Search

AXALP FLIEGERSCHIESSEN (Szwajcaria)

Rok 2015 był obfity w różnego rodzaju imprezy lotnicze, a na wielu z nich pojawili się przedstawiciele Błękitnej Mocy. Na tak kultowym wydarzeniu, jakim jest Axalp Fliegerschiessen, czyli demonstracja możliwości bojowych Sił Powietrznych Szwajcarii, naturalnie nie mogło zabraknąć SPFL. W Axalp można podziwiać szwajcarskich pilotów trenujących strzelanie do celów naziemnych i wykonujących niesamowite ewolucje w niecodziennym, jak na pokazy lotnicze, otoczeniu. Główny punkt widokowy znajduje się przy "KP" – wieży kontrolnej poligonu, ok 700 m nad samą miejscowością Axalp, czyli około 2300 m n.p.m. Z tego miejsca gwiazda programu, czyli pokaz słynnego zespołu akrobacyjnego Patrouille Suisse, robi niezapomniane wrażenie. Program imprezy przewiduje dwa dni treningów oraz dwa dni pokazowe. Różnią się one w zasadzie tylko liczbą lotów każdego dnia. W poniedziałek i wtorek odbywały się ćwiczenia, a pokazy zaplanowano na środę i czwartek (7 i 8 października). Aby dotrzeć na 2300 m n.p.m. przed zamknięciem szlaków, należało wyruszyć w pieszą wędrówkę już o godzinie 5.00 rano. Z uwagi na bezpieczeństwo szlak prowadzący na „widownię” zamykany jest zazwyczaj około godziny 8.00, gdyż przebiega przez teren poligonu. Pod wieżą obserwacyjną jesteśmy w okolicach godziny 7.00 i napawamy się widokiem wyłaniających się z ciemności obielonych śniegiem szczytów górskich Alp Berneńskich, a wokoło zbiera się coraz większa liczba widzów oczekujących popisów szwajcarskich pilotów. Poniedziałkowy trening rozpoczyna się niezwykle dynamicznym pokazem Pilatusa PC-7. Szybkie pętle, beczki, zwroty, a wszystko to na dużych kątach natarcia. Dzięki temu duża ilość wilgoci w powietrzu powoduje powstawanie efektownych oderwań na skrzydłach samolotu i wzbogaca kadry na naszych kartach. Po kilku minutach od zniknięcia w oddali Pilatusa dochodzą nas znajome dźwięki… to chyba F5-Tiger. Po chwili wyłaniają się z opadającej mgły trzy samoloty w groźnie wyglądającym szyku i z dużą prędkością przelatują na wysokości stojącej na zboczu góry widowni. Kilka ciasnych zwrotów, włączone dopalacze i samoloty znikają za sąsiednimi szczytami. Jednak cały czas słyszymy, jak krążą w okolicy, by ponownie nadlecieć. Lecz zanim dźwięk silników zmienia się w „przyjemny” huk, słyszymy odgłos działek, a następnie dźwięk ostrzeliwanych skał i usytuowanych na nich tarcz. A wszystko to przyprawia o gęsią skórkę. Po około 20 minutach do akcji wkracza F/A-18 Hornet. Jest szybko, głośno i agresywnie. Demo szwajcarskiego Horneta zazwyczaj robi spore wrażenie, ale w alpejskiej scenografii budzi szczery podziw u wszystkich widzów i fotografów. Chwilę po pokazie F/A-18 pojawiła się szansa na poprawę kadrów z F-5 Tiger. W niewielkim odstępie czasu kolejne trzy maszyny rozpoczęły kolejną turę strzelań do tarcz umieszczonych na przeciwległym zboczu. Po F-5 przychodzi czas na gwiazdę wydarzenia, czyli osławiony zespół akrobacyjny Patrouille Suisse. Można śmiało powiedzieć, że w żadnym innym miejscu ta formacja nie prezentuje się tak okazale i tak efektownie. Widać, że u siebie Szwajcarzy czują się najlepiej. Częste flary, smugacze, precyzyjne ewolucje formacji i popisy solistów, kwintesencja pokazu Patrouille Suisse, oglądane w Axalp ze zbocza góry, a nie z płaszczyzny lotniska, staje się zupełnie nowym doświadczeniem. Treningi tego dnia kończą F-5 Tiger, oddając do tarcz kolejne serie ze swoich działek. Na wtorek przypadał kolejny dzień treningów. Niestety prognozy pogody zapowiadały chmury i deszcz. Nie zniechęciło nas to jednak i podobnie jak poprzedniego dnia stawiliśmy się pod ‘KP’ około g. 7.00. Pogoda nie nastrajała jednak optymistycznie i od razu pojawiły się wątpliwości, czy polecą. Nie traciliśmy jednak ducha i wyglądaliśmy przejaśnienia. Na szczęście w pewnej chwili dało się słyszeć w oddali zbliżające się samoloty, co zwiastowało optymistyczny wariant i rozpoczęcie kolejnego dnia treningów. Pod względem programu była to praktycznie dokładna powtórka poniedziałkowego treningu z nieco wcześniejszym zakończeniem. We środę przekonaliśmy się, że w Axalp tak naprawdę karty rozdaje pogoda. Oficjalny komunikat rozwiał ostatecznie nasze nadzieje, informując, że ze względu na trudne warunki środowy pokaz zostaje odwołany i żadne loty nie odbędą się. Z napięciem obserwowaliśmy prognozy na czwartek. Kolejne spływające prognozy sugerowały, że pokazy powinny się odbyć, choć mogą rozpocząć się z opóźnieniem. Na Szczyt Tschingla (sąsiadującego z KP wierzchołka), pełni nadziei, docieramy o 7 rano i jesteśmy pierwsi. Jest niewielkie zachmurzenie. Widać wspinające się w dolinie setki, a może i tysiące światełek. Tak duża liczba ludzi oraz rozchodzące się chmury napawają nas optymizmem. Jest szansa, że pokazy odbędą się. Powoli wstaje słońce, lecz chmur zaczyna przybywać. Na górkach sąsiadujących z KP zaczyna rosnąć tłum spragnionych pokazów widzów. Z ustawionych na górze głośników sączy się cicha muzyka. Oczekując rozpoczęcia pokazów, słyszymy komunikat o opóźnieniu z uwagi na niekorzystne warunki pogodowe. Kilka kolejnych powtórzeń tej informacji nie zmniejsza rozczarowania ostatecznym komunikatem, że po raz kolejny z rzędu pokazy nie odbędą się ze względu na warunki meteorologiczne. W kiepskich humorach i w lekkich opadach deszczu rozpoczyna się wędrówka w dół. Wiedzie ona w dość stromym trawiastym zboczem, gdzie nietrudno o wypadek, szczególnie w deszczu. Niestety w krótkim czasie kilka schodzących z nami osób nabawiło się kontuzji. Na szczęście służby ratunkowe były na miejscu i bardzo sprawnie udzieliły im pomocy. Oczywiście taki rozwój wypadków pozostawił spory niedosyt. Małą rekompensatą była wizyta w pobliskiej bazie w Meiringen, gdzie stacjonuje m.in. dywizjon STAFFEL 11 latający na F/A-18. W czasie gdy odbywają się treningi i pokazy w Axalp, można tam fotografować startujące i lądujące maszyny z kliku ciekawych miejsc, choćby z tarasu restauracji znajdującej się w bazie. Można też zrobić sobie fotkę na środku pasa startowego, przez który wiedzie normalna droga… Niestety w tym roku tylko tyle... Pozostaje powiedzieć: Do zobaczenia w przyszłym roku w Axalp! Łukasz "lukasz.tur" Kulik

RAF LAKENHEATH (Wielka Brytania, EGUL)

Nie ma, że boli! Pobudka o 5 rano, bezlitosny budzik każe wstać. Mocna kawa i dokładne sprawdzanie pogody. Zapowiada się piękny październikowy dzień z ciepłym jesiennym słońcem. To idealne warunki – będą latać! Po kilku godzinach jazdy docieramy do jednego z najlepiej strzeżonych miejsc na Wyspach Brytyjskich. Nie, to nie jest słynne więzienie „Tower of London” – to amerykańska baza sił powietrznych RAF Lakenheath. Dość łatwo znajdujemy oficjalny punkt widokowy. Choć jest bardzo wcześnie, parking jest już prawie pełny. Przy płocie widać kilka rozstawionych drabin i pogrążonych w rozmowie spotterów. Jeden z nich ma kamizelkę z przeróżnymi lotniczymi naszywkami – podchodzimy i miło zagadujemy. Bardzo dobrze trafiliśmy – to nasz człowiek! Już po chwili wiemy prawie wszystko o tej bazie. A co najważniejsze nasz nowy znajomy pokazuje nam pewną nieoficjalną miejscówkę, idealnie nadającą się dla fotografów. Bez zastanowienia opuszczamy oficjalny parking i udajemy się w stronę baraków. Mijamy tabliczki „Zakaz wstępu”, znajdujemy stary murek przy samym płocie – dzisiaj to będzie nasza fototrybuna! Momentalnie podjeżdża do nas wielki pickup na amerykańskich tablicach z uzbrojoną ochroną. Machamy przyjaźnie. Na naszej kurtce SPFL widzą błękitne logo z F-15. Pomogło, odjechali! W oddali z hangarów zaczęły dobiegać odgłosy kompresorów potężnych silników F-piętnastek. Mamy dużo szczęścia – to maszyny ze słynnej eskadry „The Grim Reapers” (czyli „Ponurzy Żniwiarze”). Cztery potężne myśliwce powoli kołują. A za nimi kolejne i kolejne! Prawdziwe lotnicze niebo. Tak właśnie, niezwykle udanie, spędzamy cały dzień przy huku silników i dopalaczach tych pięknych samolotów. Robi się ciemno i zadowoleni z owocnego dnia powoli szykujemy się do powrotu. Punktualnie o 17, jak każdego dnia, w bazie RAF Lekenheath puszczany jest przez głośniki amerykański hymn narodowy – to dobre zakończenie naszej wyprawy. Już mamy iść do samochodu, gdy znowu dobiegają nas znajome odgłosy kompresorów... to nocne loty! Szykujemy sprzęt, ustawiamy się, focimy! Właśnie dla takich momentów kochamy to, co robimy. Marek „Maras” Gembka

DZIEŃ OTWARTYCH KOSZAR W ŁASKU (Polska, EPLK)

W dniu 26 września swoje podwoje dla zwiedzających otworzyła 32. Baza Lotnictwa Taktycznego w Łasku, organizując Dni Otwartych Koszar. Jednostka ta od dawna nie organizowała tego typu imprez dla ludności cywilnej, co miało chyba niebagatelny wpływ na frekwencję zwiedzających, mimo niezbyt sprzyjającej pogody. Dla fanów lotnictwa organizatorzy przygotowali nie tylko wystawę statyczną statków powietrznych, ale także bardzo ciekawe pokazy dynamiczne, w trakcie których obok stacjonujących tu F-16 można było podziwiać także MiGa-29 czy SU-22. Po raz pierwszy otwartej publiczności zaprezentował się F-16 Tiger Demo Team z 31. Bazy Lotnictwa Taktycznego. Swoje wysokie umiejętności zaprezentował po raz kolejny Artur Kielak, a niewątpliwą niespodzianką było pojawienie się w powietrzu gości z Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych, czyli C-17 Globemaster. Mariusz "Mariusch" Lesiuk

POPOŁUDNIOWE LOTY W MIŃSKU MAZOWIECKIM (Polska, EPMM)

W dniu 24 września 2015 r. grupa fotografów z SPFL, dzięki uprzejmości Dowództwa 23. Bazy Lotnictwa Taktycznego w Mińsku Mazowieckim, po raz kolejny miała okazję fotografować myśliwce MiG-29 oraz śmigłowce. Zbiórka miała miejsce o godzinie 12.00, po czym udaliśmy się pod bramę lotniska. Tego dnia zaplanowane zostały loty popołudniowo-nocne, podczas których młodzi piloci szkolili się w walkach powietrznych, trzy starty popołudniowe oraz jeden w sesji wieczornej. Zapowiadał się piękny dzień fotograficzny chociaż z nieba zaczęło trochę jakby kropić. Ale co tam. Przemieściliśmy się w kierunku pasa startowego. Pierwsza para Migów-29 wystartowała terminowo. Po kilkunastu sekundach śledziliśmy małe punkty znikające na niebie. Fulcrumy zniknęły, jednak pozostał po nich ślad na naszych sensorach. Po godzinie na horyzoncie pojawiło się charakterystyczne dymienie, co oznaczało powrót pary maszyn. Dzień zapowiadał się interesująco pomimo, iż aura była szara i nie zapowiadała zmiany. W trakcie pobytu na lotnisku dowiedzieliśmy się o zmianie planów lotów, które były przewidziane na ten dzień. Mówi się trudno. Do wylotów wieczornych zostały nam trzy godziny. Po krótkiej naradzie wspólnie postanowiliśmy, że zostajemy do końca, bo jakże inaczej... .Te trzy godziny w okienku dzięki operatywności naszego opiekuna wykorzystaliśmy na statykę i rozmowę z pilotami. A że czasu było mnóstwo, a piloci bazy byli dyspozycyjni, uwieczniliśmy ich także na tle maszyn. Czas płynął szybko, słońce chyliło się ku zachodowi, a my pośpiesznie zajęliśmy stanowiska. Na wieczorne ćwiczenia piloci wystartowali osobno. Huk dopalaczy i zapach nafty był pięknym zakończeniem naszego pobytu w bazie …. gdyby nie obecność rządowego śmigłowca, który tego dnia przyleciał do bazy. Po szybkiej a wręcz bardzo szybkiej zmianie naszej pozycji, w ostatniej chwili pożegnaliśmy także i jego. Jeszcze kilka ujęć nocnej statyki naszych Fulcrumów i byliśmy gotowi do opuszczenia mińskiej bazy. Pomimo zmian w zaplanowanych lotach dzień zakończyliśmy z bananem na ustach. Wizyta jak zwykle przebiegła w miłej atmosferze. Szczególne podziękowania dla opiekuna bazy oraz jak zawsze dla Bazy w Mińsku za ciepłe przyjęcie i swobodę w poruszaniu się po lotnisku. Już nie możemy doczekać się następnego razu … . Robert "Fischer" Gajda

NATO DAYS OSTRAVA 2015 (Czechy, LKMT)

“Dni NATO” w Ostrawie – to już impreza niemal tak kultowa, jak Air Show w Radomiu, czy alpejskie pokazy w szwajcarskim Axalp. W Ostrawie po prostu nie wypada nie być. Dla większości z nas “Dni NATO” to ostatnia duża impreza kończąca fotolotniczy sezon. Najważniejszą rzeczą jest jednak to, że możemy się spotkać w tak licznym gronie (w tym roku było nas ok. 30 osób), porozmawiać o mijającym sezonie, wymienić doświadczenia, pobiesiadować wspólnie przy grillu i znakomitym czeskim piwie na słynnym już “buraczanym polu”, po prostu pobyć ze sobą i cieszyć się chwilą. Oczywiście nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie przywieźli do swych domów kart zapełnionych zdjęciami samolotów. W tej edycji “Dni NATO” mogliśmy podziwiać nad naszymi głowami m.in. zespół Ramex Delta (Mirage 2000N), szwedzką rodzinę (JAS-39C Gripen, AJS37 Viggen, J29F Tunnan, SK 35C Draken, Saab 105), F-16 (Zeus Team), MiG-29 (Słowackich Sił Powietrznych), a także dostojny przelot samolotu Boeing E-3 Sentry AWACS. Bardzo duże wrażenie zrobił na widzach pokaz polskich “ORLIKÓW” oraz występ pary czeskich samolotów ALCA okraszony pięknymi flarami. Każdy wyjazd do Ostrawy jest inny, niepowtarzalny, wyjątkowy. Ten też taki był i niestety przeszedł już do historii. Do zobaczenia za rok na błękitnym szlaku. Piotrek "brovarsky" Łykowski

SOUTHPORT AIR SHOW, (Wielka Brytania, CYPG)

Southport Air Show 2015 – czyli kilka powodów, aby pojechać nad morze. W sobotę 19 września 2015 r., wybraliśmy się do Wielkiej Brytanii do uroczego miasteczka Southport. Ten nadmorski kurort co roku gości szczególne pokazy, gdzie samoloty mogą startować i lądować na piaskach ogromnej plaży. Dla wielu entuzjastów lotnictwa jest to punkt obowiązkowy sezonu, bo po raz ostatni w roku mogą podziwiać zespoły demonstracyjne RAFu. Jednak w tym roku zjawiły się rekordowe tłumy, aby zobaczyć ostatni w historii przelot Avro Vulcan w eskorcie zespołu akrobacyjnego Red Arrows. Piękna słoneczna pogoda, nadmorskie miasteczko, wszędzie budki serwujące tradycyjne Fish and Chips i super atmosfera – to wszystko zapowiadało idealny dzień! I tak właśnie było – 5 godzin przeróżnych pokazów zapewniło rozrywkę tysiącom zebranym na plaży Southport. Oczywiście główną atrakcją pokazów była odchodząca legenda Vulcan XH558. Ten niesamowity bombowiec z czasów zimnej wojny po raz ostatni wznosił się nad niebem Wielkiej Brytanii, aby po tym sezonie już na zawsze zostać w hangarze. Jego przelot w towarzystwie małych czerwonych strażników z Red Arrows wywołał prawdziwą owację. Kiedy dzielna eskorta opuściła „Ducha Wielkiej Brytanii”, byliśmy świadkami jednego z najlepszych pokazów z jego udziałem. Przelot na wprost widowni i gwałtowne wzbicie się wysoko w niebo zakończyły bardzo długi, głośny i pełen ciekawych manewrów popis Vulcana. W tym czasie komentator wypowiedział piękne słowa: „Don’t cry because it’s over, smile because it heppened” dosłownie wywołując łzy wśród tłumu. To był piękny moment pokazujący jak silne jest na wyspach zamiłowanie do lotnictwa. Jednak szybko skończył się czas na sentymenty. Poruszenie w tłumie, włączone alarmy samochodowe i panika mew oznaczały tylko jedno – czas na RAF Typhoon Display! Pilotem był kapitan lotnictwa Johnny Dowen i jak zwykle jego dynamiczny pokaz zapierał dech w piersiach. Morskie wilgotne powietrze sprawiło, że niemal ciągle oglądaliśmy ogromne oderwania przy skrzydłach lub magiczne tęczowe kolory w strumieniach gorącego powietrza z silników. Śmiało można uznać ten pokaz za jeden z ciekawszych momentów w tym sezonie na wyspach. Będziemy czekali z niecierpliwością na następną edycję tej imprezy. Tym bardziej, że w roku 2016 wypada 25. rocznica tych pokazów. Będzie się działo i my tam będziemy! Marek "Maras" Gembka

PODWIECZOREK NA EPMM (Polska, EPMM)

9 września 2015 roku, skromna, dwuosobowa ekipa SPFL po raz kolejny zawitała w gościnne progi 23. BLT w Mińsku Mazowieckim. Głównym celem wizyty było omówienie kilku, bardzo ważnych kwestii dotyczących naszej przyszłej współpracy oraz podtrzymanie doskonałych relacji z pilotami i dowództwem bazy. Nie bylibyśmy jednak sobą, wiedząc o planowanych na to popołudnie lotach, gdyby w bagażniku naszego auta nie znalazły się fotograficzne plecaki. Około godziny 17.00, po załatwieniu wszystkich pilnych spraw mogliśmy oddać się przyjemnościom związanym z uwiecznianiem na matrycach naszych aparatów pięknych Smokerów z mińskiej bazy. Z informacji jakie uzyskaliśmy wynikało, że jedna para znajduje się już w powietrzu i wkrótce powinna zbliżać się do lądowania. Pospiesznie udaliśmy się w dogodne naszym zdaniem miejsce w pobliżu pasa. Wkrótce po tym, na horyzoncie dostrzegliśmy zbliżające się maszyny. MiGi przelatując nad lotniskiem kilkukrotnie wykonały odejście w prawo po czym powracały ćwicząc tzw. lądowanie z breake’a czyli gwałtowny nawrót w kierunku pasa startowego. Po przećwiczeniu tych manewrów jeden za drugim z gracją wylądowały wyrzucając za sobą spadochrony hamujące. Następnym punktem odbywających się ćwiczeń był start pary MiGów. Kilka minut później miała zaprezentować się nasza pokazowa “szparka” z ogromnym kościuszkowskim emblematem wymalowanym na grzbiecie. Dwie pierwsze maszyny, startując co prawda bez dopalaczy, za to ze sporą ilością dymu, fantastycznie rysowały się na tle co raz bardziej malowniczego nieba. Gwoździem programu jak się jednak okazało był kolejny start. Pełny dopalacz, przechył w lewo, idealnie pod nasze obiektywy wywołał w nas dziecinny wprost entuzjazm. To jest to na co czekaliśmy! Kwintesencja tego o czym marzy każdy fotograf lotniczy – piękna maszyna w kadrze, światło i dopalacze! Po kilkudziesięciu minutach maszyny powracają do bazy, jedna z nich wykonuje przy tym fantastyczne low-passy znikając co chwila za linią drzew na horyzoncie. Jest na co popatrzeć. Przed nami finał dzisiejszych ćwiczeń, jest około 20.00, robi się naprawdę ciemno. Jak nas poinformowano, wystartują jeszcze cztery maszyny w dwóch parach. Oczekując na ich starty mamy okazję do fotograficznych zabaw z lądującą co chwila Casa C-295, która intensywnie krążąc nad lotniskiem ćwiczy w warunkach nocnych. Przemieszczamy się na ostatnią dzisiaj już miejscówkę blisko miejsca startu. Pierwsza para uruchamia światła oraz dopalacze. Ruszają! Huk jest niesamowity. Białe, oślepiające wręcz dopalacze rozświetlają na chwilę panujący mrok. Druga para rusza po chwili za nimi, tym razem o wiele ciszej gdyż startują bez wspomagania. Po kilkudziesięciu sekundach, wykonując zwrot, maszyny znikają nam z pola widzenia. To już koniec na dzisiaj – co za podwieczorek na EPMM ! Adam "Larky" Skowroński

ŚWIĘTO 31. BAZY LOTNICTWA TAKTYCZNEGO (Polska, EPKS)

Wrzesień to miesiąc wyjątkowy dla miłośników lotnictwa wojskowego w Polsce. To właśnie w tym miesiącu bazy lotnicze, z okazji obchodów swoich świąt, chętniej otwierają swoje podwoje, pozwalając gościom spotkać i podziwiać świat niedostępny na co dzień. W sobotę, 5 września 2015 roku, członkowie naszego Stowarzyszenia znaleźli się w gronie fotografów i przyjaciół 31. Bazy Lotnictwa Taktycznego w Krzesinach zaproszonych na imprezę zorganizowaną z okazji Dnia Bazy. Jako ekipa fotograficzna udaliśmy się od razu do wyznaczonej strefy, która w tym roku była wydzielona w znacznej odległości od wystawy statycznej i pozostałych atrakcji, jednak bliżej pokazów dynamicznych. Po rozłożeniu i przygotowaniu sprzętu nie pozostało nic innego jak tylko oczekiwać na pierwsze trofea. Jako pierwsza wystartowała czwórka krzesińskich Jastrzębi, która po dynamicznym starcie przeleciała w formacji nad lotniskiem na niskim pułapie i odeszła do swoich zadań, by po godzinie powrócić i zaprezentować się w formacji „romb”. Po myśliwcach przyszła kolej na obserwowanie jednej z dwóch grup akrobacyjnych Polskich Sił Powietrznych - Orlik, latających (jak nazwa wskazuje) samolotami PZL-130 Orlik. Pokazy formacji zawsze dostarczają silnych wrażeń i nie inaczej było tym razem. Piękne akrobacje grupy ośmiu samolotów, wykonane w perfekcyjnej synchronizacji i utrzymaniu ledwie kilkumetrowej separacji między maszynami, wzbogacone o efektowne dymy wywołały podziw publiczności, a nam sporo ciekawych kadrów. Kolejną atrakcją pokazów dynamicznych miał być MIG-29 lecz w związku z defektem technicznym samolotu pokaz dynamiczny został odwołany. Pozostało nam tylko czekać na chyba najbardziej oczekiwaną atrakcję, czyli długo zapowiadany debiut F-16 Tiger Demo Team Poland. Pierwszym pilotem demo został kpt. Robert Gałązka callsign „Bluto” z 6. Eskadry Lotnictwa Taktycznego w Krzesinach. Program był ważny również dlatego, że odbywał się przed własną publicznością i był to również lot certyfikujący naszego pilota. Na fotelu instruktora doświadczony i lubiany grecki „Zeus” miał zatwierdzić czy nasz pilot będzie mógł wykonywać program samodzielnie. Można powiedzieć, że na tym lotnisku tak głośno dawno nie było. Niskie przeloty na dopalaniu, ostre wiraże generujące oderwania oraz flary wywołały uśmiech na twarzach bywalców pokazów oraz podziw publiczności. Niestety strefa pokazu była troszkę za wysoko i zbyt daleko aby w pełni fotograficznie cieszyć się dobrymi kadrami. Wszyscy na strefie foto uznali że „jest dobrze” i w przyszłym sezonie będzie się działo. Po zakończeniu lotów opuściliśmy strefę foto i udaliśmy się na wystawę statyczną, gdzie oprócz samolotów (już) historycznych takich jak MIG-21, czy kilka odmian LIM'a, stały również maszyny obecnie wykorzystywane w Wojsku Polskim - MIG-29, SU-22, F-16 oraz transportowe C-130 Herkules, CASA oraz Bryza. Miłą niespodzianką były zaprezentowane również samoloty niemieckiej Luftwaffe - Eurofighter Typhoon oraz Panavia Tornado. Święto Bazy 2015 należy zaliczyć do zdecydowanie udanych i tylko... MIG-a żal…. Jacek „perloz” Perlikiewicz

CZECH INTERNATIONAL AIR FEST (Czechy, LKHK)

W pierwszy weekend września miała miejsce 22. odsłona imprezy lotniczej pod nazwą Czech International Air Fest (CIAF). Mimo, że lista zaproszonych gości nie wyglądała imponująco, postanowiliśmy się wybrać do Hradec Kralove również w tym roku. Niewątpliwym rarytasem tej edycji miał być niemiecki samolot odrzutowy z końca II wojny światowej Me-262 Schwalbe (Jaskółka). Prognozy pogody na weekend pokazowy nie były najlepsze, więc w Hradec Kralove pojawiliśmy się już w piątek, aby zwiększyć szanse na złapanie „Jaskółki” na zdjęciach. Po przyjeździe zajęliśmy miejsce w osi pasa i czekaliśmy na przyloty i treningi uczestników pokazów. Pogoda dopisała, przyjemne ciepło i sympatyczne chmurki na niebie miały zapewnić ciekawe ujęcia. Sprawdziło się to w 100% w przypadku treningu zespołu Baltic Bees: warunki pogodowe i oświetleniowe świetnie podkreślały charakterystyczne malowanie samolotów. Niestety nieprecyzyjny plan przylotów spowodował, że wyjechaliśmy przed treningiem Me-262, nieświadomi, że trening odbędzie się późnym popołudniem. W sobotę rano po przybyciu na lotnisko zajęliśmy miejsca przy barierkach i na zmianę udaliśmy się na obchód wystawy statycznej. Przed tradycyjną defiladą, otwierającą oficjalnie imprezę, do krótkiego pokazu walki powietrznej wystartowały repliki samolotów z okresu I Wojny Światowej: Fokker Dr.I i Sopwith Camel. Pokazy jak co roku rozpoczęły się o godzinie 11 krótką defiladą Czeskich Sił Powietrznych. Zaraz po defiladzie mieliśmy okazję podziwiać pokazy śmigłowców: Mi-35, Mi-171, Cobra oraz grupowy pokaz helikopterów z firmy Heli Czech (Bell-206, R-44, TAH-1P). Po śmigłowcach zaprezentował się solista zespołu Baltic Bees. W ciekawym pokazie obserwowaliśmy następnie akrobacje na szybowcu Swift, po którym mieliśmy sposobność podziwiać sprawność śmigłowców bojowych w podejmowaniu „zestrzelonego” pilota. Kolejnym punktem programu był występ grupy Očovskí Bačovia na 4 szybowcach, używających kolorowych smugaczy. Pokaz, znany w gronie osób regularnie odwiedzających czeskie pokazy, niezmiennie buzi zachwyt dostojnością i precyzją wykonania. Po raz pierwszy na hradeckim niebie zaprezentowała się w tym roku szwajcarska grupa P3 Flyers, która pokazała niezliczoną liczbę mijanek w różnych konfiguracjach. W końcu przyszedł czas na wyczekiwaną gwiazdę a właściwie gwiazdy pokazów. Do pokazu wystartował Jak-3, a po kilku jego przelotach dołączył do niego Me-262. Samoloty używane w tym samym okresie a zupełnie inne, jeżeli chodzi o konstrukcję: Jak jest napędzany tradycyjnym rzędowym silnikiem tłokowym, a Schwalbe to pierwszy użyty bojowo odrzutowiec. Para zaprezentowała się w przelotach przed publicznością, Jak wylądował, a do Me-262 dołączył odrestaurowany MiG-15 UTI. Kolejny duet i kolejna świetna okazja do robienia niepowtarzalnych zdjęć, tym bardziej że pogoda dopisywała, a słońce przemieściło się za nasze plecy, pięknie oświetlając scenę przed nami. Po wylądowaniu Me-262, MiG, który miał kontynuować pokaz solo odleciał za horyzont a nad lotniskiem pojawiła się charakterystyczna sylwetka F-16. To belgijski Demo Team, choć tym razem niestety w standardowym malowaniu. Belg swój główny pokaz miał zaplanowany na niedzielę, ale z rozmowy z ekipą Demo Teamu, która od rana sprzedawała gadżety na lotnisku, wynikało że może pokaże jakąś figurę podczas przylotu. Tym większa była nasza radość, gdy pilot w manewrze „touch and go” z włączonymi smugaczami i z piękną „marchewą” wzbił się w powietrze do pełnego, jak się okazało, pokazu. Nie zabrakło nawet flar wystrzelonych na wznoszeniu. Warto jeszcze wspomnieć o pokazie samolotu An-2, a właściwie pięciu maszyn tego typu. Po raz pierwszy miałem okazję oglądać wspólne przeloty całej formacji, duety, pojedyncze odejścia i przeloty pojedynczych samolotów, z których każdy pomalowany był w inny sposób. Pomiędzy wspomnianymi pokazami wystąpiły jeszcze: Mi-24/Mi-35, Delfin, ALCA, Moravy i obowiązkowy punkt każdych pokazów, czyli desant skoczków spadochronowych. W niedzielę spełniły się prognozy pogody i już od rana było widać, że warunki będą dużo gorsze niż dzień wcześniej. Temperatura gwałtownie spadła i zerwał się wiatr. Tym razem zaparkowaliśmy w osi pasa i na zaplanowany pokaz śmigłowców udaliśmy się na górkę naprzeciw publiczności, wiedząc z lat ubiegłych, że miejsce to zapewnia niezapomniane wrażenia. Śmigłowce krążą bezpośrednio nad głową. Wzrok przyciągał charakterystycznie pomalowany Mi-35, który nie latał w sobotę. Szaro-białe malowanie jest wzorowane na morskich wersjach Liberatorów służących w RAF-ie. Z każdą minutą pogoda pogarszała się, zaczął padać coraz gwałtowniejszy deszcz. Spowodowało to, że część pokazów, np. Baltic Bees, oglądaliśmy zza szyb samochodu. Brak nadziei na poprawienie pogody sprawił, że tuż po pokazie belgijskiego F-16 wyjechaliśmy do domu. Podsumowując – mimo ubogiego zestawu statków powietrznych organizator zadbał o urozmaicenie i taki układ pokazów, żeby każdy miłośnik lotnictwa znalazł coś ciekawego dla siebie. Niewątpliwą atrakcją jest łączenie samolotów w „formacje” (Me -262 i MiG 15 UTI czy 5xAn-2); daje to możliwość zrobienia niepowtarzalnych zdjęć. Jakub "kwinto" Kochanowski

ATLANTIC CITY AIRSHOW (USA, KACY)

2 września 2015 r. odbył się "Thunder Over the Boardwalk" czyli Atlantic City Airshow. To cykliczna, coroczna impreza, odbywająca się od 2003 r. Atlantic City Airshow jest obecnie jednym z największych pokazów lotniczych w Ameryce Północnej. Odbywa się wzdłuż plaży w Atlantic City, naprzeciwko słynnej promenady, z kasynami w tle. Przeloty odbywają się na wysokości 15000 stóp (4600 m) jak również 50 stóp (15 m) nad wodą. Ze względów bezpieczeństwa piloci zmuszeni są latać prawie pół mili od linii brzegowej. W tym roku mogliśmy podziwiać m.in. słynny zespół akrobacyjny USN Blue Angels, GEICO Skytypers Air Show Team prezentujący swoje umiejętności na North American T-6 Texan, F-22 Raptor w solowym pokazie, Mustanga i wiele innych wspaniałych maszyn. Pogoda dopisała zwykłym widzom, natomiast nie fotografom... Duża termika spowodowana upałem oraz wilgotność prawie 100% - to nie są zbyt dobre warunki do fotografowania, ale cóż, pogoda nie wybiera. Marek "mark" Michalski
Back to Top