Search

CASLAV OPEN DAY (Czechy, LKCV)

Dzień Otwarty w 21. Bazie Lotnictwa Taktycznego Czeskich Sił Powietrznych, który zorganizowano 25 maja 2013 roku na lotnisku Čáslav, o mało nie został pominięty w "rozkładzie" imprez, które w 2013 roku miało odwiedzić nasze stowarzyszenie. Skąpe informacje zamieszczane na stronie organizatora wyglądały mało przekonywująco pod względem uczestnictwa w pokazach zapowiadanych maszyn. Mieliśmy obawy, czy lista uczestników nie jest tylko listą życzeń, jak to już wielokrotnie na tego typu imprezach bywało. O ile o występ samolotów i śmigłowców lotnictwa wojskowego Czech można było być spokojnym, to już udział w imprezie zapowiadanych maszyn historycznych wydawał się niepewny. A właśnie te samoloty były najsilniejszymi magnesami przyciągającym na pokazy zakochanych w klasycznych samolotach fanów lotnictwa. "Głód pokazów", jaki na początku sezonu nęka każdego lotniczego świra był jednak silniejszy i mimo niezbyt optymistycznych prognoz pogody pojechaliśmy. Wkraczając na teren pokazów szybko pozbyliśmy się obaw. Prawie wszystkie zapowiadane samoloty stały zaparkowane wzdłuż drogi kołowania. Szkoda tylko, że większość odgrodzono od publiczności metalowym płotem o wysokości około dwóch metrów, co nie za bardzo pomagało w wykonywaniu zdjęć. Na statyce wyróżniał się połyskujący wypolerowanym aluminium P-51D Mustang o dumnej nazwie "Excalibur". Jego najbliższym sąsiadem był symbol schyłku ery myśliwców z napędem tłokowym – Hawker Sea Fury. Obecność już tylko tej dwójki pozwalała przypuszczać, że pokaz dynamiczny będzie ciekawy. Miłą niespodzianką był również widok repliki słynnego myśliwca Zero. Co prawda, jak większość tego typu replik zbudowanych głównie w oparciu o elementy samolotu Texan, samolot ten tylko przypomina legendarny japoński myśliwiec, jednak to wystarcza by uatrakcyjnić każde pokazy, w których bierze udział. Gdy ktoś chciał doszukać się podobieństw miedzy repliką Zero a "normalnym" Texanem, nie miał z tym problemu, bo na wystawie były również dwa AT-6. Flotę samolotów historycznych uzupełniały: dwusilnikowy Beechcraft Twin Beech, szwajcarski samolot treningowy Pilatus P-2, Cessna O-2 o nietypowym, pchająco-ciągnącym układzie silników, dwupłatowe Jungmanny i Stearman, DHC-2 Beaver oraz szkolne T-28 Trojan i L-29 Delfin. Ciekawie również prezentowała się kolekcja kilku mini replik samolotów z czasów pionierskich i I Wojny Światowej. Idąc dalej zobaczyliśmy obrazek, który nas zszokował. Oto stają na środku terenu dla publiczności Su-7, MiG-21 i MiG-15 bez żadnych barierek odgradzających, a po nich skaczą i biegają gromady dzieci. Rozglądamy się za służbami porządkowymi, które za chwilę rozgonią to towarzystwo, ale widzimy, że żaden ochroniarz nie zwraca uwagi na to co się dzieje. Po dłuższej chwili dociera do nas, że to po prostu urządzony z wykorzystaniem prawdziwych samolotów plac zabaw… Trochę dalej w okolicach terenu dla VIP-ów urządzona została wystawa współczesnego sprzętu lotnictwa wojskowego Czech. Jednak obok stanowiska Gripena natrafiliśmy na Spitfire’a, wokół którego kręcili się panowie w mundurach „z epoki”. Jak się okazało, była to laminatowa makieta w skali 1:1 ze szczegółowo wymodelowaną kabiną pilota, zbudowana przez czeskich fanów tego samolotu. Zbliżała się jednak godzina rozpoczęcia pokazów, więc wypadało poszukać jakiejś dobrej miejscówki do fotografowania. Čáslav należy niestety do tych lotnisk, na których strefa dla publiczności znajduje się po północnej stronie, więc to co dzieje się w powietrzu widać pod słońce. Nie mieliśmy spotterpacków ani akredytacji prasowych uprawniających do zajęcia miejsc po drugiej stronie pasa startowego, więc musieliśmy jakoś sobie poradzić. Na szczęście pod barierkami nie było tłoku. Punktualnie o godz. 12:00 nad pasem przeleciał rządowy Airbus w eskorcie samolotów Alca i Gripen. Jeszcze piątka defilujących samolotów nie zniknęła z pola widzenia, a na pasie rozpędzał się już prototyp samolotu Alca wyposażony w podskrzydłowe wytwornice dymu. Po Alce mieliśmy okazję obserwować jedną ze stałych atrakcji pokazów organizowanych w Czechach, czyli pokaz zrzutu bomby wodnej przez śmigłowiec Sokół… Aby nie zanudzać czytelników, nie będziemy tu wyliczać, co kolejno pojawiało się w powietrzu. Wystarczy powiedzieć, że większość samolotów wymienionych w opisie wystawy statycznej mogliśmy podziwiać w powietrzu. Co więcej, pokazy przebiegały bardzo sprawnie bez długich przerw między kolejnymi uczestnikami. W zasadzie nie było żadnego nudnego występu, a z lotów, które wywarły na nas największe wrażenie, wyróżnić trzeba dynamiczny pokaz niebieskonosego Mustanga. Kto chociaż raz widział (i słyszał) ten samolot w powietrzu, wie o czym piszemy. Tym, którym nie było jeszcze dane tego doświadczyć – gorąco polecamy :). Nie mniej ciekawym widowiskiem była symulowana walka powietrzna Fokkera E III i samolotu Sopwith 1½ Strutter. Ciasne manewry, liczne mijanki i odgłosy strzelających karabinów, a wszystko to na niewielkiej wysokości :). Równie pasjonujące były wyczyny Martina Šonki na Extrze 300SR. To co ten pilot wyprawiał ze swoją maszyną zaprzeczało prawom grawitacji i aerodynamiki. Najgłośniejsi byli za to przedstawiciele współczesnych samolotów bojowych – czeski Gripen i belgijski F-16. Ten drugi nie mógł jednak zaprezentować w pełni swoich możliwości z powodu niskich chmur. Pokazy trwały nieprzerwanie ponad 4 godziny, a widoczne w okolicy deszcze łaskawie omijały teren lotniska. Podsumowując, Dzień Otwarty w Čáslav należy uznać za udaną imprezę i chociaż fotograficznie było ciężko z powody szarych chmur i słońca świecącego w obiektyw, to do domów wracaliśmy naładowani pozytywną energią. Lucjan „Acroluc” Fizia

ŚWIĘTO MIŃSKICH SMOKERÓW (Polska, EPMM)

W dniach 24 – 25 maja 2013 roku 23. Baza Lotnictwa Taktycznego po raz kolejny obchodziła swoje święto. W drugim dniu święta zorganizowano dzień otwarty na lotnisku w Janowie, gdzie zaplanowano pokazy dynamiczne Polskich Sił Powietrznych, a na płaszczyźnie lotniska, dla wszystkich zwiedzających przygotowano wystawę statyczną uzbrojenia, sprzętu i wyposażenia Sił Powietrznych, Wojsk Lądowych oraz Żandarmerii Wojskowej, a także wiele innych atrakcji dla najmłodszych gości i fascynatów lotnictwa. Pomimo deszczowej aury na lotnisko przybyły rzesze miłośników lotnictwa, nie tylko z Mazowsza, ale z całego kraju, w tym również pokaźna grupa spod znaku SPFL. Z powodu pogody program pokazów uległ zmianie, co pozwoliło członkom stowarzyszenia na pogadanki przy kiełbasce z grilla i chłodnym piwie :) Około południa deszcz przestał padać, a nad lotniskiem pojawiły się pierwsze statki powietrzne ze swoimi pokazami. Zaczęła Agusta-Westland AW-149, po niej pojawił się PZL-Mielec M-18 B Dromader z Lasów Państwowych z pokazem akcji gaśniczej z powietrza. W następnej kolejności zaprezentowała się załoga 2. Grupy Poszukiwawczo-Ratowniczej ze swoim pokazem akcji ratunkowej. A po GPR przyleciał na swojej nowej maszynie XA-41 rodowity mińszczanin – Artur Kielak. Po wykonaniu kilku karkołomnych figur w powietrzu z wykorzystaniem dymów, wylądował i zakołował się na CPPS. Tymczasem wszyscy zebrani na lotnisku czekali już na główną atrakcję pikniku lotniczego – pokaz solowy na samolocie MiG-29. Do pierwszego pokazu została przygotowana maszyna o numerze bocznym 56 z biało-czerwonym malowaniem eskadry kościuszkowskiej. Za sterami zasiadł ppłk Piotr „Kuman” Iwaszko, co oznaczało, że pokaz pilotażu będzie najwyższej, światowej klasy. I nie zawiedliśmy się – Kuman dał piękny pokaz: duże przeciążenia, ostre wiraże, a do tego wystrzeliwane flary. No i jedynie czasami wyłączał dopalanie :) Po godzinnej przerwie, do drugiego pokazu gotowy już był kolejny MiG-29 o nb 111. Tym razem za jego sterami zasiadł ppłk Artur „Ciałek” Kałko – Dowódca Grupy Działań Lotniczych w 23. BLoT – jeden z najlepszych pilotów polskich myśliwców. Zadanie miał ciężkie, ponieważ Kuman ustawił wysoko poprzeczkę. Ale ppłk Kałko już przy starcie pokazał na co go stać – start z dopalaniem i wyrzucenie flar w ciasnym wirażu tuż po oderwaniu się od pasa. Nikt z nas się tego nie spodziewał, a wrażenie było niesamowite. Cały pokaz również z dużymi przeciążeniami, flarami i włączonym prawie non-stop dopalaniem zrobił na nas ogromne wrażenie. Po pokazie MiG-29 część dynamiczna zakończyła się, więc mogliśmy spokojnie dopełnić karty na wystawie statycznej, a potem udać się w kierunku domów. Niestety po raz kolejny główne karty podczas pikniku lotniczego w 23. Bazie Lotnictwa Taktycznego rozdała niesforna pogoda, ale mamy nadzieję, że powiedzenie „do trzech razy sztuka” w przyszłym roku się spełni i będziemy mogli spędzić czas typowo piknikowo, w strugach słońca a nie deszczu. Konrad Kifert „kifcio”

“ORLIK” – PRÓBA GENERALNA (Polska, EPRA)

Dnia 21 maja na radomskim lotnisku odbył się pierwszy w tym roku oficjalny trening grupy akrobacyjnej „Orlik”. Dla członków SPFL była to doskonała okazja do spotkania oraz oczywiście do uwiecznienia treningu na zdjęciach. Frajdę z wypadu do bazy mogła popsuć jedynie pogoda, co według szczegółowych prognoz było całkiem prawdopodobne. Co prawda poranek przywitał nas pięknym, palącym słońcem i nadzwyczaj wysoką temperaturą, ale taki stan rzeczy miał się utrzymać jedynie do godzin popołudniowych, kiedy to dowództwo bazy zaplanowało dwa wyloty po osiem maszyn i pokaz akrobacji z wykorzystaniem wytwornic dymu. Nieciekawa popołudniowa aura mogła pokrzyżować nie tylko nasze fotograficzne plany, ale również uziemić wszystkie samoloty, co dla każdego z nas – miłośników maszyn latających – byłoby prawdziwą tragedią. Po przywitaniu pod bramą lotniska zerkaliśmy więc nerwowo w niebo czekając na wojskowego Honkera, który miał nas zawieźć pod sam domek pilota. Chwile oczekiwania przed rozpoczęciem pierwszej tego dnia sesji fotograficznej umilaliśmy sobie wymianą fotograficznych doświadczeń oraz rozmowami z pilotami, którzy chętnie opowiadali jak wyglądają pokazy lotnicze widziane nie od strony barierek dla publiczności, ale zza sterów samolotu. Mieliśmy również okazję zamienić kilka słów z Dowódcą Bazy. Pierwsze zdjęcia zrobiliśmy na płycie lotniska korzystając z resztek pięknej słonecznej pogody, spoglądając jednocześnie na zachód, skąd powoli nadciągała ciemno-granatowa chmura. Technicy przygotowywali maszyny, a my uwiecznialiśmy ich pracę, jak również piękno samolotów PZL-130 Orlik stojących jeden obok drugiego. Swojej sesji fotograficznej doczekali się również piloci zasiadający w kabinach Orlików. Oczekiwanie na trening przyniosło jednak prognozowane załamanie pogody. Zrobiło się zimno, wietrznie, zaczął kropić deszcz. Niebo zasnuło się ciemnymi chmurami, które przed godziną 18.30 – czyli zaplanowanym pierwszym treningiem, szczęśliwie dla nas oraz dla pilotów Orlików – ustąpiły. Ciepłe promienie przedwieczornego słońca, ryk maszyn w powietrzu i dogodne miejsce przy pasie startowym – tak wyglądają idealne warunki dla każdego maniaka fotografii lotniczej. I tak było w tym przypadku. Wpatrując się w wizjery naszych aparatów podziwialiśmy powietrzne ewolucje. Drugi trening, który odbył się po godzinie 19.00, uwieczniliśmy stojąc na końcu pasa startowego. Dwa naloty, podczas których osiem maszyn przelatywało w zwartym szyku tuż nad naszymi głowami zrobiły na nas piorunujące wrażenie. W takich momentach każdy fotograf zaczyna mieć wątpliwości: czy robić zdjęcia, czy może opuścić aparat i skoncentrować się na oglądaniu maszyn w powietrzu pilotowanych przez doświadczonych pilotów. Po wylądowaniu ostatnich samolotów, z kartami pamięci zapełnionymi lotniczymi kadrami pożegnaliśmy się i udaliśmy Honkerem ku bramie lotniska. Podsumowując naszą udaną wizytę w bazie, chcielibyśmy serdecznie podziękować za możliwość wejścia na teren lotniska i podziwiania z bliska wspaniałych pilotów i ich pięknych maszyn. Wspólnie odliczamy czas do naszej kolejnej wizyty w Radomiu! Damian „fan911” Guzek

BLIŻEJ NIEBA NIŻ MIASTA (Polska, EPOM)

18 maja 2013 to dzień, na który zdecydowana większości z nas czekała z utęsknieniem. Tego dnia rozpoczął się III Festyn Lotniczy „Lotnisko Bliżej Miasta” w Michałkowie. Niejeden zapyta, dlaczego z utęsknieniem? Przecież to „tylko” piknik lotniczy, niczym nie wyróżniający się od innych. Otóż odpowiedź jest prosta – ten właśnie festyn to pierwsza impreza lotnicza w Polsce w tym sezonie. Jest okazja nie tylko do pierwszych spotkań, ale przede wszystkim do sprawdzenia „zakurzonego” po zimie sprzętu fotograficznego oraz przetestowania nowo zakupionych aparatów i obiektywów – bo jak się okazało, wielu z nas przed tegorocznym sezonem „dozbroiło” się w nowe akcesoria. Program tegorocznego festynu w Michałkowie zapowiadał się naprawdę atrakcyjnie i nie odbiegał standardem od podobnych imprez organizowanych w kraju. Niestety, w ostatniej chwili z programu dosłownie „wyleciała” Grupa Akrobacyjna „Żelaźni” – jedna z głównych atrakcji festynu. Zgodnie z programem festynu, lotnisko dla publiczności otwierane jest o 9.00 i o tej właśnie godzinie zjawiliśmy się na parkingu przy wejściu. Ponieważ pierwsze przyloty samolotów zapowiadane były na 11.00, mieliśmy dużo czasu aby jeszcze coś zjeść i ugasić pragnienie, a więc widok dużej liczby punktów gastronomicznych na lotnisku dodatkowo nas ucieszył. Do godziny 14.00 praktycznie nic ciekawego się nie działo. Zgodnie z harmonogramem czas ten przeznaczony był na działalność statutową aeroklubu, czyli m.in. loty szybowcowe oraz tzw. loty komercyjne – dla chętnych i majętnych miłośników lotnictwa. My tymczasem z niepokojem obserwowaliśmy niebo, na którym pojawiły się czarne chmury zapowiadające pogodę nieciekawą do latania. Deszcz jakoś przeszedł bokiem, ale zerwał się intensywny zimny wiatr. Na efekty nie trzeba było długo czekać – przelot dwóch samolotów Su-22 został odwołany… z powodu złych warunków atmosferycznych. Pogoda jednak stopniowo poprawiała się, a na pasie startowym pojawił się Artur Kielak, który wzbił się w powietrze na swoim XtremeAir XA-41. Jego pokaz to wielka demonstracja możliwości maszyny oraz fantastycznych umiejętności pilota. Niesamowite figury, jakie oglądaliśmy w wykonaniu Artura, budziły powszechny podziw i zdumienie. Jest tylko jeden minus dla nas – fotografujących: to wszystko dzieje się bardzo wysoko i czasami nawet nasze teleobiektywy nie wystarczają do zrobienia dobrego technicznie zdjęcia. Pomimo że nie jest nam za ciepło, bo wiatr w dalszym ciągu daje o sobie znać, to pogoda powoli robi się coraz bardziej fotograficzna. Jest jeszcze szarawo, ale powoli tworzą się piękne chmurki, które wspaniale kontrastują z błękitem nieba. Do swojego pokazu szykuje się Dušan Šamko – pilot ze Słowacji, który lata na samolocie Pitts S-2C. Jego akrobacje są również „najwyższych lotów”, czego efektem jest znowu niewielka ilość zdjęć pokazujących kunszt pilota tam wysoko. Samolot Pitts S-2C, którym lata Dušan Šamko, jest małym dwupłatowcem przeznaczonym do wykonywania skomplikowanych ewolucji w powietrzu. Wszyscy czekamy na jakiś Low Pass czyli niski przelot nad lotniskiem, ale niestety na próżno, wiadomo – przepisy nie pozwalają. Szkoda, bo samolot jest naprawdę piękny, a jego żółte malowanie tworzy ładny kontrast z otoczeniem. Niewątpliwie dużą zapowiadaną atrakcją był pokaz grupy rekonstrukcyjnej Retro Sky Team. Na moment przenieśliśmy się w czasy II Wojny Światowej. Na ziemi trwała potyczka armii sowieckiej z Niemcami, a w powietrzu oglądaliśmy symulowaną walkę lotniczą. Całe zdarzenie obfitowało w liczne wybuchy i fajerwerki. Jednakże brak scenariusza czytelnego dla widzów spowodował, że całe widowisko trąciło lekkim chaosem i trudno było zorientować się o co tak naprawdę chodzi. Pomimo tych niedociągnięć organizacyjnych cała rekonstrukcja wydarzeń zrobiła duże wrażenie na oglądających, a efekty pirotechniczne wspaniale oddawały realizm zdarzeń. Następną gwiazdą festynu był powszechnie znany i lubiany litewski pilot Jurgis Kairys, który zaprezentował się w pokazie solowym. Wszyscy jednak czekaliśmy na wieczorny pokaz grupy „Air-Bandits”, w skład której wchodzą wyżej wymieniony oraz dwaj rumuńscy piloci – Ioan Postolache oraz Dan Stefanescu. Zachodzące słoneczko oraz piękne niebo stworzyło nam bardzo dobre warunki do zdjęć. Pomimo że zrobiło się dość ciemno i należało „podkręcić” ISO, było bardzo klimatycznie – na to czekaliśmy. Spółka Jurgis Kairys z kolegami stanęła na wysokości zadania demonstrując wspaniały show na niebie. Jeżeli dodamy do tego pirotechniczne fajerwerki na ziemi towarzyszące przelotom „Air Bandits”, pokaz mógł się wszystkim podobać, a nam dał możliwość zrobienia niepowtarzalnych zdjęć. Z czysto kronikarskiego obowiązku można jeszcze odnotować przelot wojskowego samolotu transportowego Casa C-295 oraz samolotu Zlin Z-37 Čmelák pilotowanego przez Johna Richards`a. Był jeszcze samolot gaśniczy Dromader oraz pokaz samolotu Carbon Cub. Arkadiusz Pytlas „golden”

EPKK REAKTYWACJA (Polska, EPKK)

Maj był szczęśliwym miesiącem dla fotografów SPFL za sprawą dwóch wizyt na lotnisku w podkrakowskich Balicach. Pierwsza z nich w dniu 10 maja 2013 miała charakter cywilny. Dzięki uprzejmości i cierpliwości pracowników Kraków Airport mogliśmy podziwiać lotniskowe życie z miejsc, z których do tej pory nie fotografowaliśmy. Trawa usiana mleczami stanowiła świetne tło dla kołujących maszyn, a śpiew skowronków potęgował piknikową atmosferę. Niestety pogoda nie pozwoliła w pełni wykorzystać fotograficznego potencjału „nowych” miejsc skutecznie ograniczając ilość światła. Za to wesoła atmosfera nie opuściła nas nawet na chwilę. Piloci żywiołowo reagowali na widok obiektywów skierowanych w stronę powożonych przez nich maszyn. Miłą niespodziankę sprawiła załoga wojskowej CASY prezentując możliwości maszyny podczas widowiskowego startu. Dzień zakończyliśmy rozmową z pracującym na lotnisku sokolnikiem, podczas której mogliśmy podziwiać sztukę „karmienia” sokoła wędrownego oraz zrobić kilka zdjęć. 15 maja 2013 odwiedziliśmy EPKK ponownie. Tym razem gospodarzem i organizatorem sesji fotograficznej była 3. Grupa Poszukiwawczo-Ratownicza stacjonująca w 8. Bazie Lotnictwa Transportowego. Na szczęście cztery dni wystarczyły aby pogoda odrobiła lekcję, a zapowiedziane wieczorne loty wróżyły ekscytującą sesję. Niestety jednak atrakcje w powietrzu zostały ograniczone do prób śmigłowca Mi-2. Niemniej nie mieliśmy powodów do narzekań. Na ziemi udostępniono nam śmigłowce (Mi-2 i Mi-8 w różnych wersjach), które mogliśmy do woli fotografować w zachodzącym słońcu. Dodatkowo mieliśmy okazję poznać wyposażenie i indywidualny charakter każdej maszyny oraz specyfikę zadań wykonywanych przez załogi śmigłowców. Sesję urozmaicał „normalny” ruch maszyn cywilnych oraz wojskowe CASY i M-28 startujące i lądujące na tle kwitnącego rzepaku. Pobyt w bazie zakończyliśmy sesją przy należącym do Lotniczego Pogotowia Ratunkowego śmigłowcu Eurocopter EC-135. Tomasz „Qna” Chochół

SUNSET AIR BASE (Polska, EPSN)

W dniu 24 kwietnia 2013 dzięki uprzejmości Sił Zbrojnych RP mieliśmy rzadką okazję fotografowania wieczornych startów i lądowań Su-22 w Świdwinie. Samolotu tego przedstawiać nie trzeba – zdaniem wielu jedna z piękniejszych maszyn w naszych Siłach Zbrojnych. Kto nie pamięta – ściągawka na zdjęciach ;) W świdwińskiej bazie zameldowała się ekipa SPFL w silnym składzie: hesja, kichu, MarS, nurek, Qna, Youzi, Imk, bronek. Pogoda dopisała – choć nie zapowiadało się. Chmurki, ciepłe wiosenne słońce – idealne wręcz warunki do zdjęć... Warto przejechać 500 km z Warszawy, choćby tylko dla kilkunastu kilometrów przed Świdwinem. Rozkręcamy muzę i cieszymy się pięknym krajobrazami. Do bazy dotarliśmy po południu – odprawa, przepustki. Wizyta w „dowództwie” celem zasięgnięcia informacji: co, gdzie, jak. W drodze do wieży przywitał nas ryk silników Su-22 na stanowiskach testowych – kto nie słyszał tych „potworów” ma czego żałować – kolejny bonus wyprawy spoza kategorii foto ;) Po odmeldowaniu na wieży, dzięki uprzejmości personelu naziemnego bazy, mieliśmy rzadką okazję podziwiać pracę tych, bez których latanie jest niemożliwe – techników. To w dużej mierze dzięki ich ciężkiej i nierzadko ofiarnej służbie, Su-22 mają opinię jednych z najbezpieczniejszych w lotnictwie RP. Jak mawiają Francuzi – Chapeau bas, Panowie. Startów i lądowań Su-22 chyba nikt nie zliczył. Co najmniej kilkanaście odbyło się przed wieczorem. Kto widział z bliska start Su-22, nie pomyli go z żadnym innym. Te maszyny mają w sobie coś magicznego. Początkowo rozpędzają się majestatycznie, by szybko przyspieszyć i nim się obejrzymy – suną po niebie. Huk silnika, czerwień dopalaczy, zapach nafty… ciężko to opisać. Crème de la crème – wieczorne starty i lądowania Su-22. Trudno wyobrazić sobie piękniejsza scenerię dla startów niż zachodzące słońce. Nie ma co się rozpisywać, niech zdjęcia mówią same. W międzyczasie mieliśmy również okazję podziwiać starty i lądowania śmigłowców Sokół z Grupy Poszukiwawczo Ratowniczej. Na zakończenie relacji pragniemy gorąco podziękować wszystkim za miłe przyjęcie i okazaną pomoc. A za EPSN już tęsknimy… Do następnego!!! Marcin „bronek” Bronowski

JERZOWIE FAJTERZY W MALBORKU (Polska, EPMB)

Czwartek, 19 kwietnia 2013 roku. Tego dnia po raz pierwszy od dłuższego czasu odwiedziliśmy 22. Bazę Lotnictwa Taktycznego w Malborku. Wydawać by się mogło, że to po prostu kolejna wizyta SPFL na wojskowym lotnisku, jednak nie tym razem… Pretekstem do naszego wyjazdu było historyczne wydarzenie – po raz pierwszy w historii na malborskim niebie mieliśmy przyjemność oglądać jedne z najnowocześniejszych myśliwców na świecie – Eurofighter Typhoon. Już dzień wcześniej – 18 kwietnia – na malborskim lotnisku wylądowały cztery samoloty Królewskich Sił Powietrznych Wielkiej Brytanii z Bazy Lotniczej w Northolt. Przedstawiciele RAF mieli zagościć w bazie do 22 kwietnia na zaproszenie dowódcy 22. BLoT, płk pil. Roberta Dziadczykowskiego. Podczas tej wizyty brytyjscy lotnicy uczestniczyli we wspólnych ćwiczeniach z malborskimi pilotami, a wisienką na torcie były symulowane walki powietrzne pomiędzy MiGami-29 a Tajfunami. Nasze odwiedziny zostały rozpoczęte – po stawieniu się "na bramie" – krótką jazdą autobusem w kierunku płyty postojowej, gdzie w porannym wiosennym słońcu stały sobie dumnie cztery Jurki Fajtery :) Nie tracąc ani chwili czasu cała ekipa zabrała się za fotografowanie statyki, a gdy już karty pamięci zapełniły się stosowną ilością kadrów, całość uzupełnił "mały backstage" :) W tym miejscu warto wspomnieć o bardzo przyjaznym podejściu brytyjskiej obsługi naziemnej, która bez szemrania spełniała nasze prośby, takie jak np. o odsłonięcie wlotów do silników, co w wielu różnych miejscach i sytuacjach byłoby wręcz nie do pomyślenia. Po tej "grze wstępnej" i krótkich odwiedzinach w domku pilota cały skład fotograficzny przemieścił się na drugą stronę pasa, aby wraz ze słońcem móc fotografować "samo mięso", czyli operacje lotnicze zaplanowane na ten dzień. Nasze rozbudzone apetyty nieco poskromił jednak plan lotów na ten dzień. Zamiast sporej ilości startów jeden za drugim, maszyny startowały parami (Jurek z MiGiem), następowały zatem dłuuugie chwile oczekiwania, przerywane krótkimi chwilami emocji fotograficznych. Odrobinę rozczarował również fakt, że poza nielicznymi wyjątkami maszyny nie startowały na dopalaczach, co – jak każdy fan fotografii lotniczej wie – przekłada się zdecydowanie na efekt zdjęciowy :) Aby jednak urozmaicić materiał zdjęciowy z tego dnia, po serii popołudniowych lotów postanowiliśmy przemieścić się w miejsce, w którym maszyny zjeżdżają z pasa startowego na drogę kołowania. Ten etap wizyty urozmaiciła możliwość fotografowania z kilku miejsc, a mianowicie zarówno zza drogi kołowania, gdzie przez wizjer aparatu obserwować można było kołujące na wprost maszyny, jak i z wału przy "last chance", który dawał szansę na nieco inną – wyższą – perspektywę. Gdy późnym popołudniem ostatnia z maszyn skołowała na płytę postojową – nasza wizyta w Bazie dobiegła końca. Nie był to jednak koniec dnia... albowiem zgłodniali i zmęczeni po wizycie na lotnisku postanowiliśmy coś zjeść. Dzięki informacjom uzyskanym od jednego z kolegów skierowaliśmy się do znajdującej się na malborskim zamku restauracji Gothic. I choć nie wiedzieliśmy czego się spodziewać, to już na samym początku podszedł do nas Szef Kuchni i każdemu z osobna pomógł zaprojektować strawę. Jedzenie – rewelacja! Naprawdę pyszne i wyjątkowe! Na koniec Szef Kuchni podał skomponowane przez siebie desery. Owym szefem jest Pan Bogdan Gałązka. Kucharz z niebywałym doświadczeniem, wyjątkową pasją i totalną energią. Opowiadał nam o swoich światowych podbojach, o tym w jaki sposób przyrządza tak wyśmienite potrawy, ile napisał książek – nie tylko kucharskich, ale także o tym, w jakim mieście można coś dobrego zjeść . Na podsumowanie dnia pozostaje mi tylko zacytowanie pewnego klasyka, który mawiał, że "nieważne jak się zaczyna, ważne jak się kończy" i zaproszenie wszystkich – przy okazji wizyty na zamku – do Gothica... oraz do obejrzenia zdjęć ;) Krzysztof "kichu" Baranowski

MIGOMAR (Polska, EPMM)

Data 17 kwietnia 2013 roku niewątpliwie pozostanie na długo w pamięci tych kilku członków SPFL, którzy mieli możliwość goszczenia w 23. Bazie Lotnictwa Taktycznego w Mińsku Mazowieckim. Domowa atmosfera, jaką odczuwa się w 23. BLoT, a do tego prognozowana piękna pogoda były najlepszymi dla nas zwiastunami obfitującego w atrakcje, miło spędzonego dnia. Około godziny 14:00 rozpoczęła się akcja pod kryptonimem „MIGOMAR”. Przywitanie z naszym lotniskowym opiekunem pod domkiem pilota i szybkie przejście w okolicę pasa. Pierwszy start staje się faktem za sprawą dwuosobowego MiGa-29 UB o numerze bocznym 42. Piloci tej maszyny mają za zadanie oblot pogody przed następnymi lotami. Pierwsze zdjęcia, pierwsza wymiana spostrzeżeń, pierwsze wrażenia za nami. Podczas oczekiwania na lądowanie „meteorologów” nad lotniskiem pojawia się jeden z „Orlików”, którego nie omieszkaliśmy również uwiecznić na zdjęciach. Po krótkiej przerwie kolejne dwa loty niemalże jeden po drugim. Bardzo efektowny start z dopalaczami zaprezentował nam MiG-29 z numerem 56, zaraz za nim wyruszyły dwie maszyny w parze. Aby uwiecznić trochę samolotów „face to face” udajemy się z pielgrzymką na koniec pasa, po drodze mijając trzy byłe „rządowe” maszyny: TU-154M oraz dwa JAKi-40, służące w rozwiązanym już 36. Specjalnym Pułku Lotnictwa Transportowego, a obecnie przebywające w Mińsku Mazowieckim na zasłużonej emeryturze. W trakcie fotografowania lądujących, a następnie kołujących maszyn słyszymy poprzez radiotelefon naszego opiekuna informację, że w bonusie dostaniemy lądowanie i start... Herculesa, który wyleciał z Krzesin i niebawem ma pojawić się na mińskim lotnisku. Na pewno jest to nie lada gratka zobaczyć taki samolot z bardzo bliska. Mamy jednak dylemat, czy czekać na Herculesa, czy wracać pod domek pilota, gdzie – jak się dowiedzieliśmy – kolejni piloci przygotowują się już do lotów. Szybka decyzja i... jedziemy z powrotem – dzięki uprzejmości panów z obsługi naziemnej – wojskowym Starem na krypie, w „towarzystwie” spadochronów wypiętych z samolotów. Kolejna atrakcja na EPMM zaliczona ;) Ponownie zajmujemy z góry upatrzone pozycje przy pasie, gdzie w kilkuminutowych odstępach fotografujemy kolejne pięć startów, trzy pojedyncze, jeden w parze i ponownie pojedynczy. Po zachodzie słońca, w dwuminutowych odstępach podrywają się do lotu kolejne dwie maszyny. Ostatni samolot, w zapadających już prawie ciemnościach, efektownie odrywa się od pasa z pomocą dopalaczy. Zważywszy na scenerię robi to na nas niesamowicie duże wrażenie. Mimo iż zmęczenie daje znać o sobie, w świetnych nastrojach opuszczamy gościnną i przyjazną nam pod każdym względem Bazę w Mińsku Mazowieckim. Piotr „brovarsky” Łykowski

ZIMOWA WIOSNA NA EPMM (Polska, EPMM)

W czwartek 11 kwietnia po raz drugi w tym roku mieliśmy możliwość odwiedzić 23. Bazę Lotnictwa Taktycznego w Mińsku Mazowieckim i dzięki uprzejmości dowództwa mogliśmy do niej zawitać w mocnym ośmioosobowym składzie. Apetyty były ogromne – w końcu po zimowej przerwie w pokazach każdy świr lotniczy marzy o huku silników i płomiennych "marchewach". Nasz zapał studziły jednak mało optymistyczne prognozy pogody, które w miarę zbliżania się czwartku pogarszały się – zapowiadano narastające zachmurzenie i deszcz. Mieliśmy jednak odrobinę pogodowego szczęścia, jako że już około godziny 11:00 słońce zaczęło przebijać przez chmury, aż wreszcie naszym oczom ukazało się niebieskie niebo. Nieco po godzinie 12:00 stawiliśmy się przy bramie 23. BLoT, aby zabrać naszego opiekuna Adama, i udać się już w komplecie na lotnisko. Zapowiedziane były przynajmniej dwa wyloty grupy pięciu-sześciu MiGów – o godzinie 14:00 i 16:00. Część naszej grupy wykorzystała wolny czas uwieczniając na zdjęciach pracę techników przygotowujących samoloty do lotów. Oczekiwanie umilał nam także krążący śmigłowiec Drugiej Grupy Poszukiwawczo-Ratowniczej, który przez cały dzień, pomiędzy turami startów myśliwców, przysiadał na pasie, aby za chwilę poderwać się na kolejne okrążenie w rejon lotniska. Tuż przed 14:00 byliśmy już przy pasie startowym na wprost wieży. Wkrótce usłyszeliśmy huk silników i po chwili wyczekiwane MiGi-29 jeden po drugim zaczęły przemieszczać się w kierunku pasa startowego. W pierwszej turze obejrzeliśmy pięć pojedynczych startów bez dopalaczy. Zaraz po tym zdecydowaliśmy się przejść w strefę zrzutu spadochronów, aby złapać kilka kadrów kołujących po lądowaniu samolotów. W międzyczasie niebo coraz bardziej się chmurzyło, zerwał się zimny wiatr, więc po lądowaniu ostatniego z pięciu MiGów skorzystaliśmy z uprzejmości obsługi technicznej i wróciliśmy w rejon domku pilota wojskową ciężarówką w towarzystwie pięciu spadochronów. Ocaliło nas to przed solidnym prysznicem, po chwili bowiem pojawił się rzęsisty, chociaż krótki deszcz, który mógłby nieźle dać nam się we znaki. Jednak po kilkunastu minutach od ulewy ponownie wyszło słońce i pojawiła się tęcza, która umiliła nam oczekiwanie na kolejną serię startów. Po 17:00 przeszliśmy ponownie w pobliże pasa, tym razem wybierając opcję "trzęsawisko" – resztki roztapiającego się śniegu spowodowały, że w drodze do upatrzonego miejsca brnęliśmy przez błoto i wodę niekiedy sięgającą kostek. Niebo było już bardzo zachmurzone, co chwila pojawiał się przelotny, niezbyt silny deszcz. Niestety i tym razem piloci nie uraczyli nas widokiem ognistych "marchewek" – na pocieszenie mogliśmy zobaczyć start pary myśliwców, a łącznie w powietrze wzbiło się sześć maszyn. W oczekiwaniu na lądowania przemieściliśmy bliżej "górki", aby lepiej uchwycić moment przyziemienia. Seria lądowań – i tutaj jedno z touch&go, jedno rozejście z dopalaczem, jeden przelot nad pasem. Po ostatnim lądowaniu czekał nas jeszcze szybki bieg po błocie, aby zdążyć sfotografować MiGi na drodze kołowania na CPPS. Po informacji, że przewidziana jest jeszcze jedna tura startów, jednomyślnie zdecydowaliśmy się nie tracić okazji do poćwiczenia nocnego fotografowania. W całkowitej ciemności i coraz mocniej zacinającym deszczu oczekiwaliśmy w pobliżu pasa na nocne starty, które zapowiedziano na godzinę 20:00. Pierwszy MiG – i kompletne zaskoczenie, bo start odbył się bez włączonych świateł i bez dopalacza, co nie dało nam szansy na zrobienie zdjęć. W kolejnych trzech startach na szczęście piloci skorzystali z dopalaczy, które odbijając się w deszczu od mokrego betonu pozwoliły na efektowne zakończenie czwartkowego fotografowania. Po zniknięciu ostatniej pary „marchewek” z pola widzenia wróciliśmy do samochodów i pożegnaliśmy się z gościnnym mińskim lotniskiem. Aleksandra „alex” Kuczyńska

MARCOWE ZACHODY (Polska, EPKK)

Większości fotografów lotniczych krakowskie lotnisko kojarzy się przede wszystkim ze spektakularnymi zachodami słońca, które można tu obserwować jesienią oraz wiosną. Tegoroczne wiosenne zachody były wyjątkowe, gdyż dzięki uprzejmości władz Międzynarodowego Portu Lotniczego Kraków-Balice mieliśmy okazję fotografować to niecodzienne zjawisko od “lepszej strony płotu”. Po kontroli SOL udaliśmy się na miejscówkę na progu pasa 25. Jako pierwsze przywitały nas CASY z 8. Bazy Lotnictwa Transportowego, które wykonały przelot parą nad naszymi głowami. Później mogliśmy jeszcze obserwować lądowania kolejnych maszyn wojskowych – CAS, Bryz i śmigłowca Mi-8. Ruch pasażerski również był dość spory i aż do samego zachodu migawki naszych aparatów nie miały czasu na wytchnienie. Na szczęście w decydującym momencie, gdy słońce było już nad samym horyzontem, piloci nie zawiedli i mogliśmy uwiecznić ich wspaniałe maszyny z naszą gwiazdą w kadrze. Ostatnim punktem naszej wycieczki było wykonanie kilku zdjęć w osi pasa z widokiem na światła podejścia – huk silników i zapach nafty lotniczej dał nam namiastkę tego, co czeka nas w nadchodzącym sezonie pokazowym. Mamy nadzieję, że wkrótce powtórzymy wizytę na krakowskim lotnisku. Bartosz Nowak „BNOVY”
Back to Top