Search

MIĘDZYNARODOWE POKAZY LOTNICZE DĘBLIN 2015 (Polska, EPDE)

Obecny rok niestety nie rozpieszcza nas liczbą imprez lotniczych. Z tym większą niecierpliwością oczekiwaliśmy pokazów w Dęblinie, będących elementem obchodów 90-lecia Szkoły Orląt. Szczególna okazja sprawiła, że na płycie lotniska mieliśmy okazję spotkać wielu pilotów, którzy przez lata służyli w Polskich Siłach Powietrznych. W pokazach statycznych i dynamicznych wzięli udział piloci i maszyny z Polski, Niemiec, Wielkiej Brytanii i wielu innych krajów. Jeśli chodzi o rozmach imprezy Dęblin może śmiało konkurować z organizowanymi co dwa lata pokazami w Radomiu. W powietrzu mogliśmy podziwiać zarówno solistów jak i zespoły akrobacyjne. Na szczególne wyróżnienie zasługują Biało-Czerwone Iskry, które dały jeden z najbardziej dynamicznych pokazów jakie widzieliśmy w historii zespołu. Będąc przy zespołach nie można nie wspomnieć o Orlikach, które jak zawsze dały przepiękny pokaz możliwości, zarówno pilotów jak i maszyn. Pozostaje mieć nadzieję iż pewnego dnia ujrzymy Orliki w biało-czerwonym malowaniu. Oprócz zespołów akrobacyjnych pod niebem Dęblina mogliśmy obserwować duże zwarte formacje, w tym bardzo liczną grupę śmigłowców SW-4. Dodatkowych wrażeń dostarczył nam niski przelot nad droga kołowania, tuż obok sektora dla publiczności. Kolejnym punktem programu był lot pary Su-22. Kto zna ten samolot i zdolności pilotów, ten wie iż nawet tylko dla samego pokazu Su-22 warto jechać na pokazy. Na pokazach tej rangi nie mogło zabraknąć Mi-24. Podniebny balet tych ciężkich maszyn bojowych nie pozostawił publiczności obojętną. Gwoździem programu imprezy był desant w wykonaniu Kawalerii Powietrznej. Odgłosy walki, pokaz umiejętności żołnierzy, śmigłowce wsparcia – wszystko to dostarczyło niezapomnianych wrażeń. Podczas dęblińskich obchodów zaprezentowali także lotnicy cywilni. Nie sposób wszystkich wymienić w jednym miejscu, choć w pierwszym szeregu należy wspomnieć a grupie akrobacyjnej Żelazny, Arturze Kielaku czy Jerzym Makuli. Chcielibyśmy by pokazy w Dęblinie weszły na stałe do corocznego kalendarza imprez lotniczych w naszym kraju. Marcin „bronek” Bronowski

BUCHAREST INTERNATIONAL AIR SHOW (Rumunia, LRBS)

Rumuńskich klimatów i gościnności miejscowych świrów lotniczych SPFL doświadcza już od pewnego czasu. Z całą pewnością dostarczył nam tej gościnności również tegoroczny BIAS. Z perspektywy niżej podpisanego, bukareszteńska kombinacja atrakcyjnej zawartości lotniczej, zmiennej pogody i zaoferowanej przez gospodarzy miejscówki, kwalifikuje BIAS na medalowe pudło w klasyfikacji tegorocznych pokazów. Oczywiście za wszystkim stoją konkretni ludzie. Na długo przed pokazami wszelkimi informacjami służył, znany z forum SPFL, Liviu Dnistran, a na miejscu nieocenioną pomoc zaoferowała Flori Danculescu z Areoklubu Rumunii. Dość powiedzieć, że zrobiono wszystko, żeby umożliwić nam wejście do atrakcyjnych stref lotniska. W pewnym momencie, sądząc po identyfikatorach, byliśmy spotterami, performerami i organizatorami w jednym. Jest jasne, że nasi rumuńscy przyjaciele zaznają polskiej gościnności, jeżeli tylko przyjadą na pokazy do naszego kraju. BIAS, to pokazy jednodniowe z charakterystycznym późnowieczornym show i być może najważniejszym wyróżnikiem – Lancerami na dopalaniu. W trakcie pokazów MiGi-21 kilkukrotnie wykonywały dynamiczne pokazy z charakterystycznym stukiem dopalacza i z flarami rzucanymi na bogato. Najefektowniejszy wyrzut flar w niskim przelocie nad pasem niestety nie padł naszym łupem. Cała załoga SPFL sympatycznie gawędziła, a jakże, z Jurgisem Kairysem, gdy bez zapowiedzi przykosił Lancer wyrzucając flary wprost na pas. Pozostał niedosyt, ale swobodna rozmowa z Kairysem, to również wydarzenie samo w sobie. Rumuni pokazali to, co u nich najlepsze. Wielokrotnie, oprócz Lancerów, pojawiały się w powietrzu IAR 330, czyli licencyjne Pumy, w lokalnych konfiguracjach z uzbrojeniem i w wersji SAR. Unikalnie prezentowała się formacja Boeinga 737 linii lotniczych Tarom z zespołem akrobacyjnym Aeroklubu Rumunii na Extra 300. Egzotyczny okazał się pokaz niepozornego pakistańskiego śmigłowego górnopłata Super Mushsak. Przy okazji można wspomnieć, że na wystawie statycznej majestatycznie prezentował się pakistański Ił-78 wraz z ekstrawagancko brodatą załogą. Klasą samą w sobie byli oczywiście Turkish Stars, którzy w siedem maszyn wykonali pokaz w dwóch slotach czasowych przed i po południu. Turkom kroku dotrzymywali Baltic Bees . Nie zabrakło także polskich akcentów. Szybowce holowane były przez poczciwe Wilgi we wściekle żółtym malowaniu. Końcowym i najbardziej widowiskowym akordem BIAS był wieczorno-nocny Air Bandits Flight Formation, czyli wspólny pokaz zespołu Aerobatic Yakkers, wspartych przez Jurgisa Kairysa. Pokaz prezentował się pięknie, były efektowne ognie i oświetlenie samolotów. Ale było to także spore wyzwanie fotograficzne. Wysokie ISO, długie czasy naświetlania, niezbędne w złych warunkach oświetleniowych, nie służyły ostrości ujęć, ale za to pozwalały zarejestrować klimat tego wspaniałego wieczoru. Z przyjemnością fotografowało się o zmierzchu Lancera wyrzucającego flary. A ten, jak zwykle, się nie oszczędzał często lecąc na dopalaczu. Po zakończeniu pokazów, wtajemniczeni, w tym ekipa SPFL , skorzystali z zaproszenia na party w jednym z hangarów lotniska Baneasa. Tam poprawiliśmy sobie i tak dopisujące przez cały dzień humory. Z tym większym przekonaniem rekomendujemy BIAS jako imprezę lotniczą wartą odwiedzenia w przyszłości. Sylwester „eSKa” Kalisz

TURECKI AEROFESTIVAL – REAKTYWACJA (Polska, EPKS)

Aerofestival pozostawił po sobie pewien niedosyt wrażeń lotniczych. Jednak dzięki uprzejmości 31. Bazy Lotnictwa Taktycznego już we wtorek 16 czerwca b. r. mieliśmy okazję zatrzeć złe wspomnienia po weekendowej imprezie. Rano, przy bramie, grupę członków SPFL Air-Action przywitał rzecznik prasowy kpt. Krzysztof Nanuś. Po chwili znaleźliśmy się przy płycie lotniska, na której stało obok siebie osiem biało-czerwonych smukłych F-5, a niedaleko nich trzy transportowce – maszyny gwiazd poznańskiego Aerofestivalu – Turkish Stars. Mieliśmy możliwość zrobienia im zdjęć z bliska podczas przygotowań do lotu. Następnie udaliśmy się jeszcze bliżej pasa startowego. Zaczęło się. Samoloty F-5 startowały jeden po drugim, piloci machali nam na pożegnanie. Zaraz po odlocie odrzutowców Turkish Stars, kołował na pas nasz F-16D, aby po krótkim rozbiegu na dopalaczu oderwać się od niego. Po chwili wzniosła się para F-16C również z dopalaczem, a za nią kolejne maszyny. To były momenty, na które długo czekaliśmy! Pogoda sprzyjała zarówno strzelającym z lustrzanek, jak i pilotom. Tego dnia startowało i lądowało siedem Jastrzębi. Gdy były w powietrzu, zaprezentował się nam śmigłowiec Mi-24, przelatując dość nisko nad pasem. Po chwili przerwy przyszła kolej na tureckie samoloty transportowe. Startowały kolejno Transall C-160D, Lockheed C-130E Hercules i kolejny C-160D. Ten ostatni biało-czerwony w barwach Türk Yıldızları. Obciążone sprzętem duże maszyny leniwie odrywały się od pasa, aby udać się zapewne do macierzystej bazy Konya w Turcji. Zespół Akrobacyjny Tureckich Sił Powietrznych podczas pobytu z Polsce był goszczony w podpoznańskich Krzesinach. Wypad do 31. BLT uważamy za bardzo udany. Bliskie spotkania z naszymi F-16 dostarczają nam wiele pozytywnych emocji. Dziękujemy Dowództwu za zaproszenie. Mariusz „Maximus” Jóźwiak

AEROFESTIVAL (Polska, EPPO)

W dniach 13 i 14 czerwca na poznańskiej Ławicy miały miejsce pokazy lotnicze pod dumną nazwą Aerofestival. Impreza została mocno rozreklamowana w mediach, zarówno tych elektronicznych jak i papierowych. Faktycznie biorąc pod uwagę listę zaproszonych gości zapowiadała się bardzo dobrze. Sobotnie pokazy rozpoczęły się z ponad godzinnym opóźnieniem, co tłumaczono zalegającą nad lotniskiem mgłą. Niestety, po tym drobnym falstarcie impreza, zamiast nabrać tempa, ugrzęzła w kłopotach organizacyjnych. Chyba największym z nich był brak zgrania poszczególnych bloków pokazowych z normalnym ruchem rejsowym na lotnisku. Startujące i lądujące samoloty pasażerskie powodowały na tyle długie przerwy, że wkrótce cały program poszedł w rozsypkę. Większość maszyn zapowiadanych na ten dzień w ogóle nie miała szansy wystartować. Kuriozalnym wręcz okazał się „pokaz” zabytkowego Boeinga Stearmana, który w niecałą minutę po starcie otrzymał polecenie lądowania. Niewątpliwą gwiazdą mocno uszczuplonego programu okazał się turecki zespół Turkish Stars, który tego dnia latał dwukrotnie. Jak się potem okazało pierwszy pokaz był w rzeczywistości treningiem zespołu. Bardzo dobrze wypadł również włoski zespół Pioneer Team, który latał chyba najbliżej publiczności, a sam występ zakończył efektownym rozejściem, połączonym z wystrzeleniem flar. Mocnym punktem imprezy okazała się również łotewska grupa Baltic Bees, latająca na samolotach L-39 Albatros. I to właśnie jej występ zakończył sobotni blok pokazowy. Oprócz braków organizacyjnych we znaki dał się również średni poziom komentatora imprezy. Najbardziej jaskrawym przypadkiem było pomylenie latającego na samolocie Extra 300 Marka Choima z Jurgisem Kairysem, w rezulatacie czego słynny Litwin pojawił się na poznańskim niebie „dwukrotnie”. Drugi dzień imprezy pokazał, że organizatorzy potrafią uczyć się na swoich błędach. Występy poszczególnych maszyn następowały po sobie bez zbędnych przerw. Wreszcie na poznańskim niebie zaczęło się coś dziać. Widać było dużą poprawę we współpracy z wieżą kontroli lotów. W niebo wzniosły się m.in. legendarne warbirdy: P-51 Mustang oraz F4U Corsair. Szczególnie ten drugi dał efektowny pokaz połączony z kilkoma niskimi przelotami. Oprócz wielu okazji do uwiecznienia tych wspaniałych maszyn na fotografiach, występ dostarczył nam również wielu wrażeń dźwiękowych. Niepowtarzalny ryk podwójnej gwiazdy Corsaira, czy charakterystyczny gang rzędowego Merlina były prawdziwą ucztą dla naszych uszu. Dobry pokaz zanotował też OV-10 Bronco. Skonstruowany dla potrzeb działań antypartyzanckich przyleciał do Poznania w barwach Luftwaffe. Niestety, również w niedzielę nie uniknięto potknięć, największym był chyba incydent z Baltic Bees. Łotewski zespół po wykołowaniu na pas startowy był zmuszony zjechać z niego, ponieważ okazało się że nie zdąży zakończyć swojego pokazu przed lądowaniem kolejnej pasażerskiej maszyny. Na szczęście w dalszej części imprezy „Pszczółkom” udało się wystartować i zaprezentować się w powietrzu. Podobnie jak w sobotę najmocniejszym punktem pokazu były Tureckie Gwiazdy, startujące z pobliskich Krzesin. Na uwagę zasługuje turecki komentator zespołu, który wielokrotnie wtrącał polskie słówka, czyniąc swój komentarz jeszcze barwniejszym, a sam pokaz łatwiejszym do ogarnięcia. Już przy zachodzącym słońcu swoje pięć minut mieli słynni Żelaźni z mistrzem Jerzym Makulą za sterami szybowca MDM-1 Solo Fox. Niedzielny show zakończył wspólny przelot dwóch pięknych klasycznych maszyn - Spitfire i Jaka-3. Podsumowując poznańską imprezę, widać w niej duży potencjał, tym razem nie do końca wykorzystany. Być może zapowiadana przyszłoroczna edycja będzie takim strzałem w dziesiątkę, jakim miała być tegoroczna. Karol „Carlito” Kakietek

ZESPÓŁ AKROBACYJNY “ORLIK” – TRENING OTWARTY (Polska, EPRA)

11 czerwca 2015 r. już po raz trzeci Zespół Akrobacyjny „Orlik” zorganizował dla swoich fanów trening otwarty. Spotkanie rozpoczęło się od brefingu w klubie garnizonowym jednostki, podczas którego dowódca Zespołu przedstawił skład grupy, ze szczegółami omówił wszystkie elementy wiązanki pokazowej oraz przedstawił plany zespołu na sezon 2015. Po półgodzinnej prezentacji cała grupa fanów lotnictwa przemieściła się na płytę lotniska, gdzie w wyznaczonej strefie można było zająć dogodne miejsce do obserwacji i fotografowania. Warto dodać też, że w strefie wydzielonej dla widzów znajdowało się stoisko firmy foto-optycznej i każdy chętny mógł wypożyczyć i przetestować sprzęt fotograficzny. Podczas tego spotkania, specjalnie dla przybyłych gości, grupa „Orlik” zaplanowała dwa wyloty w składzie sześciu maszyn oraz zdecydowała się przesunąć oś pokazu w taki sposób, by w jak największym stopniu udogodnić obserwatorom na ziemi oglądanie i fotografowanie przelotów. W krótkim odstępie czasowym grupa wykonała dwa treningi w wariancie wysokim, a do tego kilka niskich nalotów z włączonymi smugaczami, co dzięki korzystnym warunkom pogodowym i ze słońcem „w plecy” sprawiło, że pokaz bardzo zyskał na efektowności. Po zakończonym treningu zebrani goście wraz z pilotami przenieśli się do strefy „gastro” na poczęstunek z grillowego rusztu. Była także okazja do rozmowy z pilotami oraz zrobienia sobie z nimi pamiątkowego zdjęcia. Czas szybko płynął i gdy większość gości opuściła już teren lotniska, grupa fotografów SPFL postanowiła zostać na nocną sesję z Orlikami na płycie postojowej. Nocny klimat lotniska i swobodny dostęp do maszyn na stojance zaowocował ciekawymi ujęciami foto, które już teraz można zobaczyć w naszej galerii zdjęć z tego wydarzenia. Podsumowując, otwarte spotkania z pilotami na terenie radomskiej bazy cieszą się coraz większą popularnością wśród fanów lotnictwa, jak również u osób które z awiacją mają do czynienia tylko od święta.  Dla nas, fotografów, to dodatkowa okazja, by zdjęciami zapełnić nasze karty pamięci. Do zobaczenia za rok! Krzysztof  "krispol"  Polak

25. AVIATICKA POUT’ (Czechy, LKPD)

TROPIKALNE PARDUBICE 25. AVIATICKÁ POUT' 2015 - take miano miały w tym roku pokazy flugcoigow i roztomaitych innych berow w Pardubicach. Jak kożdego roku spiskła się tam masa ciekawskich, kero chciała się podziwać na stare i nowe fluchcoigi i ich pilotów, kerzy wyrobiali w lufcie take sztelongi, że aże dych zapiyrało w klocie. Tom razom tyż niy mogło zabraknąć kamratów z SPLF-u. Haja z naturom boła niy rowno, bo klara blyndowała jak pieron, a krzokow i ciynia boło jak na lykarstwo. Lotnisko dlo ciekawskich Pepiki łotwarli doś wartko i na dugo przed pokazami. Szło się wtedy te maszyny łobejrzeć z bliska i porobić foty. Pokazy dynamiczne napocnął przelot L-410 UVP Turbolet z porkom L-39 Albatros, za chwila na łogonie jus mu siedziało trio Zlin-142 razym ze fligrami Mil Mi-2 oraz Mil Mi-17. Potym na niebo wleciała gryfno replika Avii BH-1 wyglancowano i blyndująco jak lojfer u moi omy na wielko sobota. Pilotowi na hyrtoniu łomotoł jak fana na 1 maja duuugi, bioły szal. Fiknął ci łon ku uciesze ludków szwarne lov passy, na szczynście tym biołym wiechciym na karku nikaj niy zahacoł. Pardubice to niy ino loty, ale tys rekonstrukcje historycznych wydarzyń. Tego szpilteatru tak samo tukej niy zabrakło. Tymatym boła I i II wojna światowa. Boła to fest wielko uciecha do wszystkich karlusow, kerzy za bajtla lotali z luftbiksami i udowali Niemcow i Rusów. Tukej na tym placu boło ło wiela lepi, bo wojna sie kulała dodatkowo w lufcie, a nad gowami wojokow fest nisko furgoł Mustang P-51, trza przyznać że pilot doł pieronowy pokaz tyj maszyny, dokoptowoł do niego Piper L-4H. Fest dużo uciechy narobioł nom Martin Sonka na Ekstrze-300. Inne machiny, kere my mogli podziwiać, to Bücker Bu 131 Jungmann, Zlin Z-381 oraz Aero C-104. I zaś szpilteater ruszoł w bój. Tom razom pokozali bitwa o Anglio. Hawker Hurricane, Spitfire i Messerschmitt tak się rozfechtowały i narobioły tyla larma, że ludziom uszy wiyndły, na szczynście z uciechy. Pokozali super akcja ze zmuszyniym pilota Messeschmitta do londowanio. Po tych historycznych rekonstrukcjach, majstersztych na niebie wynokwili grupa akrobacyjna Flying Bulls w nowym składzie i na nowych fligrach AX-42. Jesce my dobrze niy dychli, a w luft poszły Lockheed L-10A Electra, piekno muzyka do ucholow miłośnikow śmigeł, na dodatek to jedyno maszyna na świecie kero może jesce lotać. Kolejni w lufcie to Jak-40 z porkom Gripenow , Mi-17 i Mi-24. Tyn drugi lotoł potym solo, wydziwioł ze świycami dymnymi i pokazywoł się we wszystkich możliwych sztelongach! Powiym Wom, żech sie fest ślong, że niy łobejża tam Kukuruznika! Ale za chwila do moich moich dakli doszoł znajomy klank maszyny do szycio, dokoptowały do niego Jak-3, Fieseler Storch i Buchon. Przelecieli blank nisko nad naszymi gowami, a porkom do nich boła grupa rekonstrukcyjno, w tle boło słychać wystrzały luftbiksow i wybuchy handgranatow. Po tych emocjach na niebo wfurgły Huricane, Spit, Mustang, B-25 Mitchell, P-38 Błyskawica i F-4U Corsair . Po poru kołkach nad naszymi gowami zostali ino na niebie piloci dwóch łostatnich maszyn, kerzy dali gryfny pokaz. Zaroz po nich przefurgnoł dwupłatowiec Sterman z frelkom Peggy Walentin. Ta cało Peggy frygała roz na jednym roz na drugi skrzydle samolotu. Wrażenie boło niysamowite! Krotko przerwa na cygaryta i na pasie jus ceko na swoja rajza blyndujoncy po ślypiach Stearman Beechcraft C-45H Expeditor. Na nocholu wtoś mu wypiytnościoł gryfny malunek, a pilot udowodnioł, że starym złomym idzie efektownie i wartko lotać. Na tym bezchmurnym niebie niy zabrakło wielu furgających replik z I-szyj wojny światowy takich jak Sopwith Camel czy Nieuport XII. I to by boło na tyla co do atrakcji w tegorocznych Pardubicach. Skuli moi sklerozy napewno żech niy napisoł o wzystkich fluhctcoigach, fligrach i cudach, kere się tam wydarzoły. Najważniejsze, że boła pogoda, zimne piwko, kumple i super humory! Chciołbych fest, co by na drugi rok zaś my się tukej spichli alles cuzamen do kupy karlusy i frelki w cornych tresikach z napisym SPFL!!! Zbigniew „Zibi1972” Hojka wersja dla Goroli ;) 25 Aviaticka Pout 2015 – pod taką nazwą odbyły się tegoroczne pokazy w Pardubicach. Jak co roku zjechały tłumy ludzi pragnących podziwiać uroki zarówno starszych, jak i nowszych konstrukcji samolotów oraz podniebne wyczyny pilotów. I tym razem nie mogło zabraknąć licznej grupy członków SPFL, którzy na tych pokazach zmagali się z bardzo wysoką temperaturą oraz potężną termiką. Bramy lotniska były otwarte dla publiczności na długo przed pokazami dynamicznymi, co dawało możliwość przyjrzenia się maszynom z bliska oraz ich obfotografowanie na wystawie statycznej. Pokazy dynamiczne rozpoczął przelot L-410 UVP Turbolet z asystą parki L-39 Albatros, za nimi pojawiło się trio Zlin-142, śmigłowce Mil Mi-2 oraz Mil Mi-17. Następną maszyną, która wystartowała, była przepiękna replika samolotu Avia BH-1, której pilot z białym trzepocącym szalem na szyi dumnie przelatywał nad naszymi głowami i ku uciesze publiczności wykonywał efektowne low passy. Oczywiście Pardubice to nie tylko pokazy na niebie, ale także walki grup rekonstrukcyjnych. Nie mogło ich zabraknąć i tym razem. Tematami inscenizacji były walki z pierwszej i drugiej wojny światowej. Tutaj w „nalocie” ukazała nam się sylwetka nisko nadlatującego Mustanga P-51, trzeba przyznać, że pilot dał piękny pokaz możliwości tej maszyny, z odrobinką elementów akrobacji. Do tej sceny batalistycznej dołączył się również samolot Piper L-4H. Wielki kunszt pilotażu zaprezentował Martin Sonka na Ekstrze-300. Następne maszyny, które mogliśmy zobaczyć na Pardubickim niebie, to Bucker 131 Jungmann, Zlin Z-381 oraz Aero C-104. Grupy rekonstrukcyjne znów ruszyły w bój, tym razem z inscenizacją bitwy o Anglię, w której brały udział tak piękne maszyny jak Hawker Hurricane, Spitfire oraz Messersmith ME-109. Piloci i tym razem zaserwowali widowni ucztę dla oczu i uszu , pokazali wspaniały podniebny pościg zmuszający pilota Messersmitha do lądowania. Kolejny występ dała grupa akrobacyjna Flying Bulls w nowym składzie i z nowymi samolotami XA-42. Jeszcze nie odetchnęliśmy po pokazie Bulls-ów, a już na niebie pojawiła się kolejna perełka, to jest nic innego jak Lockhed L-10A Elektra, słodka muzyka dla uszu miłośników śmigieł, trzeba nadmienić, że jest ona jedyną jednostką na świecie zdolną do lotu. I znów króciutki przelot Jak-a 40 z parką Gripenów, śmigłowców MI-17 i MI-24, symulującą akcję ratowniczą. Później już sam MI-24 wariował ze świecami dymnymi, pokazując się w każdej możliwej pozycji. Pokazy bez Polikarova Po-2 nie były by pokazami, Kukuruźnika nie mogło zabraknąć też na tej imprezie, dołączyła do niego również piękna replika Yak-a 3, Fieseler Storcha oraz Messerschmitta 109. Oczywiście niskim przelotom towarzyszyła grupa rekonstrukcyjna, jak wiadomo, w takich przypadkach, strzelanki i wybuchy są obowiązkowe. Kolejny wspólny przelot, na który chyba wszyscy czekali, w powietrze wznieśli się Hurricane, Messerschmitt, Spit, Mustang, B-25 Mitchell, P-38 Lightning oraz Corsair F4U, po paru wspólnych okrążeniach lotniska na niebie zostały tylko P-38 oraz Corsarz, kradnąc cały show. P-38 z błyszczącą powłoką, dymami, które ciągnął za sobą i towarzyszem swoich podniebnych ewolucji, zaprezentował się wspaniale. Nie lada gratką okazał się również pokaz dwu płatowca Boeing Sterman z Peggy Walentin na pokładzie. Widok tej kobiety, pojawiającej się raz na górnym, raz na dolnym płacie samolotu, robił wrażenie. Po wylądowaniu akrobatka, wraz z pilotem, zostali przywitani przez publiczność gromkimi brawami. Malutka chwila przerwy i na pasie startowym pojawia się błyszczący BEECH C-45H EXPEDITOR z pięknym rysunkiem na nosie i tym razem pilot udowodnił, że można latać bardzo dynamicznie tą maszyną. Nie można także nie wspomnieć o latających replikach I wojny światowej, takich jak Sopwith Camel czy Nieuport XII. Podsumowując, Pardubickie niebo gościło wiele ciekawych maszyn, tegoroczną edycję można uznać za udaną, dopisała pogoda i publiczność. Teraz pozostaje nam czekać na przyszłoroczne pokazy, na których na pewno pojawią się czarne koszulki z logiem SPFL. Zbigniew „Zibi1972” Hojka

WEEKEND ZE SCANDINAVIAN AIRSHOW (Szwecja, ESOW)

CÓŻ ŻE ZE SZWECJI Mamma mia, here I go again... nie sposób było sie nie uśmiechnąć, gdy w głośnikach LOTowskiego Embraera zabrzmiał dobrze znany nam głos wokalistki zespołu Abba... tak się bowiem złożyło, że dokładnie rok temu w tym samym składzie wzięliśmy udział w pokazach lotniczych RollOut & Flygshow Hässlö, które odbyły się na lotnisku przy muzeum lotnictwa w szwedzkim Västerås. Jednak to nie te pokazy lotnicze były magnesem, który przyciągnął nas w to ciekawe miejsce. Zostaliśmy tam zaproszeni przez Jacoba Holländera – charyzmatycznego lidera zespołu Scandinavian Airshow, by wziąć udział w pracach związanych z tworzeniem ich nowego, wyjątkowego pokazu! Minął rok i w dniu 30 maja bieżącego roku ponownie pojawiliśmy się Västerås - tym razem nie przy okazji pokazów, ale z okazji zlotu czy też bardziej dni treningowych zorganizowanych przez lidera dla całego zespołu... celem zarówno dopracowania kolejnych elementów tworzonego przez grupę pokazu jak i zrobienia przy tej okazji kilku ciekawych zdjęć. Ale zanim do tego przejdziemy, wróćmy do podstaw… Scandinavian Airshow, jakby ktoś nie wiedział, to formacja pokazowa klanu Holländerów, która już od 37 lat zadziwia i zachwyca widzów z Europy i świata. Dwupłatowy Viking o olbrzymiej mocy 430 koni mechanicznych - unikalna i bardzo lekka konstrukcja z 9-cylindrowym, turbodoładowanym silnikiem gwiazdowym, dysponująca większą mocą niż sama waży. Dwie kobiety w kocich strojach, które uprawiają ekwilibrystyczną sztukę poruszania się po skrzydłach lecącego samolotu oraz znany i lubiany Pitts S2B. Ale to nie wszystko... jeśli komuś byłoby mało... najnowszym pomysłem grupy jest L.L.P. Night Show, czyli tłumacząc po polsku nocny pokaz z użyciem zainstalowanych na samolocie laserów, diod LED oraz efektownej pirotechniki, jedyny taki pokaz w Europie o ile nie na świecie. Nad tymi wszystkimi elementami zespół zamierzał popracować w ten weekend tak aby jeszcze efektowniej i dynamiczniej prezentować się widzom na pokazach lotniczych nie tylko w Europie ale i na świecie. Dzień zaczął się leniwie, gdy pojawiliśmy się jako pierwsi w hangarze na tradycyjnym polskim śniadaniu ;) czekając na pozostałą część ekipy, która tuz po przybyciu zabrała się ostro do pracy. Tylko podczas dni, takich jak ten, docenić można "szare korzenie bujnych kwiatów" czyli ogrom pracy, którą trzeba włożyć na ziemi, aby tam w powietrzu podczas pokazów móc obejrzeć czasem klikuminutowe, zapierające dech w piersiach, widowisko. Choć aura tego dnia nie sprzyjała, to mimo padającego rzęsistego deszczu, zaczynają się treningi. Pod hangarem stoi gotowy do lotu Viking z Jacobem Holländerem za sterami. Postanawiamy przebiec jakieś 100 metrów drogi kołowania, która wiedzie od hangaru na lotnisko w Västerås by zrobić zdjęcia od przodu jadącego po niej samolotu. Zaczyna się kołowanie. Wybiegamy na środek drogi. Nagle zauważamy, że samolot przemieszcza się w naszą stronę z większą niż zwykle prędkością. Robimy dosłownie kilka zdjęć i uciekamy! W tej chwili widać, niestety już nie w wizjerze aparatu, dobrze znaną sylwetkę Vikinga strzelającego pionowo w górę niczym rakieta! Czyli to był…. Start?!! Tuż spod hangaru?! Z rozbiegiem nie większym niż 20 metrów??!! Masakra jakaś! Jak u Hitchkockca... film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi, potem zaś napięcie ma nieprzerwanie rosnąć ;) I rosło... gdy nocą niebo nad Vasteras przecinały promienie laserów i wybuchy fajerwerków podczas L.L.P. Night Show. Rosło, gdy stojąc na dachu hangaru w wizjerach widzieliśmy zbliżającą się pod nami i lecącą na nas sylwetkę Vikinga czy Waspa. Rosło jeszcze bardziej, gdy przed nami pojawił się wielki lecących dostojnie płatowiec ciągnąc za sobą smugi "tęczowego dymu" z machającymi w naszym kierunków dziewczynami na skrzydłach, czy też podczas wieczornego hangar party w magicznym muzeum, wśród Tunnana, Drakena czy Viggena. To były magiczne dwa dni, mamy nadzieje, że choć część tej magii udało się pokazać na zdjęciach. Krzysztof „kichu” Baranowski

TRENING “ORLIKÓW” (Polska, EPRA)

28 maja br. radomski Zespół Akrobacyjny „Orlik” rozpoczął intensywne przygotowania do długiego sezonu pokazowego. W 2015 roku zespół ma zamiar wziąć udział w trzynastu imprezach lotniczych. W kilku przypadkach będą to jedynie przeloty w formacji, jednak w większości Orliki będą prezentować się w pełnym pokazie, w zależności od warunków pogodowych, w wariancie wysokim lub niskim. Jedne z najbardziej priorytetowych pokazów dla zespołu, to na pewno pokazy z okazji 90-lecia Dęblińskiej Szkoły Orląt oraz Międzynarodowe Pokazy Lotnicze „Air Show Radom 2015”. W tym roku Orliki na najdalsze pokazy wybierają się do Danii oraz na Maltę. Z początkiem maja rozpoczęły się pierwsze loty treningowe zespołu – w parach, trójkami, loty samego solisty, by w końcu przejść do treningu pełnym składem. 28 maja zaplanowane były dwa wyloty pełnym 6-cio samolotowym składem, a sprzyjająca pogoda i wysoki pułap chmur nie przeszkodziły w osiągnięciu zamierzonych zadań. Zarówno w pierwszym, jak i w drugim treningu, zespół wykonał pełny pokaz w wariancie wysokim z nowymi figurami, a wszystko oczywiście z włączonymi smugaczami, które zawsze dodają pokazowi „smaczku” i efektowności. Obserwując trening widać było, że grupa doskonale rozumie się w powietrzu i wszystkie figury ma dopracowane niemal do perfekcji, a drobne niedociągnięcia na pewno zostaną poprawione na treningach. Podsumowując, radomskie Orliki czeka długi wyczerpujący sezon pokazowy w Polsce i za granicą, a do tego jeszcze szkolenie młodych pilotów w radomskiej bazie. Z naszej strony życzymy Orlikom zawsze bezchmurnego nieba i tyle samo lądowań, co i startów. Do zobaczenia na pokazach! Krzysztof "Krispol" Polak

LA FERTE-ALAIS AIR SHOW (Francja, LFFQ)

Najpierw usłyszeliśmy syreny alarmowe. Chwilę później dołączyły do nich odgłosy artylerii przeciwlotniczej. Kołujące po murawie lądowiska dwie maszyny szkolne przyspieszyły chcąc skryć się przed nadciągającą katastrofą. W tym samym momencie, na niebie nad lotnisko nadleciała zwarta formacja wrogich maszyn. Chwilę później ich piloci, jeden po drugim, kładli maszyny na lewe skrzydło, aby zaraz przejść do ataku z lotu nurkowego. Pierwsze wybuchy wstrząsnęły powietrzem. Plan „Tora, Tora, Tora” wszedł w fazę realizacji…. ale może jednak zacznę od początku ;). Układając tegoroczny plan wyjazdów postanowiliśmy odwiedzić jedną z imprez odbywających się we Francji. Uznaliśmy, że w kraju Patrouille de France, Ramex Delta i Rafale na pewno organizuje się jakieś fajne lotnicze imprezy. Nasz wybór padł na pokazy Meeting Aerien Amicale Jean Baptiste Salis, w skrócie La Ferte Alais Airshow. Lotnisko, a może raczej lądowisko, w La Ferte-Alais jest bazą Stowarzyszenia im. Jeana Baptiste Salis. Organizacja ta zrzesza ponad 300 miłośników lotnictwa, w większości właścicieli starych samolotów bądź ich wiernych replik. Obecnie mają oni na „stanie” ponad 70 maszyn, większość w stanie lotnym! W programie imprezy można było naliczyć aż 150 samolotów, z czego ponad 100 planowano pokazać w powietrzu. Reprezentowały one wszystkie etapy rozwoju lotnictwa. Od pionierów, poprzez Wielka Wojnę, złoty okres rozwoju w latach między wojennych, zmagania z czasów II wojny światowej aż po wojnę w Wietnamie. Dalej mogliśmy podziwiać maszyny powojenne zarówno cywilne, jak i wojskowe, aż do konstrukcji współczesnych - z dumą francuskiego lotnictwa wojskowego - zespołem akrobacyjnym Patrouille de France oraz wielozdaniowym Rafale. Tę ostatnia maszynę mogliśmy podziwiać aż w dwóch prezentacjach. Najpierw w bloku poświęconym Lotnictwu Morskiemu, gdzie para Rafale N prezentowała się w towarzystwie samolotu Alize oraz MS 706, następnie, prawie na zakończenie imprezy, wystąpił Rafale Sił Powietrznych, jak zwykle w super dynamicznym pokazie i… nowym malowaniu. Całość programu imprezy podzielona została na bloki tematyczne. Samoloty często występowały w grupach, nierzadko odtwarzając wyreżyserowane inscenizacje. Dla przykładu - pokaz pięknie odrestaurowanej Lockheed Electry upamiętniał znaną amerykańską pilotkę Emilię Erchart. Co warte podkreślenia, nawet pilotująca tę maszynę pani została w odpowiedni sposób wystylizowana. Na bogatej wystawie statycznej oprócz samolotów prezentowały się również grupy rekonstrukcyjne, odtwarzające epizody odpowiednie dla danej maszyny. Mieliśmy zatem obóz amerykańskich spadochroniarzy przy C-47, punkt werbunkowy US Army przy P-51, lotników z I WŚ itp. Dla nas smaczkiem byli dwaj „piloci” z okresu Bitwy o Anglie, stojący przy Hurricane. Odtwarzali oni scenę rozmowy angielskiego instruktora z młodym… polskim pilotem (!). W umiejscowionym obok wystawy statycznej wielkim hangarze, na stojącej obok B-17 scenie, występowały fenomenalne Manhattan Dolls - trio wokalne śpiewające repertuar z lat czterdziestych. Z „muzycznych” akcentów warto wspomnieć jeszcze o orkiestrze szkockich dudziarzy, która skutecznie zwracała na siebie uwagę gdziekolwiek się pojawiła :). Jak wspomniałem wcześniej, pokazy samolotów podzielone były na swoiste bloki tematyczne. Co zatem można było zobaczyć? Oto kilka przykładów. Prezentacja poświęcona samolotom firmy Boeing zawierała przelot formacji dwupłatowych Stearman-ów w „towarzystwie”… rejsowego B-737. Samoloty firmy Hawker (Hunter i Sea Fury) prezentowały się najpierw we wspólnych, a później w solowych prezentacjach. Możliwości Guarda Civil w gaszeniu pożarów zaprezentowały w bardzo dynamicznych i widowiskowych pokazach Canadiar CL-415 oraz Tracker. Ich ostatni (niski) przelot prawie nad publicznością, to było coś co bardzo lubimy. Niemiecką Luftwaffe dla odmiany reprezentowały … dwa Ju-52 oraz Storch. Front wschodni i walczący tam pułk Normandie - Niemen uhonorowały dwa Jaki-11 i Jak-3. Royal Air Force i Bitwę o Anglię przypomniały pokazy Gloster Gladiator, Spitfire oraz Huricane. Dla uczczenia 75 rocznicy tego historycznego wydarzenia, kołujące po pokazach samoloty witała, oddając honory, szkocka orkiestra oraz grupa rekonstruktorów w mundurach pilotów sił powietrznych walczących w tej bitwie. Zadbano nawet o takie szczegóły, że poszczególni piloci salutowali w odpowiedni dla swojej narodowości sposób (!). Najbardziej efektowne, były bogate w efekty pirotechniczne pokazy zatytułowane... Tora, Tora, Tora oraz Apocalipse Now . Pierwsza oczywiście nawiązywała do japońskiego ataku na Pearl Harbor. Nie był to oczywiście taki „wypas” jaki można zobaczyć na pokazach za oceanem, ale trzeba przyznać, że i tak było na co popatrzeć. Widok dziesięciu Harwardów (pozorujących maszyny japońskie) „przewalających” się jeden za drugim na skrzydło i przechodzących do ataku w nurkowaniu, to jest coś, co naprawdę watro było zobaczyć na żywo. Finalnym elementem pokazu był zwycięski pojedynek pomiędzy P-40 i „Zero” (mocno zmodyfikowany T-6). Drugim tak bogatym w efekty pokazem była prezentacja nawiązująca do wojny w Wietnamie. Tutaj główną rolę zagrały gwiazdy całego airshow (z naszego subiektywnego punktu widzenia) – trio A-1 Skyrider (!). Zanim jednak te potężne maszyny przyniosły (symulowane) spustoszenie na pozycje przeciwnika, w powietrzu zaprezentował się rozpoznawczo szturmowy OV-10 Bronco. Muszę przyznać, że nie spodziewałem się, że na tej maszynie można robić takie rzeczy ;). Dla nas jednak "gwoździem programu" były Skyridery i to, co wyprawiały w powietrzu. Co warte podkreślenia, całe pokazy charakteryzowały się świetnie dobraną muzyką, która była nie tylko przyjemnym tłem, ale wręcz dopełniała poszczególne prezentacje. Pierwsze takty „Riders on the Storm” The Doors zawsze już będą kojarzyły mi się z widokiem kołujących Skyriderów. Generalnie świetna muza jest jednym z wielu mocnych atutów tej imprezy… A co mi się nie podobało….? Największą (i chyba jedyną) wadą imprezy było rozstawienie systemu nagłośnienia. Otóż, podobnie jak w Volkel, zostały one umiejscowione w niewielkich odległościach od siebie… kilka metrów przed linią publiczności. Konia z rzędem temu, kto nie ma ich w którymś ze swoich potencjalnie najlepszych kadrów. Podsumowując. Nasz mały eksperyment z francuskimi pokazami udał się wyśmienicie. Pokazy La Frete Alais 2015 okazały się być świetną imprezą, przypominającą trochę połączenie Flying Legends i naszej nieodżałowanej Góraszki. Jest to impreza, o której z pewnością możemy powiedzieć, że ma „wspaniały klimat”. Blisko sto samolotów w powietrzu. Świetnie skomponowany program i takaż organizacja. Nic dodać, nic ująć. Z pewnością tam jeszcze wrócimy. Przemek „Youzi” Szynkora

DUXFORD VE ANNIVERSARY (Wielka Brytania, EGSU)

Dokładnie 70 lat temu II Wojna Światowa dobiegła końca. W słynnym przemówieniu z 8 maja 1945 Winston Churchill ogłosił zwycięstwo sił alianckich w Europie. Po długich sześciu latach wojna się skończyła. Aby upamiętnić tę rocznicę udaliśmy się 24 maja 2015 r. do Duxford na VE Day Anniversary Air Show. Imprerial War Museum Duxford świetnie nadaje się do organizowania tego typu pokazów. Mieści się na jednym z pierwszych lotnisk zbudowanych w Wielkiej Brytanii. Lotnisko w Duxford powstało podczas I Wojny Światowej, ale dopiero podczas Bitwy o Anglię stało się bardzo ważnym obiektem wojskowym. Oprócz maszyn RAF-u stacjonowały tam amerykańskie siły powietrzne oraz nasz polski Dywizjon 302. Pokazy zaczęły się częścią poświęconą I Wojnie Światowej oraz okresowi międzywojennemu. Szczególnie świetnie wypadły Nieuport 17 i Bristol F2B podczas symulacji walki. Jednak największą atrakcją z tamtych czasów był przepiękny Hawker Fury Mk I – jedyny zachowany egzemplarz na świecie. Następnie zaczęła się część nazwana „W obronie”. Walka powietrzna w wykonaniu Spitfire’a oraz Hurricane’a przy podkładzie słynnych przemówień Winstona Churchilla – to naprawdę zapada w pamięć. Jednak kompletna cisza nastała, kiedy wzbił się w powietrze Boeing B-17 Latająca Forteca w towarzystwie Mustangów oraz Wildcata. Kilka wspólnych przelotów oraz symulacja awarii silnika w B-17 zakończyły historyczną część pokazów. Ale w powietrzu atrakcji przybywało. Występy duetów: Army Air Corps Apache Team, Red Bull Matadors oraz Vans RV-8 zapewniły sporą ilość dymu. Dużą owację dostała demonstracja możliwości ratunkowego helikoptera Westland Sea King. Publiczność podziękowała za służbę i uratowanie niezliczonej liczby ludzi tym odchodzącym na emeryturę maszynom. Melancholijny nastrój przerwał ryk dopalaczy z silników Eurofightera Typhoon FGR4. Pokaz pełen mocy i i zwrotności tego myśliwca – trzeba przyznać, że RAF Typhoon Display Team robi to w wielkim stylu! Na sam koniec VE Day w Duxford wyszło za chmur piękne popołudniowe słońce i w tak pięknej pogodzie wystąpiła ostatnia atrakcja tych pokazów: The Red Arrows! Pełna i najdłuższa wersja ich występu w promieniach majowego słońca była idealnym zakończeniem tak udanych pokazów. Marek "Maras" Gembka
Back to Top