Search

DZIEŃ OTWARTY W 21. BAZIE LOTNICTWA WOJSKOWEGO CZECH (Czechy, LKCV)

Gdy każdego roku nadchodzi miesiąc maj, dni są coraz dłuższe, a temperatury wzrastają, dla mnie jest to znak, że kolejny sezon lotniczy zbliża się wielkimi krokami. Choć tego roku wieści o nadchodzących imprezach nie rozpieszczały. Tradycyjna pierwsza majowa impreza w Michałkowie nie odbyła się, nie działo się też nic Mińsku Mazowieckim, odwołano także piknik w mazurskich Gryźlinach. Na szczęście, po raz kolejny, 21 Baza Lotnictwa Wojskowego Czech organizowała dzień otwarty. Jak zwykle licznie zgromadzona publiczność mogła uczestniczyć w pokazach lotniczych, w których brali udział także piloci wojskowi z Belgii, Szwecji oraz Polski. Nasze siły powietrzne prezentowały samoloty CASA C-295M, F-16D block52+ (na statyce) oraz śmigłowiec szkolny SW-4 Puszczyk w pokazie dynamicznym. Baza lotnicza położona jest w pobliżu małego miasteczka Caslav (niespełna 10tys. mieszkańców) w kraju środkowoczeskim. Aktualnie stacjonują tam wszystkie będące na wyposażeniu lotnictwa Czech samoloty wielozadaniowe JAS-39 Gripen. Dojazd do celu nie był krótki i zajął nam prawie pięć godzin, do tego jeszcze zaliczyłem półtoragodzinny korek przed wjazdem na parking przy lotnisku. Po wejściu na teren imprezy naszym oczom ukazała się spora liczba samolotów ustawionych na statyce, a także ciężki sprzęt do obsługi operacji lotniczych. Było nawet uzbrojenie przeciwlotnicze. Prezentowano nie tylko sprzęt wojskowy, ale również sporo cywilnych samolotów turystycznych oraz samoloty historyczne i repliki. Lotnisko otwarto dla publiczności o godzinie 8.00, natomiast cały program pokazów trwał od godz. 11.00 do 17.00. Zaczęło się od desantu spadochroniarzy z pokładu śmigłowca MI-17, po wylądowaniu skoczków przyszła pora na historyczny samolot szkolny Czeskiego Lotnictwa tj. L-29 Delfin, był to wspólny pokaz wraz z Zlinem Z-526. Następnie start 10 samolotów wielozadaniowych JAS-39 Gripen, by w południe zaprezentować się w przelocie grupowym wraz z CASA C-295M w pozorowanym przechwyceniu. Z samolotu CASA C-295 wykonano też desant spadochroniarzy. Oczywiście, jak na czeskie pokazy lotnicze przystało, nie mogło zabraknąć w powietrzu aktualnego samolotu szkolnego AERO L-159 ALCA. Pokaz pary tych samolotów uwieńczyły wystrzeliwane flary. ALCA prezentowała się też w pokazie solo. Spośród śmigłowców eksploatowanych w czeskiej armii zobaczyliśmy też MI-24W i opisywany powyżej MI-17. Lotnictwo wojskowe Czeskiej Republiki nie użytkuje zbyt dużo lotniczego sprzętu, na szczęście organizatorzy zadbali o to, by wypełnić program występami kolegów z innych krajów oraz samolotami cywilnymi i historycznymi. Belgijskie lotnictwo wojskowe zaprezentowało w pokazie solo swoje F-16 MLU, a nasze Siły Powietrzne śmigłowiec SW-4 Puszczyk. Szwedzi prezentowali się także na JAS-39C Gripen. Bogata była lista samolotów historycznych oraz replik. W powietrzu latały takie gwiazdy jak: P-51D Mustang, Spitfire Mk16, czy Boening PT-17 Stearman, ale także mniej znane konstrukcje, tj. Pilatus P2, T-34 Mentor, Beechcraft Model 18 (Tween Beach C45H), Bu-131, T-28 Trojan, Piper Cub. Efektowny pokaz walk powietrznych na replikach samolotów Fokker E-III oraz Sopwith 1 1/2 Strutter prezentowała grupa historyczna Pterodactyl Flight. W dalszej "cywilnej" części pokazów, Z-137 Argo Turbo wykonał efektownie gaszenie pożaru, a zespół akrobacyjny Flying Bulls pokazał show w nowym składzie i na nowych samolotach SBach XA-42. Podsumowując, udana impreza, na której zobaczyliśmy szereg ciekawych samolotów i śmigłowców. Pogoda co prawda nie była idealna do fotografowania, ale było ciepło i bez opadów. Dużym minusem były korki przy dojeździe na lotnisko, zalecam więc przybywanie na imprezę dużo wcześniej... Krzysztof  "PC" Łybko

II. MIĘDZYNARODOWY ZLOT DWUPŁATOWCÓW (Polska, EPPI)

W sobotę, 16 maja 2015 r., po raz drugi odbył się Międzynarodowy Zlot Dwupłatowców w Pile. Stare samoloty mają duszę, mają swoją historię, która fascynuje niejednego fana awiacji, mają w sobie jakiś magnes, który przyciąga do nich wielu obserwatorów. Dlatego też kilku członków naszego stowarzyszenia, kierowanych chęcią obejrzenia i uwiecznienia na zdjęciach tych pięknych maszyn, wybrało się do Piły. Dla nas – doświadczonych i zaprawionych w bojach bywalców różnych pokazów lotniczych i pikników, wystarczy kilka pierwszych minut aby stwierdzić – „Będzie się działo!!!”. Tutaj, niestety, nikt nie mógł wypowiedzieć tych słów. Działo się mało, żeby nie powiedzieć, że nie działo się nic. Jeden grupowy przelot dwupłatowców (kilka sztuk) na dużej wysokości, dwa Dromadery z pobliskiej Leśnej Bazy Lotniczej, które starały się ugasić ledwo co widoczny ogień, mała liczba widzów, spiker, który z minuty na minutę coraz bardziej wszystkich zniechęcał do pobytu na lotnisku oraz mało uprzejmi pracownicy ochrony, którzy chcieli uprzykrzyć nam życie, mimo posiadania przez nas akredytacji prasowych – to nie było to, na co wszyscy czekaliśmy. Śmiało można stwierdzić, że był to zlot bez historii… Jednak na każdej mało udanej imprezie jest ktoś, kto ją ratuje lub ma szansę uratować. W tym przypadku, tym kimś byli Jacob Holländer i zespół – Scandinavian Airshows, którzy udźwignęli ten ciężar i uraczyli nas dwukrotnie dynamicznym pokazem. Dzięki Scandinavian Airshows wracaliśmy do domów bogatsi o kolejne zdjęcia. Piotr Łykowski

ĆWICZENIA LION EFFORT (Czechy, LKCV)

Lion Effort to ćwiczenia użytkowników samolotu JAS-39 Gripen, organizowane w trzyletnim cyklu. Po poprzednich edycjach przeprowadzonych na Węgrzech (2009) i w Szwecji (2012) przyszła kolej na Czechy i bazę Gripenów w miejscowości Čáslav. Tradycyjnie organizatorzy zadbali o fotografujących, organizując w dniu 14 maja Spotters Day, który wypełniły dwie tury startów do ćwiczeń (a więc i lądowań) takich maszyn jak L-159 ALCA, Mi-171, Mi-24 i oczywiście samych Gripenów. W drodze do Čáslavi można było zwątpić w możliwość przeprowadzenia ćwiczeń i fotografowania. Pogoda w Polsce była jeszcze stabilna, ale przejazd przez Czechy w kierunku zachodnim dawał perspektywę jedynie na szybki powrót. Lało jak z cebra. Na szczęście załamanie pogody, które nawiedziło zachodnie Czechy wcześnie rano, z pewnym trudem, ale skutecznie wycofało się znad lotniska. Upór się opłacił, a chwile zwątpienia zawsze warto rozwiać przypominając sobie kanon dobrego fotografowania – po deszczu światełko i czyste powietrze dają wiele nowych możliwości. Spotters Day organizowała firma zewnętrzna i pobierała za to opłatę. W zamian otrzymaliśmy pakiet logistyczny z instrukcją gdzie parkować, wygrodzony teren w południowej części lotniska, ze słońcem za plecami, a nawet możliwość zamówienia kateringu. Przybyło ok. 100-150 fotografujących, głownie z Czech ,Węgier i Niemiec, ale słyszało się też dużo języka polskiego. Wyznaczonego terenu nie wystarczyło do ustawienia wszystkich chętnych w jednej linii i tu niestety niektórym zabrakło znajomości fotograficznej etykiety. Zdarzały się przypadki okupowania cennego miejsca przez plecaki i inne graty. To niewesoła konstatacja zważywszy, że na Spotters Day nie przychodzą ludzie z przypadku i ta wyrozumiałość dla innych fotografujących powinna być elementem budowania dobrych relacji na innych imprezach. Pierwszą turę lotów około godziny 10 rozpoczęto mocnym akcentem. Startujące śmigłowce Mi-171 i Mi-24 wykonały bardzo efektowny, agresywny nalot na fotografów. Nieco późniejsze starty L-159 ALCA i Gripenów również wykonywano z przytupem, wyraźnie pod publikę i na wiwat. Kto jednak myślał, że zgodnie z hitchcockowską regułą po trzęsieniu ziemi napięcie będzie tylko rosnąć, ten się grubo przeliczył. Lądowania odbywały się bez iskry, ale pamiętajmy, że Lion Effort to wojskowe ćwiczenia, a Spotters Day organizuje się tylko przy okazji. Druga tura lotów rozpoczęła się około godziny 15. Do tego czasu teren spotterski zamienił się w wielką sypialnię i wielu z tych, którzy przyjechali z daleka, chrapało w najlepsze na trawie. Reszta oddawała się piknikowi, ale za to w pięknym miejscu, z zapachem rzepaku z okolicznych pól i nafty lotniczej w powietrzu. Powtarzalność startów i lądowań drugiej tury pozwoliła na odpowiednie wykalibrowanie sprzętu, oka oraz ręki i złapanie tego jednego wymarzonego ujęcia. Pewnie wielu wróciło ze Spotters Day z niezłym dorobkiem. Ciekawie wyglądało ogrodzenie było nie było bojowej bazy lotnictwa Czech, bazującej wszystkie czeskie Gripeny. Otóż, przynajmniej od strony południowej, ogrodzenia nie było. Za to ciągnęły się hektary pól i na pewno teren był monitorowany. Niemniej jednak można przypuszczać, że lokalni miłośnicy fotografii lotniczej mają zdecydowanie łatwiej niż gdzie indziej. Niestety już po zakończeniu Spotters Day a przed Open Day bazy Čáslav (23.05), na zakończenie ćwiczeń Lion Effort 2015 wydarzył się wypadek węgierskiego Gripena, który wypadł z drogi startowej i został całkowicie zniszczony. Na szczęście obaj piloci uratowali się, a sam samolot utknął w okolicznych polach rzepaku. Wszystko dobre co się dobrze kończy, a dla „lotniczych świrów” spod znaku SPFL ćwiczenia Lion Effort zakończyły się sporą ilością ciekawych lotniczych ujęć. Sylwester „eSKa” Kalisz

AKADEMIA NIKONA W ŁASKU (Polska, EPLK)

W dniach 12-13 maja 2015 roku na terenie 32. Bazy Lotniczej odbyła się kolejna edycja warsztatów fotografii lotniczej w ramach Akademii Nikona. Edycja wyjątkowa, gdyż udało się zgrać w jednym czasie i miejscu bardzo dużo trudnych do wcześniejszego zaplanowania elementów. Przede wszystkim trafiliśmy na dwa obfite w loty dni, podczas których naprawdę dużo się działo. Przeżywaliśmy nie tylko całe serie widowiskowych startów, lądowań i przelotów, ale również atak pary F-16 na lotnisko. Dzięki uprzejmości dowódcy bazy płk. Ireneusza Nowaka, jak również wspaniałych ludzi z łaskiego „Archeo”, mieliśmy możliwość fotografowania niebywale wiernie odrestaurowanych historycznych maszyn z najnowszym dziełem – samolotem MiG-23 włącznie. Wszystko to we wspaniałych warunkach pogodowych i w niesamowitej atmosferze jaką stworzyła grupa kursantów! :) Wieczorne, kilkugodzinne spotkanie z dowódcą 10. Eskadry – ppłk. Marcinem Modrzewskim, wielu z nas otworzyło oczy na to kim tak naprawdę jest współczesny polski pilot F-16.

ABINGDON AIR & COUNTRY SHOW 2015 (Wielka Brytania, EGUD)

Długi majowy weekend i narodziny ‘Royal Baby’ wprawiły mieszkańców Wysp Brytyjskich w doskonały nastrój. Był to więc znakomity czas na otwarcie sezonu lotniczego. W niedzielę, 3 maja, udaliśmy się w okolice Oxfordu na pierwsze w tym roku pokazy– Abingdon Air & Country Show 2015. A będzie to rok bardzo szczególny, bo właśnie mija 75 lat od czasu Bitwy o Anglię. Imprezę rozpoczęto od duetu Twister Aerobatics Team. Ten długi pokaz, pełen dymu, dynamicznych zakrętów, synchronicznych manewrów i brawurowych mijanek, rozbudził całą publiczność. Zaraz po tych zwinnych sportowych samolotach nastała pora na serię ciekawych przelotów. Jako pierwszy pojawił lekki samolot szturmowy OV-10 Bronco, używany między innymi przez Amerykańskie Siły Powietrzne w Wietnamie. Zaraz po Bronco wzniosła się w powietrze ogromna latająca łódź – Catalina. Ten wspaniały morski samolot patrolowy pochodził z wczesnych lat 30-tych XX wieku. Samoloty te wytropiły w 1941 niemiecki krążownik ‘Bismarck’ przyczyniając się do jego zatopienia. Po przelotach Cataliny zrobiło się naprawdę głośno! W powietrze wzbił się Meteor T7 – pierwszy myśliwiec odrzutowy używany przez aliantów. Niestety, po tym pokazie pogoda gwałtownie się popsuła. Z ciemnej chmury coraz mocniej padało, ale to nie przeszkodziło ‘Gnat Display Team’ w pokazaniu swoich umiejętność. Trzeba przyznać, że te samoloty z przełomu lat 60 i 70-tych ubiegłego wieku, ciągle dobrze się prezentują. To na nich wyszkoliło się ponad 1400 angielskich pilotów i były używane przez Rad Arrows. Bardzo ciekawie było zobaczyć, jak kiedyś wyglądały ‘Czerwone strzały’. Niestety, z czasem coraz bardziej padało i organizatorzy zdecydowali się na odwołanie kilku występów (w tym bardzo oczekiwanego występu Lauren Richardson na swoim Pitts Special). Ponad godzinna przerwa spowodowała, że większość widzów zdecydowała udać się do domów. Na tych, którzy wytrwali ulewny deszcz, czekała nagroda, bo na sam koniec pojawiły się samoloty z ’Battle of Britain Memorial Flight’. Jako pierwsza przeleciała Dakota. Po jej prezentacji rozbrzmiał znany ryk silników, to był legendarny Supermarine Spitfire i nowoczesny Typhoon w synchronicznym duecie. Te dwa słynne myśliwce zaprezentowały się w układzie, gdzie okrążają widownię, aby potem, na wprost widzów, bardzo efektownie i blisko się wymijać. Występ tym bardziej ciekawy, a obie maszyny pokazały się po raz pierwszy w nowych barwach (które zostały przygotowane specjalnie z okazji 75 rocznicy bitwy o Anglię). Na sam koniec Typhoon wykonał kilka niewiarygodnych manewrów i używając dopalaczy z hukiem wzbił się w powietrze! To było piękne zakończenie pokazów w Abingdon i bardzo dobre otwarcie sezonu 2015 - za rok na pewno tam wrócimy! Marek 'Maras' Gembka

WIOSENNY ŚWIDWIN (Polska, EPSN)

Audaces fortuna iuvat – śmiałym szczęście sprzyja. Ta łacińska sentencja doskonale charakteryzuje okoliczności wizyty w 21. Bazie Lotnictwa Taktycznego w Świdwinie. Dla mnie osobiście, jako mieszkańca województwa mazowieckiego, wyprawa do gniazda Fitterów zawsze wiązała się z dużymi rozterkami. Blisko siedmiogodzinna męcząca podróż samochodem, brak pewności co do tego, czy jakiekolwiek loty się odbędą, kaprysy pogody mogące pokrzyżować wszelkie plany. Tego rodzaju obawy powodowały, że wielokrotnie przekładałem na później decyzję o swojej pierwszej wizycie w Świdwinie. Tym razem podbudowany dobrymi prognozami pogody i perspektywą podróży w super towarzystwie przyjaciół z SPFL postanowiłem zaryzykować. Wyruszamy więc rano z pochmurnej Warszawy, by zameldować się o godzinie 14.00 u bram jednostki. Po drodze, w okolicach Mirosławca, mamy jeszcze okazję odbyć prawdziwe fotograficzne safari. Pokaźne stado żubrów, odpoczywające nieopodal drogi, zmusza nas do zatrzymania i sięgnięcia do fotograficznych plecaków. Niewiele dalej następna przyrodnicza atrakcja w postaci sporej gromadki żurawi powoduje kolejny wymuszony postój. Zerkam dość nerwowo na zegarek i trochę poganiam kolegów. Nie dla żubrów i żurawi wybraliśmy się w tak daleką wyprawę. Spóźnić się nie wypada. Wreszcie jesteśmy. Pod bramą jednostki dołącza do nas reszta ekipy SPFL z innych rejonów Polski i nasz nieoceniony koordynator bazy – MarS. Pobranie przepustek, kurtuazyjne wizyty w „domku pilota” oraz na wieży kontrolnej przynoszą efekt w postaci specjalnych ustaleń co do startów dwóch pierwszych maszyn. Ma być coś specjalnego dla na nas. W tym momencie następuje również podział naszej grupy na dwie części. Zwolennicy statyki i dokumentowania pracy obsługi technicznej udają się na CPPS, reszta z nas wsiada do samochodu, którym przemieszczamy się na drugą stronę pasa startowego. Taki układ gwarantuje nam uzyskanie kadrów obejmujących zdecydowanie szerszy zakres tematyczny zadań, jakie odbywają się w bazie podczas rutynowych ćwiczeń. Prognoza pogody tym razem nie zawodzi. Zapowiada się ładne, słoneczne popołudnie, dające obietnicę uzyskania tych słynnych świdwińskich kadrów, gdzie światło tak fantastycznie gra na poszyciu kadłubów Su-22. Jeszcze chwilę dyskutujemy nad miejscem, w którym mamy się ustawić do pierwszych ujęć. Tu zdajmy się na doświadczenie obecnych na miejscu koordynatorów baz w osobach Marsa i Kifcia. Pierwsza para Fitterów już kołuje na pas, by po chwili jeden po drugim wystartować w specjalnie dla nas zaplanowanej kombinacji. Piloci celowo przeciągają bardzo długo i nisko nad pasem. Rewelacja!!! Gorączkowo sprawdzamy efekty na wyświetlaczach aparatów. Czy ustawienia są dobre? Czy nikt nie popełnił pomyłki? Może jakaś kompensacja? Wszystko wydaje się być OK. Nie ma to jak dopalacz i „kisiel” rozgrzanego powietrza za ogonem samolotu. Przemieszczając się od czasu do czasu wzdłuż pasa urozmaicamy kolejne ujęcia startujących i lądujących maszyn. Jak się okazuje o atrakcyjność naszego pobytu zadbał również pilot MiG-a 29 z Mińska Mazowieckiego, który niespodziewanie pojawił się nad lotniskiem dokonując niskiego przelotu. Czas mija i na niebie oprócz chylącego się ku zachodowi słońca pojawia się również księżyc. Dajemy się zaskoczyć przez parę SU-22 przelatującą w pobliżu jego tarczy. Szkoda zmarnowanego ujęcia. Na szczęście los nam sprzyjał i kolejna powracająca z wykonywania zadań para umożliwiła nam naprawienie błędu. Podejmujemy decyzję o dołączeniu do naszych kolegów na CPPS. Tam staramy się fotografować jeszcze statykę oraz kołujące po lądowaniu maszyny wykorzystując ostatnie promienie znikającego za horyzontem słońca. Nie trwa to długo i po szybkiej naradzie przemieszczamy się już całą grupą do ostatniej „miejscówki” z której dzisiaj będziemy fotografować. Jest już dość ciemno, więc bez statywów się nie obejdzie. Z miejsca, w którym się znajdujemy, mamy możliwość robienia ujęć od frontu maszyn kołujących do ostatniej kontroli technicznej przed startem. Fittery przez dłuższą chwilą stoją nieruchomo, dwóch techników dokonujących przeglądu żwawo porusza się wokół samolotu, co daje możliwość uzyskania ciekawych efektów przy użyciu długich czasów naświetlania. Niektórzy próbują także szczęścia przy samych startach maszyn by złapać w kadrze widowiskowe o tej godzinie dopalacze. Będzie to jednak dość trudne, bo jest już naprawdę ciemno, a piloci uruchamiają dopalacz dopiero po chwili od startu w przeciwieństwie do tego, co czynią ich koledzy latający na MiG-ach 29. Widząc to nie podejmuję ryzyka. Wiem, że mam małe szanse na ostre ujęcie i skupiam się na kontroli przedstartowej. W kilkanaście minut jest już po wszystkim, zapadają całkowite ciemności. Szybko pakujemy sprzęt do plecaków, odmeldowujemy się na wieży kontrolnej i udajemy do zaparkowanych samochodów. Krótkie pożegnanie z kolegami, wymiana poglądów i wrażeń z tego fantastycznego popołudnia i wieczoru w Świdwinie. Opłaciło się zaryzykować! Adam „larky” Skowroński

DEN VE VZDUCHU (Czechy, LKPS)

W ramach wiosennej rozgrzewki odwiedziliśmy miasteczko Plasy w zachodnich Czechach, gdzie w weekend, 25-26 kwietnia, odbyły się sympatyczne pokazy pod nazwą "Den ve vzduchu". Początkowo nasze obawy rodziły nie najlepsze recenzje poprzednich edycji tej imprezy, jednak intensywny, trzygodzinny program, który obejmował solidną mieszankę nowoczesności i tradycji, pozwalał mieć nadzieję na ciekawą imprezę. Jeszcze raz sprawdziła się reguła, że tam gdzie mało oczekujemy, często dużo dostajemy. Organizatorzy zadbali o różnorodność i, jak na niewielkie aeroklubowe lotnisko, zebrali sporo sprzętu do obejrzenia i sfotografowania. Obok dwóch wejść Gripena i Alki mogliśmy podziwiać całą gamę "drewnianego" śmigłowego lotnictwa i dużo akrobacji na najwyższym poziomie - z Martinem Sonka na czele. Gripen i Alca, ze względu na dosyć zachowawcze manewry w powietrzu i rachityczne wyrzucanie flar, tradycyjnie nie są ulubieńcami fotografów lotniczych. Plasy nie okazały się wyjątkiem, a oba samoloty nie wyrzuciły tym razem żadnych flar. Dodatkowo niebo zaciągnęło się na szaro i na tle jednolitej ołowianej scenerii oba szare samoloty zwyczajnie nie wydawały się fotograficznie atrakcyjne. Ale jednak... po obróbce okazało się, że słońce jakoś zdołało się przebić i można było wydobyć ciekawe światło na ich poszyciu, a ołowiane niebo miało kapitalne, pozytywne znaczenie dla fotografowania wszystkiego, co ma śmigła. W Plasach fotografuje się pod słońce, a właściwe pokazy rozpoczęły się wczesnym popołudniem. W takich warunkach można było spodziewać się głębokich kontrastów i cieni, praktycznie nie do zniwelowania na etapie obróbki. Gdyby nie naturalny szary dyfuzor rozpraszający i tłumiący światło, byłoby bardzo ciężko fotografować z długimi czasami otwarcia migawki i przy rozsądnie przymkniętej przysłonie. Jednak można było zapomnieć o białych, fotogenicznych chmurach w tle. A w kwestii lotnictwa śmigłowego działo się sporo. Przez cały poranek można było skalibrować sprzęt i rękę na bardzo intensywnych startach i lądowaniach maszyn do lotów widokowych oraz podczas przylotów uczestników pokazów. Wspaniały pokaz z efektami pirotechnicznymi dała grupa rekonstrukcyjna Pterodactyl Flight. Na niebie pokazał się zrekonstruowany Bleriot XI wywołując podziw dla odwagi pierwszych pilotów i wyjątkowo krótkiego startu. Nie zawiodła grupa Bavarian Bucker Formation latająca na pięknie zachowanych maszynach tego typu. Dla mnie szczególnie atrakcyjny okazał się pokaz… wiatrakowca, a to ze względu na wyjątkowo dynamiczny pilotaż maszyny o nazwie Calidus. Widać było postęp w osiągach tych malutkich wiropłatów na przestrzeni ostatnich lat. Atrakcyjny wizualnie pokaz dały dwie maszyny rolnicze Cmelak z grupy Dusty Display Team. Nie zabrakło The Flying Bulls Aerobatic Team w zupełnie nowym programie, na nowych samolotach XA42. Trochę na wyrost przedstawiono program jako światową premierę, widać było, że zespół ma jeszcze trochę elementów akrobacji do poprawy. Wisienką na torcie okazał się przelot Twin Beech C-45H, a prawdziwą niespodzianką odloty wszystkich maszyn tuż po zakończeniu pokazów. Wszystko co lata, od motolotni, po samoloty turystyczne, ustawiło się w imponującej kolejce do startu żegnając zwiedzających rykiem grzanych silników. Reasumując, pomimo obaw impreza wypadła ciekawie. Warunki foto można również uznać za poprawne, chociaż fotografowało się pod słońce. Nawet aura pomogła lekko ołowianym niebem. Dzięki temu udało nam się przywieźć sporo fotograficznego urobku, do obejrzenia którego zapraszamy.

Sylwester „eSKa” Kalisz

LUFTWAFFE NAD MALBORKIEM (Polska, EPMB)

21 kwietnia 2015 r. w 22 BLT w Malborku zebrało się ponad 130 fotografów i miłośników lotnictwa. Jaka to okazja? Oczywiście Spotters Day. W tym roku to już drugie takie spotkanie. Pierwsze odbyło się w lutym i pozostawiło pewien niedosyt. Kto był, albo widział relację, wie o co chodzi. Tym razem miało być inaczej. I było. Już sam plakat reklamujący imprezę podgrzał atmosferę. Otóż w imprezie, poza naszymi MiG-ami i belgijskimi Viper’ami, miały uczestniczyć niemieckie Eurofightery EF 2000.Dwie maszyny z Taktischen Luftwaffengeschwarders 73 „Steinhoff” stacjonujące w Laage zadziałały jak magnes. Jako że grupa przybyłych w tym dniu na EPMB była bardzo liczna, już na starcie poinformowano nas, że statyka nie wchodzi w grę. Każdy się z tym liczył, poza tym i tak nie miałoby to sensu. Uchwycenie czystego kadru graniczyłoby z cudem. Jednak na statykę, to można do muzeum pojechać... tu chodziło o coś więcej. Chcieliśmy tego, czego zabrakło nam w lutym, na poprzednim Spotters Day – palniki, ostre starty, niskie przeloty i to wszystko przy ładnej, słonecznej pogodzie. I trzeba przyznać, że nie zawiedliśmy się. Główną atrakcją były oczywiście niemieckie maszyny, ale nasze MiG-i oraz belgijskie Viper’y nie pozostawały w tyle. Dodatkowym urozmaiceniem była krakowska CASA, która wywoziła skoczków na desantowanie. Było co zapisywać na kartach pamięci! Cieszy fakt, że Spotters Day w Malborku staje się powoli stałym punktem na mapie krajowych imprez lotniczych. Podziękowania dla Dowództwa i Rzecznika 22 Bazy Lotniczej za, jak zwykle, ciepłe przyjęcie. Artur „Arturo” Osiak

FRISIAN FLAG 2015 (Holandia, EHLW)

Frisian Flag 2015 – Leeuwarden (EHLW), Holandia Choć sezon pokazowy jeszcze się nie rozpoczął, fotograficznie zaczynamy się już dobrze rozkręcać. W poszukiwaniu kolejnych foto-lotniczych wrażeń wyruszyliśmy do Holandii, a dokładniej, nad jej wybrzeże Morza Północnego do bazy lotniczej Leeuwarden. Jak co roku, w połowie wiosny, odbywają się tam ćwiczenia pod kryptonimem Frisian Flag. Biorą w nich udział jednostki lotnicze z krajów NATO oraz państw biorących udział w programie „Partnerstwo dla Pokoju”.  Tegoroczna edycja zapowiadała się bardzo ciekawie, ponieważ w   manewrach mieli wziąć udział lotnicy Gwardii Narodowej USA latający na F-15! Do Leeuwarden przyleciało aż dwanaście „Orłów”, więc zapowiadało się naprawdę dobrze. Ponadto w ćwiczeniach mieli wziąć udział piloci z Niemiec na Eurofighter-ach, Finlandii i Hiszpanii na F-18 oraz Polski i Holandii na F-16. Łącznie z samolotami wsparcia było to ponad pięćdziesiąt maszyn. Baza RNLAF Leeuwarden jest bardzo przyjaznym miejscem dla miłośników lotnictwa. W bardzo dobrym miejscu, tuż przy progu pasa i drogi podejścia do lądowania znajduje się bowiem „oficjalny” punkt spotterski, znany potocznie jako „spotters hill”. Jest to niewielkie wzniesienie, z którego rozciąga się bardzo dobry widok na to, co dzieje się wewnątrz bazy. Nasze „wzgórze” znajduje się oczywiście poza jej terenem. Prowadzi do niego wygodna droga i można tam spokojnie zaparkować. Co jeszcze istotne, punkt usytuowany jest po południowej stronie lotniska, więc w zasadzie cały czas fotografujemy ze słońcem. W czasie takich wydarzeń, jak to  przyjeżdża nawet „mobilny punkt cateringowy” w postaci budki z frytkami, kiełbaskami i innymi przysmakami lokalnej kuchni ;). Bardzo ładnie widać stamtąd kołowania, oczekiwanie na wjazd na pas, starty i lądowania. Oprócz tego, po krótkim spacerze, można stanąć pod drogą podejścia do lądowania, gdzie samoloty są prawie na wyciągniecie ręki J. Naprawdę jest czego pozazdrościć holenderskim miłośnikom lotnictwa… takie „górki” powinny być przy każdej bazie! ;) Nasz pobyt na Frisian Flag 2015 zaplanowaliśmy na dwa dni: czwartek i piątek. Jadąc na miejsce niepokoiliśmy się trochę o pogodę. Baza jest usytuowana tylko kilka kilometrów od morza i można się spodziewać mocno zmiennej pogody. Na szczęście w czasie całego pobytu obyło się bez deszczu. Na każdy dzień zaplanowano dwa wyloty – o 9:30 i 13:30. Starty realizowane były w trybie „mass launch”, czyli wszystkie wyznaczone do misji maszyny startowały jedna po drugiej. Biorąc pod uwagę, że za każdym razem w powietrze wznosiło się ponad trzydzieści samolotów (!), było na co popatrzeć. Podobnie było z lądowaniami. Po około półtorej godziny rozpoczynał się powrót na lotnisko, a dla nas ok. 30 minut wytężonej „pracy”. Pierwszego dnia dotarliśmy na miejsce „z marszu”, czyli prosto z trasy z Polski. Kiedy zaparkowaliśmy pod „wzgórzem” było tuż przed siódmą i było… zupełnie pusto. Szybko jednak miejsce zaczęło się zapełniać. Kwadrans po nas pojawili się pierwsi „malarze”, którzy zaczęli rozstawiać swoje drabiny. Nigdy nie zrozumiem ludzi, którzy stają na górce, w „pierwszym rzędzie”,  tzn. w takim miejscu, że nie da się stanąć bezpośrednio przed nimi i jeszcze rozkładają drabinę, wchodzą na nią i  zasłaniają widok innym, którzy stoją za nimi. Ech…  Tuż przed planowaną godziną rozpoczęcia startów, z terenów bazy zaczęły dobiegać ulubione dźwięki każdego lotniczego świra – odgłosy uruchamianych silników. Kilkanaście minut później, wśród schrono-hangarów, pojawiły się pierwsze kołujące samoloty. Tego dnia w powietrze pierwsi mieli wznieść się Finowie na swoich „Hornetach”. Po nich do akcji weszli Niemcy, Holendrzy i Hiszpanie. Wreszcie, po drugiej stronie pasa, pojawiły się charakterystyczne sylwetki F-15. Dla nas, oprócz oczywiście kibicowania pilotom z 10 ELT z Łasku, był to główny powód przyjazdu. Najpierw w powietrze poszły dwie maszyny, a po przerwie na starty kilku F-16 gospodarzy, wystartowało jeszcze sześć (!) piętnastek. Przyznam, że start ośmiu F-15 na rozpoczęcie foto-lotniczego dnia potrafi dobrze poprawić nastrój J. Na koniec porannej serii w powietrze wzbiły się jeszcze cztery nasze Jastrzębie. Jak zawsze wzbudziły one duże poruszenie wśród obecnych spotterów. Jak widać nasze efki cały czas są bardzo atrakcyjnym tematem, również dla zagranicznych entuzjastów lotnictwa.  Po półtoragodzinnej przerwie na posiłek, kawę, herbatę, czy to, co kto tam miał na rozgrzewkę ;) rozpoczęły się powroty. Wracające maszyny najpierw przelatywały w grupach nad lotniskiem i rozchodziły się do lądowania. Najczęściej były to dwu lub cztero-samolotowe formacje.  Co ciekawe, często były to „zestawy mieszane”, np. dwa F-16 plus dwa F-15 lub para Eurofighterów w towarzystwie pary F-18. Po zakończeniu pierwszej tury wylotów czekała nas kilkugodzinna przerwa, podczas której można się było zdrzemnąć, pokrzepić lub np. przenieść gdzieś w inne miejsce wokół bazy. My postanowiliśmy zostać na drugą turę startów na „wzgórzu”, a na lądowania przenieść się pod drogę podejścia. Punktualnie w  wyznaczonym czasie rozpoczęła się druga seria wylotów. Zestaw maszyn był podobny, zmieniła się jedynie kolejność. Jednak po raz kolejny w powietrze „poszło” ponad trzydzieści maszyn. J Na drugą, popołudniową turę lądowań przenieśliśmy się w pobliże strefy podejścia. Tutaj rzeczywiście było się baaardzo blisko lotnictwa. Przelatujące „tuż nad głową” maszyny, to wrażenie, które zostaje na długo. ;). Dzień pierwszy dobiegł końca. Pogoda dopisała. Było słonecznie z częściowym zachmurzeniem i niezbyt mocnym, ale za to zimnym wiatrem.  Niestety zmorą wszystkich była duża termika przy powierzchni, która bardzo utrudniała „złapanie" ostrego kadru. Drugi dzień naszego wypadu na Frisian Flag przypadał w piątek i spodziewać się można było większej frekwencji na „spotterskim wzgórzu” i przyległych terenach. Faktycznie, punkt zapełnił się dosyć szybko, ale zdążyliśmy zająć odpowiednie miejscówki. Trochę jednak niepokoiliśmy się o pogodę. Po pięknym słonecznym poranku niebo się zachmurzyło, zrobiło się zimno, a nad lotniskiem zaczęły zbierać się brzydkie szare chmury. Na szczęście, kiedy miały rozpocząć się loty, pogoda się poprawiła i zagrożenie deszczem minęło. Przebieg wydarzeń był podobny do dnia poprzedniego. Dwie tury wylotów i lądowań, ponad trzydzieści maszyn w każdej serii… taka „rutyna” ;). Kiedy zbliżała się godzina wylotów popołudniowych, okolice „naszej górki" tłumnie zapełnili okoliczni mieszkańcy. Większość widzów przybyła całymi rodzinami aby podziwiać lądujące samoloty. Atmosfera zrobiła się wręcz piknikowa. J Podsumowując, wyjazd na Frisian Flag uważamy za bardzo udany. Chociaż nie były to pokazy, i nie można było liczyć na jakieś specjalne „fajerwerki”. Jednak możliwość oglądania takiej liczby ciekawych maszyn w ich "naturalnym środowisku" i to w tak dobrych warunkach nie zdarza się często. Dużo lotów, dużo samolotów, zapach lotniczego paliwa, huk dopalaczy, do tego świetna atmosfera… to nam w zupełności wystarcza do dobrej zabawy. Już dziś wpisujemy Frisian Flag i bazę Leeuwarden do naszego kalendarza. Jeszcze tutaj wrócimy! J Przemek „Youzi” Szynkora

GRILLOWANIE W ŚWIDWINIE (Polska, EPSN)

24 marca 2015 roku po raz kolejny mieliśmy przyjemność gościć w 21 Bazie Lotnictwa Taktycznego w Świdwinie. Dla większości z nas była to pierwsza wizyta w jakiejkolwiek bazie lotniczej po długim okresie jesienno-zimowej przerwy i pierwsza okazja w tym roku na wspólne fotografowanie w gronie „lotniczych” znajomych. Początek sezonu okazał się wymarzony. Wstępne prognozy meteo zapowiadały piękną słoneczną pogodę i nawet kilkanaście stopni w ciągu dnia. Po dotarciu na miejsce okazało się jednak, że w promieniu ok. 10km od bazy było szaro i trochę pochmurno. Jednak na szczęście w ciągu dnia słońce co jakiś czas pojawiało się na chwilę, nie było więc źle. Na początku spotkaliśmy się z dowódcami, którzy bardzo serdecznie nas przywitali i pokrótce opisali nam plan lotów danego dnia. Łącznie mieliśmy okazję sfotografować 3 wyloty – dzienny, popołudniowy i wieczorny. Byliśmy również bacznymi obserwatorami drobiazgowych przygotowań samolotów Su-22 do lotów, które mieliśmy okazję fotografować tuż obok płaszczyzny. Pierwsze starty odbywały się parami. Dodatkowo piloci trenowali również przelot formacją czterech maszyn. Fotograficznie oczywiście największym wyzwaniem był ostatni, czyli wieczorny wylot. Dostarczył on nam jednak największych emocji. Początek sezonu należy więc uznać za wyjątkowo udany. Ewa „FMS” Bartkiewicz
Back to Top