennes do Hiszpańskiego Albacete. Spotters Day Nadszedł wreszcie "nasz" dzień spotterski. Pogoda trzymała się hiszpańskich standardów, czyli zapowiadało się mocne słońce, błękitne niebo i trochę chmurek. Jednym słowem nieźle, ale obawialiśmy się dużej "termiki" w godzinach popołudniowych, kiedy miały odbywać się loty. Po dotarciu do bazy w pierwszej kolejności czekała nas rejestracja i kontrola bezpieczeństwa. Trzeba przyznać, że miejscowa żandarmeria potraktowała sprawę bardzo serio. Takiej kontroli nie przechodziliśmy nawet w niemieckich bazach ;). Oprócz sprawdzenia naszego sprzętu otrzymaliśmy też pierwsze wytyczne, czego nam nie wolno fotografować. Po zakończeniu formalności „zapakowaliśmy się” do autobusów i ruszyliśmy w głąb bazy. Tuż przed odjazdem powitała nas jeszcze para startujących Eurofighterów. Autobusy dowiozły nas do jednego z hangarów, w którym odbyła się odprawa. Tuż obok rozciągał się widok będący marzeniem każdego lotniczego świra – na płaszczyźnie postojowej stały długie rzędy maszyn biorących udział w szkoleniu. Było na co popatrzeć: Hawki, Falcony, Hornety, Typhoony oraz Mirage. Nigdzie niestety nie było widać zapowiadanych amerykańskich F-15. No cóż, trudno – powiedzieliśmy sobie. I tak już to, co było, gwarantowało ciekawy dzień. Po powitaniu nas w narodowych językach rozpoczął się briefing. Pokrótce zapoznano nas z zadaniami kursu oraz jego historią. Następnie przyszedł czas na zasady bezpieczeństwa i restrykcje dotyczące robienia zdjęć. Trzeba przyznać, że lista ta była całkiem długa. Dla przykładu nie wolno nam było fotografować samolotów podczas prac personelu naziemnego. Biorąc pod uwagę, że sporą część kontyngentu francuskiego i hiszpańskiego stanowiły panie… ograniczenie to było naprawdę uciążliwe ;). Część „roboczą” naszej foto-wizyty w bazie TLP rozpoczęliśmy od platformy postojowej. Podzieleni na grupy pod opieką żandarmów ruszyliśmy szukać ciekawych ujęć. Tego dnia czekały na nas „szesnastki” z Polski i Turcji, lokalne oraz szwajcarskie Hornety , Hawki z RAF, włoskie i hiszpańskie Typhoony, francuskie Mirage 2000 (w dwóch smakach – uderzeniowym i myśliwskim) oraz samotny hiszpański Mirage F-1. Tę ostatnią maszynę można uznać już za rarytas, ponieważ ten typ jest już praktycznie wycofany z linii. Kiedy rozpoczęliśmy nasze „poszukiwania” słońce dopiero rozpoczynało swoją podróż po niebie i część maszyn była jeszcze pokryta poranną rosą. Czasami, w połączeniu z ostrym porannym światełkiem dawało to bardzo ciekawe efekty wizualne. Po sesji na statyce wszystkie grupy spotkały się na mały „refresh” w pobliskiej kantynie. Gdy dotarliśmy na miejsce było tam już bardzo gwaro i tłoczno. Niezbyt duże pomieszczenie wypełniał tłum spotterów, lotników i personel bazy. Dodatkowo przedstawiciele kontyngentów z Turcji i Francji i Hiszpanii zorganizowali mini stoiska, przy których można było porozmawiać, pożartować i oczywiście uzupełnić swoje kolekcje naszywek, koszulek i odznak lotniczych. Atmosfera była wyśmienita. Po tej krótkiej przerwie ponownie załadowaliśmy się do autobusów i przewieziono nas do stołówki na lunch. Na start! Po smacznym posiłku i otrzymaniu „giftów” wyruszyliśmy wreszcie na drugą stronę bazy do miejsca gdzie mieliśmy obserwować starty i lądowania. Dni Spoterskie wyznaczono na ostatnie dwa dni lotne całego kursu. Dla większości biorących w nich udział pilotów były to ostatnie loty egzaminacyjne. Do naszej dyspozycji oddano kilkuset metrową przestrzeń w centralnej części pasa. Po krótkim oczekiwaniu powietrze wypełnił charakterystyczny dźwięk uruchamianych silników. Oprócz samolotów do startu przygotowywały się również śmigłowce. Był to zespół trenujący operacje CSAR – ratowania zestrzelonych pilotów z terenu przeciwnika. W jego skład wchodziły cztery maszyny (hiszpańskie Sea King, Super Puma, AB-212 oraz włoski HH-3 Pelican). Jak się po chwili okazało to właśnie one rozpoczęły operacje lotnicze w tej części dnia. Co ciekawe, abyśmy mogli wygodnie fotografować operacje całej formacji organizatorzy ”ad hoc” rozszerzyli naszą strefę o kolejne 200 metrów! Było to bardzo miłe zaskoczenie i kolejny przykład dobrego rozumienia przez organizatorów, w jakim celu organizuje się tego typu imprezy. Zaraz po „wiatrakach” rozpoczęły się starty „palników”. Pierwsze poderwały się tureckie Falkony, a zaraz po nich szwajcarskie i hiszpańskie Hornety. Później na drogach kołowania zaczęły pojawiać się francuskie Mirage 2000D i hiszpańskie Typhoony. W związku z tym, że ich miejsce postojowe było na płaszczyźnie nr 2., aby dotrzeć na początek pasa musiały przedefilować przed nami wzdłuż całej prawie jego długości. Dało nam to dodatkowe możliwości fotograficzne. Niestety jak się później okazało występująca już o tej porze dnia termika bardzo utrudniała wykonanie dobrego zdjęcia. Startowały kolejne maszyny, a cały czas nie było widać naszych „Jastrzębi”. Co ciekawe nie tylko my na nie czekaliśmy.  Dla wielu poznanych przez nas tego dnia fotografów nasze „efki” były główną atrakcją. Kiedy orientowano się, że jesteśmy z Polski zaraz zasypywano nas pytaniami czy coś wiemy o startach polskich maszyn. ;). Wreszcie nasze (i nie tylko) oczekiwania się spełniły i na pasie pojawiły się F-16 z biało-czerwoną szachownicą. Muszę przyznać, że kiedy gdzieś za granicą widzę nasze samoloty to zawsze „serce rośnie”. Kto by pomyślał, jeszcze dziesięć lat temu, że będziemy mogli oglądać naszych pilotów w nowoczesnych maszynach na jednym z najbardziej prestiżowych szkoleń lotniczych na świecie! Ogółem w powietrze poderwało się prawie 40 statków powietrznych. Biorąc pod uwagę miejsce gdzie się znajdowaliśmy i to, że dla większości pilotów były to loty egzaminacyjne, nie oczekiwaliśmy żadnych „fajerwerków”. Trzeba jednak przyznać, że niektórzy próbowali choć trochę uatrakcyjnić swoje starty. Najbardziej „starali się” piloci francuskich Mirage’y 2000, którzy po schowaniu podwozia długo jeszcze „ciągnęli” nisko nad pasem. Dziękujemy Panowie! Kiedy wszystkie maszyny były już w powietrzu ogłoszono około godzinną przerwę. Większość z nas aby nie stać na coraz mocniej przypiekającym słońcu schroniła się do pobliskiego zagajnika. Warto tu jeszcze podkreślić, że naszą obecność po drugiej stronie pasa zabezpieczała karetka pogotowia oraz samochód z dużą ilością butelkowanej wody. Ponowny ruch w powietrzu rozpoczął się od przylotu VIP-owskiego Couguara z Hiszpańskich Sił Powietrznych. Zapewne przybywali już oficjalni goście na zaplanowane tego dnia uroczyste zamknięcie szkolenia. Słoneczko powoli zaczęło przechodzić w tryb „magic hour”, a na niebie pojawiły się pierwsze powracające samoloty. Wszystkie lądowania odbywały według tego samego schematu: przelot parą nad lotniskiem, rozejście i podejście do lądowania. Niestety prawie wszystkie przeloty odbywały się dosyć wysoko, jedynie polski F-16 zafundował nam niskie przejście nad pasem.  Na zakończenie do lądowania podeszła formacja śmigłowców CSAR dostojnie defilując wzdłuż całej długości pasa. Było to bardzo miłe pożegnanie! Do zobaczenia! Podsumowując, wyjazd na TLP Spotters Day uważamy za bardzo udany. Na wysoką ocenę zasługuje tu organizacja całej imprezy, świetna atmosfera, a w szczególności dobre zrozumienie przez organizatorów potrzeb i oczekiwań lotniczych świrów takich, jak my. ;) Dalej, słowa uznania należą się też naszym opiekunom za dużą elastyczność w egzekwowaniu bardzo restrykcyjnych hiszpańskich przepisów. Wreszcie, „na własne oczy” zobaczyliśmy sławne TLP, gdzie wśród lotniczej elity trenują nasi piloci. Nawiązaliśmy nowe znajomości i oczywiście nasze karty zapełniły się nowymi ujęciami naszych ulubionych „palników”. Dlatego z niecierpliwością czekamy już na informację na temat TLP Spotters Day 2014! TLP Team, muchas gracias y nos vemos - dziękujemy i do zobaczenia! Przemek Youzi Szynkora
Back to Top