Search

OSTRAVA NATO DAYS 2013 (Czechy, LKMT)

W dniach 21 - 22 września 2013 odbyła się XIII edycja Dni NATO w Ostrawie - Mosnov połączona po raz czwarty z Dniami Sił Powietrznych Republiki Czeskiej. Dni NATO w Ostrawie rozpoczęły swoją tradycję w 2001 roku. Obecnie są największym wydarzeniem w Europie Środkowej prezentującym możliwości sił zbrojnych, policji i ratowników, strażaków, celników, służby więziennej, straży miejskiej i innych elitarnych jednostek dbających o bezpieczeństwo w Europie Środkowej. Główny program odbywa się w Ostrava Leos Janacek Airport. Składa się z prezentacji ciężkiego sprzętu wojskowego, sprzętu policji i ratownictwa. To również dynamiczna prezentacja wyszkolenia sił specjalnych, prezentacja uzbrojenia, sprzętu i narzędzi poszczególnych jednostek. To wszystko na ziemi, ale Dni NATO to również pokazy lotnicze, które są gratką dla pasjonatów lotnictwa, czyli dla nas. Mając w pamięci poprzednie edycje tego wydarzenia oczekiwaliśmy wielu wspaniałych atrakcji lotniczych. Z uwagą śledziliśmy, na długo przed samą imprezą, strony internetowe zapowiadające, jakie gwiazdy wezmą w niej udział. Niestety im bliżej terminu pokazów tym, wieści były gorsze. Program nie zapowiadał się bogato. Tej imprezy nie mogliśmy jednak odpuścić i liczną grupą stawiliśmy się w Ostrawie. Gdy wysiedliśmy z samochodów i rozpoczęliśmy marsz w stronę lotniska już z daleka mogliśmy podziwiać ogromną sylwetką An-124-100 Rusłana. Widok tej ogromnej maszyny pomagał nam w nawigowaniu przez błotniste ścieżki. Niestety, znany nam dotąd dostęp do miejsca w pobliżu linii pokazów, z którego zawsze dotąd fotografowaliśmy, został ogrodzony i musieliśmy szukać nowej miejscówki. Postanowiliśmy ulokować się na sąsiednim buraczanym polu, co później okazało się jednak nie najgorszym wyborem. Również pogoda nie była zbyt ciekawa: szaro, buro, a my stojący w błocie po kostki. Dodajmy do tego leniwe tempo pokazów… Nastroje nie były optymistyczne. Czeska L-159 Alca, austriacki Eurofighter Typhoon, skromna defilada Sił Powietrznych Republiki Czeskiej, oraz lot demonstracyjny tankowania dwóch Gripenów z Herculesem - oto, co mogliśmy zobaczyć do południa. Dobrze, że późniejszy pokaz Holendra na pomarańczowym F-16 okazał się zdecydowanie bardziej dynamiczny. Zaprezentował się nam również słoweński PC-9M Hudournik oraz śmigłowce: czeski AH-1S Cobra, Mi-171S oraz Mi-24, a po nich niespodzianka. Znudzeni wszechogarniająca szarością dostrzegliśmy 5 małych sylwetek kolorowych śmigłowców. Nie sądziliśmy jednak, że tak nas zaskoczą. Grupa akrobacyjna Hiszpańskich Sił Powietrznych Patrulla ASPA była chyba największą gwiazdą Dni NATO. Małe Eurocopter Colibri, pomalowane w narodowe barwy Hiszpanii dały niesamowity pokaz synchroniczny. Były też mijanki i smugacze. Następnie belgijski śmigłowiec A109 dał ładny pokaz z flarami, czeski JAS-39 Gripen z bardzo skromnymi, symbolicznymi flarami, a potem szwedzki Saab 105, bez flar. Tak bardzo wyczekiwany przez nas Viggen zaprezentował się zachowawczo i krótko. Opóźnienie jego pokazu spowodowała podobno usterka techniczna, która również była przyczyną skrócenia pokazu w sobotę. Ciekawa sylwetka Viggena i niskie przeloty zawsze nas elektryzowały. W niedzielę, na szczęście, zobaczyliśmy już pełny program. Na koniec świetny pokaz dali Turkish Stars. Zaprezentowali się sześcioma samolotami, z czego cztery to NF-5A Freedom Fighter oraz dwa NF-5B Freedom Fighter. Rozejścia, mijanki, wszystko ze smugaczami na bogato - jak zawsze wysoki poziom. Było pięknie, choć chwilami daleko. W niedzielę warunki atmosferyczne były wyraźnie lepsze. Szczególnie zyskał na tym pokaz austriackiego Eurofightera, którego dynamiczne manewry wzbogaciły piękne oderwania. Mogliśmy również być świadkami odlotu An-124-100 Rusłana, którego wcześniej podziwialiśmy na statyce. Przyzwyczajeni do atrakcji z ubiegłych edycji Nato Days, byliśmy trochę zawiedzeni okrojonym programem. Mając w pamięci jak wiele działo się powietrzu w poprzednich latach, tegoroczne pokazy wypadły skromniej i trochę niemrawo. Dodatkowo wolne tempo wydarzeń podkreślały częste pauzy, w których odbywały się prezentacje części lądowej, odbywające się bardzo daleko od naszego „pola buraków”. Jednak czy warto było się tam pojawić, oceńcie to po obejrzeniu naszych fotografii. Sylwia „sila” Zieja

II ZLOT LOTNICZY SPFL (Polska, EPZR)

W dniach 14-16 września 2013 odbył się II Jesienny Zlot Lotniczy SPFL. Członkowie stowarzyszenia wraz z osobami towarzyszącymi przybyli do Międzybrodzia Żywieckiego. Zlot to nie tylko integracja, ale również odpoczynek w pięknych okolicznościach przyrody i atrakcje, jakich nie doświadczylibyśmy nigdzie indziej. W tym roku gościem specjalnym zlotu był Artur Kielak. W sobotę przed południem na teren Górskiej Szkoły Szybowcowej mieszczącej się u podnóża Góry Żar zaczęli przybywać członkowie SPFL. Była kawka i dyskusje na temat planu dnia. Bacznie obserwowaliśmy pogodę, która – jak to w górach bywa – okazała się dość kapryśna. Planowaliśmy tego dnia loty szybowcami. Na szczęście deszcz, którego najbardziej się obawialiśmy, nie popsuł nam zabawy i kiedy dostaliśmy zielone światło, udaliśmy się w stronę hangarów. Po przygotowaniu Puchaczy odbyła się odprawa, na której zostaliśmy zaznajomieni z szybowcami i warunkami bezpieczeństwa. Ze względów atmosferycznych loty miały być tylko kilkunastominutowe, ale dzięki temu skorzystało więcej chętnych. Na zmianę dwa szybowce wyciągał samolot Jak-12M. Większość z nas mogła po raz pierwszy doznać niesamowitych wrażeń szybownictwa. Szybki start, dźwięk zwalnianego holu, potem już tylko szum wiatru i piękny krajobraz – to było to! Niektórzy mogli na chwilę przejąć drążek, a inni w czasie lotu robili zdjęcia lub rejestrowali swój lot kamerami. Po dniu pełnym wrażeń wieczorem udaliśmy się na ognisko. Niedziela przywitała nas piękną słoneczną pogodą. Tego dnia oczekiwaliśmy naszego gościa specjalnego – Artura Kielaka. Kiedy zbliżał się moment jego przylotu, stale obserwowaliśmy niebo. W pewnym momencie od strony Góry Żar pojawił się jego samolot, wykonał kilka figur i wylądował tuż przed nami. Po wspólnej fotografii Artur przygotowywał swój samolot do pokazu, a my swoje aparaty. Część z nas udała się na taras hotelu, a pozostali na most łączący dwa brzegi Jeziora Międzybrodzkiego. Pogoda troszkę się pogorszyła, słońce schowało się za chmurami. W końcu wystartował. Zwinny XA-41 prezentował się pięknie na tle gór. Dym podkreślał tor jego lotu, a my w swoich wizjerach próbowaliśmy za nim nadążyć. Mistrz prezentował swoje umiejętności i zwinność maszyny. W zachwyt wprowadzały nas jego naloty w kierunku tarasu, z którego fotografowaliśmy. To było niesamowite! Tak blisko i dynamicznie! Potem pionowo w górę, kilka figur i znów zakręt na tle gór. Przelot nad jeziorem i znowu nalot na nas. Tak nas raczył wielokrotnie w ciągu tego popołudnia, z małymi przerwami na zatankowanie samolotu i parafiny do smugacza. Później było jeszcze trochę czasu na kolejne loty szybowcami. Z tej możliwości nie mogliśmy nie skorzystać. Wieczorem ponownie spotkaliśmy się na ognisku. Były żarty i wymiana wrażeń z całego weekendu. W poniedziałek jeszcze wspólne śniadanie i musieliśmy się pożegnać. Raczej nie na długo, bo w perspektywie mamy kolejne wydarzenia lotnicze takie jak Dni NATO w czeskiej Ostravie czy pokazy lotnicze w Axalp w Szwajcarii. Serdeczne podziękowania dla Artura Kielaka za przybycie i wyjątkowy pokaz oraz dla Górskiej Szkoły Szybowcowej AP „Żar” za gościnę i możliwość polatania szybowcami. Sylwia „sila” Zieja

BEMOWO ON AIR (Polska, EPBC)

Środek września, weekend, warszawskie Bemowo i… najgorsza możliwa pogoda na piknik lotniczy. Chmury na niewielkiej wysokości i kompletny brak słońca. Chłodno, nawet jak na tę porę roku. Taka aura nie sprzyja piknikom, nie ściąga tłumów, stoiska z jedzeniem świecą pustkami a balonikom napełnionym helem ciężko znaleźć nowego, kilkuletniego właściciela. Taka aura nie sprzyja również fotografom. No cóż… urody i pogody się nie wybiera (dobrze, że przynajmniej ta pierwsza trzyma stale wysoki poziom :) ). Spójrzmy zatem na to wszystko z drugiej strony. Jesteśmy na lotnisku Babice. Po lewej stronie, w oddali, pną się ku niebu warszawskie drapacze chmur. Po stronie prawej zielone wzgórze lub jeśli ktoś woli mniej poetycko – wysypisko śmieci. Przed nami ulica zapełniona domkami jednorodzinnym. Jest ciekawie, bo jest inaczej. Jest ciekawie, bo nieczęsto organizuje się pokazy w miejscu z tak wyraźnym miejskim klimatem. Szereg samolotów rozstawionych między publicznością a pasem startowym to po części statyka, po części samoloty biorące udział w pokazach w powietrzu. Możemy zobaczyć między innymi takie maszyny jak Piper Cub, TS8 – Bies, Stinson, Bryza oraz trochę ultralekkich. Przejdźmy do najważniejszego, czyli pokazów w powietrzu. Ten element pikniku bezwzględnie uratował Artur Kielak, którego pokaz po prostu zachwycił publiczność. Kilka minut zapierających dech w piersiach ewolucji na samolocie Sbach 300 o nietuzinkowej rejestracji SP-EED podniosło temperaturę powietrza o przynajmniej 10 stopni. Na uwagę zasługuje również pokaz SB LIMa. Było nisko, szybko i głośno. W powietrzu mogliśmy także zobaczyć między innymi Iskrę, Extrę 300 czy Zlina. Był oczywiście podstawowy pakiet piknikowy, czyli: szybowce, skoki spadochronowe wykonywane przez żołnierzy jednostki Grom, wiatrakowce oraz pokazy modeli latających (tych ostatnich było trochę za dużo). Deklarowane F-16 niestety nie pojawiły się na niebie. Podsumowując, program do bogatych nie należał. Szczególnie jeśli gdzieś w tyle głowy mamy pojawiające się tu i ówdzie porównania do Góraszki. Brakuje sporo, ale… jest potencjał. Kończąc tę krótką relację nie można nie wspomnieć o bardzo dobrej organizacji. Zaangażowanie organizatorów było widać na każdym kroku i to należy docenić. Dlatego trzymamy mocno kciuki za to aby kolejne edycje były jeszcze ciekawsze, program pokazów był bogatszy a pogoda nie płatała przysłowiowych figli. W sferze marzeń jest to, aby Bemowo On Air osiągnęło poziom pokazów w Góraszce, czego gorąco życzymy organizatorom i sobie. Marek „Amon” Staciwa

SANICOLE SUNSET AIRSHOW (Belgia, EBLE)

Sanicole Sunset Airshow - impreza, która już na stałe wpisała się w europejski kalendarz imprez lotniczych. W tym roku odbyła się czwarta edycja tego niecodziennego wydarzenia. Słowo „niecodziennego” ma tu dwojakie znaczenie – zarówno czegoś niezwykłego, jak i nie odbywającego się w dzień. A to dlatego, że pokazy zaczynają się około godziny 18, tuż przed zachodem słońca, a kończą praktycznie w nocy. Te nietypowe godziny pokazów (od 18.00 do 20.00) gwarantują wyjątkowe efekty wizualne, które możemy - przy sprzyjającej aurze - podziwiać na rozgrzanym do czerwoności horyzoncie. Nie dane było nam jednak tego doświadczyć. Niestety, podczas tegorocznego wyjazdu nie dopisała nam pogoda - niebo było pokryte ciężkimi chmurami. Po kilku, a w niektórych przypadkach po kilkunastogodzinnej podróży, nasza skromna ekipa zameldowała się na lotnisku ok. godziny 16. Dzięki temu, jakby w nagrodę, bez większego problemu udało nam się zająć stanowiska w sektorze dla prasy i VIP. Pokazy rozpoczęły się niemrawo - na tle szarego, burego nieba zaprezentowały się Breitling Wingwalkers, Lockheed Constellation i znany nam dobrze Rafale. Jednak prawdziwe widowisko rozpoczęło się po "zachodzie" słońca, a dokładniej po nastaniu ciemności, gdy szare niebo zastąpione zostało przez jednolite ciemne tło. Belgijski F-16, holenderski AH-64 Apache, latająca "pirotechnika" w postaci SWIP Team, czy szybowca Glider FX albo Red Bull Blanix Team - dzięki tym maszynom mogliśmy zobaczyć niezwykłe widowisko na niebie. Rzucane przez nie flary, sztuczne ognie, smugacze, fajerwerki, no i kanonada na koniec imprezy sprawiła, że poczuliśmy się zupełnie jak podczas sylwestrowej nocy. Chociaż pokazy o tak późnej porze i przy tak niekorzystnych warunkach meteorologicznych nie sprzyjają robieniu zdjęć, chcemy podzielić się z Wami naszym dorobkiem. Mamy nadzieję, że poniższe zdjęcia oddadzą przynajmniej część niezwykłej atmosfery Sanicole Sunset Airshow. Krzysztof „kichu” Baranowski

KUMAN – HISTORIA W KILKU ZDJĘCIACH (Polska, EPMM)

GARDERMOEN FLY IN (Norwegia, ENGM)

CZECH INTERNATIONAL AIR FEST 2013 (Czechy, LKHK)

Przełom sierpnia i września obfitował w wydarzenia obowiązkowe dla fotografów lotniczych. Air Show w Radomiu, tydzień później SIAF, a w dniach 8-9 września największa impreza lotnicza u naszych południowych sąsiadów, czyli Czech International Air Fest w Hradec Kralove. Lotnisko w Hradec Kralove dzięki miejscówkom zarówno na terenie pokazów, jak i "za płotem" daje wyjątkowe możliwości fotografowania. Na lotnisku można ustawić się tuż przy barierkach lub na schrono-hangarach; poza lotniskiem mamy do wykorzystania miejscówkę w osi pasa lub przy ogrodzeniu w kontrze do publiczności. Tegoroczny CIAF to już dwudziesta – jubileuszowa edycja tej imprezy. Mimo niewielkiej liczby statków powietrznych organizatorzy zadbali o dużą ich różnorodność, więc każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Wyjazd zaplanowany był na piątek rano, tak by zdążyć na treningi, ale życie i praca zweryfikowały plany i w Kudowie Zdroju, gdzie mieliśmy zarezerwowany nocleg, byliśmy ok. 21.00. Szybka kolacja, omówienie planów na sobotę i szybko spać bo trzeba wcześnie wstać. W sobotę w kolejce przed bramą jesteśmy jako piąte auto – wszystko po to, aby w miarę spokojnie można było sfotografować statykę. Niestety zwiedzających przybywało w zastraszającym tempie, a i sama statyka była wyjątkowo uboga. Oprócz tradycyjnie już Alki, Gripena i innych maszyn używanych przez Czeskie Siły Powietrzne, z ciekawostek należy wymienić portugalskie Alpha Jety, ukraińskiego An-26, niemieckiego Sea King. Biało-Czerwone Iskry ustawione były daleko za strefą VIP, a Breitling Jet Team na stojance bez możliwości dostępu. Szczególnie liczyłem na Tornado, jednak mimo zapewnień organizatorów nie pojawił się on na statyce. Miłe było to, że większość obsługi przy maszynach po krótkiej rozmowie w "airshow esperanto" pozwalała wejść za barierki. Integralną częścią statyki była wystawa wojskowego sprzętu lądowego i wozów strażackich – tutaj jak co roku było w czym wybierać. W czasie wcześniejszych wizyt w Hradec Kralove wykorzystywaliśmy miejscówki na schrono-hangarach, w tym roku postanowiliśmy zająć miejsce przy barierkach. Tradycyjnie pokazy rozpoczęła defilada Czeskiej Armady. Kilkukrotne przeloty Alek i Gripenów, zarówno solo jak i parami, pozwoliły skalibrować sprzęt i przećwiczyć pewność ręki. W czasie sobotnich pokazów świetnie zaprezentowały się grupy akrobacyjne, których organizatorzy zaprosili aż pięć: Biało-Czerwone Iskry, Breitling Jet Team, Baltic Bees, Royal Jordanian Falcons i Ocovski Bacovia. Równy, ciekawy pokaz dały nasze Biało-Czerwone Iskry –niestety tylko na czterech maszynach. W podobnym stylu polatali piloci z grupy Baltic Bees. Jordańczycy połączyli pokaz z regionalną muzyką co dało ciekawy efekt. Jak zwykle piękny, majestatyczny pokaz dali szybownicy z czeskiej grupy Ocovski Bacovia. Największy aplauz publiczności zyskali piloci z grupy Breitling Jet Team goszczący już kolejny raz na CIAF. Mimo że wcześniej już kilkakrotnie widziałem ich występy, to nadal nie mogę się podczas nich nudzić. Latają na siedmiu maszynach ostro, dynamicznie, ze świetnie dobraną muzyką. Finalne rozejście z jednoczesnym wyrzutem flar naprawdę robi wrażenie. Akrobatów lotniczych godnie reprezentowali Czech Martin Sonka i Peter Beseneyi z Węgier. Minimalna wysokość, na której wykonują ewolucje, zapiera dech w piersiach i trudno wskazać lepszego w tej konkurencji. Dzięki bliskiej odległości pomiędzy publiką a linią pokazów mogliśmy ze szczegółami oglądać pokaz ratownictwa z wykorzystaniem SAR-owskiego Sokoła, trzy sposoby gaszenia pożarów przez Sokoła Bambi Bucket czy podziwiać śmigłowiec Cobra kojarzony głównie z wojną wietnamską. Najciekawszy jednak był pokaz ratownictwa w warunkach bojowych wykonywany przez dwa Mi-171. Głośna i dynamiczna była demonstracja węgierskiego Gripena, który latał naprawdę blisko publiki. Alka tym razem swój występ wzbogaciła o flary. Podobnie jednak jak w Radomiu, główną atrakcję stanowił ukraiński Su-27 w wersji dwuosobowej. Pilot nie zawiódł zebranej publiczności; przedstawił całą gamę figur łącznie z manewrem touch&go i odpalaniem flar. Ostatnim elementem sobotnich pokazów był duński F-16. Niestety, nie zachwycił – manewry wykonywane wysoko, mało dynamicznie, bez "ognia". Niedzielne pokazy to praktycznie kopia sobotnich, z tą różnicą, że organizator pozamieniał godziny poszczególnych występów. Z samego rana mieliśmy dodatkowy minipokaz Su-27 - okazało się, że czeski generał miał ochotę polatać "suczką". Pewnym urozmaiceniem był również wspólny przelot Gripena z grupą Breitling Jet Team na potrzeby sesji fotograficznej A2A. Podsumowując, była to kolejna udana edycja CIAF. Pogoda dopisała, humory również, a jeżeli coś nie wyszło, będzie okazja to poprawić przyjeżdżając za rok. Jakub "kwinto" Kochanowski

MAKS 2013 (Rosja, UUBW)

SLOVAK INTERNATIONAL AIR FEST 2013 (Słowacja, LZSL)

Sliač to uzdrowisko w środkowej Słowacji nieopodal Zwolenia. W tym właśnie mieście znajduje się cywilny port lotniczy, w którym co roku odbywają się pokazy lotnicze Medzinárodné letecké dni. SIAF jest największą imprezą lotniczą na Słowacji. Tegoroczna edycja oferowała bogaty plan pokazów, w skład którego wchodziło około 90 maszyn z 14 krajów, w tym również z Polski (Su-22 i Lim-2). Na rozpoczęcie pokazów obejrzeliśmy skoki spadochroniarzy z flagami państw biorących udział w imprezie. Następnie na pas wykołował L-39 Albatros. Niestety w tym roku do pokazu został wystawiony egzemplarz w szarym malowaniu, co sprawiło, że był mało atrakcyjny fotograficznie. Kolejną atrakcją była rekonstrukcja walki powietrznej Sopwith Strutter z Fokkerem e.III, całość była dobrze przemyślana i sprawiała realistyczne wrażenie. Po rekonstrukcji nastąpił polski akcent w postaci Lim-2, a tuż po nim symulacja akcji ratowniczej z użyciem śmigłowca Mi-17. O godzinie 11.00 rozpoczęła się oczekiwana przez wszystkich część pokazów. Na początek nastąpił przelot Gripena razem ze słowackim MiG-29, który następnie przystąpił do pokazu solowego. Dla większości była to bardzo wyczekiwana chwila, ponieważ w tym roku nie można było go zobaczyć nigdzie indziej poza SIAF-em. Po tym bardzo atrakcyjnym pokazie wystartował F4U Corsair, a tuż po nim czeski Mi-24. Niedługo po godzinie 12.00 przyszedł czas na pierwszą grupę akrobacyjną Očovskí bačovia, latającą na wyprodukowanych przez siebie szybowcach L-23 Super Blanik, które są o dziwo metalowej konstrukcji. Do pokazu zostały wyholowane za Z-137 Turbo Cmelak w czteroholu, co jest rzeczą rzadką do zaobserwowania. Ich pokaz był przykładem niebywałych umiejętności i kunsztu pilotażu. Po pięknej prezentacji Blaników przyszła kolej na pokaz akrobacji w wykonaniu Martina Šonki na samolocie Extra 300. Wszystkie manewry podczas jego występu były wykonane z największą precyzją i dostojeństwem. Następnie do pokazu przystąpił Dušan Šamko w Pitts S2C. Może jego akrobacje nie były na tak wysokim poziomie jak Martina Šonki, ale bardzo spodobał się licznie zgromadzonej publiczności. Tuż po jego lądowaniu w powietrze wzbił się S-70 Blackhawk, który dał krótki, niespełna pięciominutowy pokaz. Później przyszedł czas na jeden z najbardziej wyczekiwanych wardbirdów czyli Spitfire Mk. XVI, jednak jego pokaz odbył się w zbyt dużej odległości od publiczności, co pozostawiło spory niedosyt. Po godzinie 13.00 nadeszła pora na premierę na słowackim niebie czyli na grupę akrobacyjną Patrulla Águila, która dała długi, prawie 30-minutowy pokaz. Następnie w powietrze wzbiły się czeski Gripen, a po nim słowacki L-29 Delfin. Po pokazach w wykonaniu naszych południowych sąsiadów przyszła kolej na polskie Su-22, które są niebywałą atrakcją – nikt inny w Europie nie posiada już tych maszyn w eksploatacji. Z kolei gdy nastał czas na „Holendra”, komentator ogłosił, że ze względu na problemy techniczne wykona on pokaz na zapasowym F-16 – był on jednak nieco skrócony i bez użycia flar. Jako następny wystartował do ładnego i majestatycznego pokazu P-51 Mustang, a po nim przyszedł czas na Pioneer Team, czyli czterech Włochów latających na samolotach Pioneer 330. Grupa ta zaskoczyła wszystkich widzów swoimi umiejętnościami i nikt, kto ich wcześniej nie widział, nie spodziewał się rozejścia z flarami porównywalnego z Patrouille Suisse. Po Włochach swoje umiejętności zaprezentowała słowacka policja z użyciem śmigłowca Mi-171. Po udanej symulacji akcji antyterrorystycznej w niebo wzbił się Zoltán Veres na MXS dając pokaz akrobacji na poziomie zawstydzającym Martina Šonkę. Chociaż mgła po występie Veresa jeszcze nie opadła, do startu ustawił się już ukraiński Su-27, który tak jak w Radomiu dał pokaz na wysokim poziomie, jednak do pełnego zadowolenia zabrakło flar (podobnie jak tydzień wcześniej). Tegoroczna edycja SIAF-u była bardzo udaną imprezą i pozostaje mieć nadzieję, że w następnych latach będziemy mogli liczyć na równie bogaty program i bardzo dobrą organizację. Piotr „kula” Dziendziel

Z MIŃSKA NA RADOM AIR SHOW (Polska, EPMM)

Wokół radomskiego Air Show wielkie zamieszanie: plakaty, billboardy, media, dmuchane miasteczka, kolejki po karkówkę, biwaki z namiotami, ludzie z różnych stron świata, a tymczasem w 23. Bazie Lotnictwa Taktycznego – spokój, cisza i wolne miejsca parkingowe. Mińska baza zgodnie z tradycją pełniła ważną funkcję zaplecza technicznego, jak i parku maszynowego dla radomskiej imprezy. Wiedzieliśmy, że na CPPS’ie będzie ciasno i rzeczywiście tak było. Nie mogło więc nas tam zabraknąć. Przybywając na miejsce i przechodząc obok domku pilota, każdy z nas na twarzy miał uśmiech. Nieczęstym przecież widokiem w 23. BLoT jest kilkanaście Su-22 ustawionych w jednym rzędzie. Do tego rząd Smokerów i maszyny transportowe. Jest godzina 11.00, kiedy już przemaszerowujemy w okolice pasa startowego. Zgodnie z założonym planem radomskiego AS, przed 12.00 obserwujemy wzmożony ruch na lotnisku. Pierwsze przekołowują koło nas Bryzy. Zaraz za nimi ustawiają się Hercules oraz dwie CASY. Pierwsza formacja już gotowa. Po chwili są już w powietrzu, a tymczasem na drodze kołowania już ustawiło się sześć Su-22. Gdy tylko Su-22 przekołowały na ostatnią kontrolę przedstartową, na drogę kołowania wytoczyły się malborskie Fulcrumy. Robi się coraz głośniej i jakby samoloty coraz słabiej widać. To dobry znak. Co prawda nikt z nas nie będzie zaskoczony startami Su-22 na dopalaniu – dla tych maszyn to normalne, ale już starty w parach – miód dla uszu i oczu, a dla aparatów – wytężona praca migawek. Zaraz po nich w powietrze poszły MiGi-29. Nie minęło kilka minut, gdy wszystkie maszyny szybko tworząc oddzielne formacje GROT, oddaliły się w kierunku Radomia. Blisko godziny 13.00 na horyzoncie pojawiają się drobne, gęste, szybko powiększające się punkty. Wracają! Jako pierwsze, przelot nad 23. BLoT robią MiGi. Zaraz po nich GROT Su-22 i rozejście na szeroki krąg celem podejścia kolejno do lądowania. W tym czasie MiGi w większości już są po przyziemieniu i wypuszczeniu spadochronów hamujących. W ślad za nimi lądują pierwsze trzy Su-22. Co do kolejnych dwóch obserwujemy dość ciekawe i dość rzadko spotykane zjawisko. Lądowanie w parze? Wszystko na to wskazuje. Obie maszyny w sposób symetryczny wykonują te same manewry. Dosłownie sekundy dzielą samoloty od wspólnego przyziemienia, gdy jeden z pilotów postanawia wzbić się jeszcze raz w powietrze, by ponownie zaprezentować się solo. W niedługim czasie przyleciały po wykonanej już paradzie Bryzy, CASY oraz "najgrubszy z braci" Lockheed C-130 Hercules. Pewnie można byłoby pomyśleć, że to koniec na ten dzień. Otóż nie. W programie radomskiego Air Show jest przecież symulacja bombardowania przez Su-22 w obstawie F-16. Nie dziwi więc fakt, że nad bazą pojawiają się dwa łaskie Jastrzębie, by po chwili razem z Su-22 utworzyć formację i odlecieć nad miejsce pokazów. Kolejna para Su-22 już oczekuje na pozwolenie na start od kontrolera lotów – maszyny te będą wykonywać demo w powietrzu na radomskim niebie. Wystartowały jak zawsze pięknie – w parze, na dopalaniu. Po około godzinie wróciły na lotnisko, zakołowały na CPPS, a dla nas był to znak, że mińsko-radomska przygoda się zakończyła. To był wspaniały dzień. Pogoda dopisała tak jak chcieliśmy. Słońce ciekawie rzucało promienie poprzez gęsto przesuwające się chmury. Ilość startów i lądowań dawała możliwość kombinowania z kadrami i technikami robienia zdjęć. Wszystko to możecie podziwiać w naszej galerii poniżej. Łukasz „Ostry” Ostrowski
Back to Top