Search

ŚWIDWIŃSKI PODWIECZOREK (Polska, EPSN)

Od zawsze poszukujemy w  fotografowaniu samolotów tego czegoś , co sprawia że nawet  u  najbardziej doświadczonego fotografa pojawia się uśmiech na twarzy, a zdjęcia nabierają blasku. Oczywiście na takie wrażenia musi się złożyć wiele czynników, z których według mnie najważniejszym  są  maszyny i warunki pogodowe oraz to, żeby tam być w odpowiednim miejscu i o odpowiedniej porze. Wbrew pozorom bardzo ciężko jest trafić, żeby wszystkie te czynniki zagrały idealnie. Ale do rzeczy. Wyjazd, który zaplanowaliśmy na 26 kwietnia, w niczym nie zapowiadał tego wszystkiego, co miało nastąpić. Wręcz przeciwnie – im bliżej  Świdwina byliśmy, tym bardziej pogoda mówiła nam „nie!!!” Na miejscu powitały nas strugi deszczu i zaciągnięte po sam horyzont niebo. Byłem przekonany, że postoimy  pewnie pod bramą  z godzinkę i z powrotem do domu. Tym razem jednak los postanowił inaczej  i niebo zaczęło się przejaśniać. Zaraz po wjeździe dostaliśmy informację, że za chwilę odbędzie się trening MiGa-29, którego miał pilotować por. pilot Jacek Stolarek. Samoloty z 23. Bazy stacjonowały jeszcze w Świdwinie po zakończonych ćwiczeniach Ustka 2018. W tym momencie akcja nabrała tempa, prawie biegiem udaliśmy się na drugą stronę pasa. Pogoda w międzyczasie zdążyła  się już  zmienić i spoza chmur wyjrzało  słoneczko. W tym podeszczowym powietrzu na MiG-u tworzyły się piękne oderwania i poduchy, co wprawiło wszystkich  w szczery zachwyt. Oczywiście cały czas staraliśmy się udokumentować te nieczęsto spotykane zjawiska. Po zakończonym treningu, gdy  już myśleliśmy że będzie chwila oddechu , na niebie pojawiły się nagle czarne punkciki, po chwili zmieniając się w dwa niemieckie Eurofightery , które przyleciały potrenować „touch & go” na naszym lotnisku. Po tym nieoczekiwanym przerywniku w powietrze wzbił się Su-22, za którego sterami zasiadł mjr pilot Dominik Łuczak. Przez cały czas warunki pogodowe sprzyjały pojawianiu się magicznych zjawisk na skrzydłach i krawędziach będącej w ciasnych zwrotach maszyny. Po treningu odbyło się parę standardowych startów  samolotów Su-22  i MiG-29, pojedynczo i w parach. W międzyczasie dowiedzieliśmy się, że odbędą się jeszcze dwa treningi MiG-a, co niezmiernie nas uradowało ,tym bardziej że warunki pogodowe bardzo sprzyjały fotografowaniu aż do póżnego wieczora. A wieczorem, po przejsciu frontu burzowego, to co zaczęło się dziać na niebie, to już tylko na zdjęciach można zobaczyć, bo tego nie da się słowami opisać. Dało to nam możliwość wykonania przepięknych fotek  MiG-a, startującego z włączonymi dopalaczami w wieczorne niebo. I w tych przepięknych warunkach  przyrodniczo-lotniczych, o pięknym zachodzie słońca, w towarzystwie przelatującego nam co chwile nad głowami MiG-a na dopalaczach opuszczaliśmy gościnną bazę w Świdwinie. Ryszard "Rychu" Dwojak

PROMOCYJNIE DLA 4. SKRZYDŁA (Polska, EPDE)

Przy okazji realizacji materiałów do filmu promocyjnego dla 4. Skrzydła Lotnictwa Szkolnego mieliśmy okazję obserwować 41.Bazę Lotnictwa Szkolnego w Dęblinie w działaniu. Zapoznaliśmy się z funkcjonowaniem służb lotniskowych, personelu technicznego oraz szkoleniem lotniczym na śmigłowcach Mi-2, samolotach szkolnych TS-11 Iskra oraz najnowszym nabytku naszych Sił Powietrznych, samolocie M-346 Bielik. Dzięki pięknej pogodzie i sporej aktywności w powietrzu udało nam się zarejestrować wiele ciekawych kadrów. Michał "nurek" Wajnchold

REKONESANS W ŚWIDWINIE (Polska, EPSN)

Letni sezon 2018 zainaugurowaliśmy 11 kwietnia w 21. Bazie Lotnictwa Taktycznego w Świdwinie. Baza położona jest w północno - zachodniej części Polski, około 50 km od wybrzeża Bałtyku i wyposażona jest w samoloty Su-22 „Fitter”. Przekraczając bramę wjazdową nie spodziewaliśmy się szczególnych okazji zdjęciowych – niska podstawa chmur i  rzęsisty deszcz skutecznie przeszkadzały w opuszczeniu samochodu, nie mówiąc o fotografowaniu. Szczęśliwie po kilku godzinach oczekiwania warunki pogodowe poprawiły się. Nagle w bazie zaroiło się od ubranych w odblaskowe kamizelki pracowników obsługi technicznej. W krótkim czasie „Fittery” były gotowe do startu. Cała drużyna SPFL, również ubrana w kamizelki odblaskowe, utworzyła nienaganny szpaler – jedynie takie ustawienie gwarantuje, że nikt  nie będzie przeszkadzał innym w robieniu zdjęć. Pozycje zostały zajęte zgodnie z dyrektywami wydanymi przez kontrolerów na wieży. Ogromny huk i drżenie ziemi zwiastowało starty pierwszych maszyn. Jedna po drugiej odrywały się od pasa startowego wspomagane przez silnik o ciągu przekraczającym 100 kN. Jęzory ognia z dyszy silnika wskazywały, że piloci włączali dopalacz by skrócić rozbieg i przyśpieszyć start. Piloci startowali również w parach – wymaga to znacznie większej uwagi podczas rozbiegu i fazy wznoszenia. Chcąc uzyskać ciekawe i różnorodne kadry przemieszczaliśmy się z jednej strony pasa na drugą, fotografując z perspektywy drogi kołowania i postoju. W późnych godzinach popołudniowych ostatnie Su kończyły swoje dobiegi wspomagając się spadochronami hamującymi – dla SPFL był to znak, że czas wyruszyć w drogę powrotną. Dzień inaugurujący sezon fotograficzny w bazie EPSN mogliśmy zaliczyć do udanych! Michał „Frodo” Marzec

ORŁY NAD SZKOCJĄ (Wielka Brytania, EGUN)

Co powoduję, że mocarstwa w skuteczny sposób mogą kreować przewagę nad innymi państwami ? Czy potencjał polityczny i gospodarczy wystarczy do powstania supermocarstwa? Być może. My jednak wiemy, że siły militarne mają kluczowe znaczenie. To właśnie nowoczesne metody prowadzenia wojny zakładają, że błyskawiczne i precyzyjnie przeprowadzone operacje w powietrzu zapewniają wygraną w konflikcie zbrojnym. Co jednak umożliwia samolotom bojowym i ciężkim bombowcom na zareagować na zagrożenie? W poszukiwaniu odpowiedzi udaliśmy się do bazy Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych- RAF Mildenhall w Wielkiej Brytanii. Tam dzięki gościnności 100th Air Refueling Wing (100 ARW) mogliśmy się zapoznać z ich codzienną pracą i powierzoną misją.
100th Air Refueling Wing- "Ready, Balanced, Better ... Square-D Away!"
Główną misją 100th Air Refueling Wing jest zapewnienie szybkiego i sprawnego tankowania w powietrzu. Amerykanie już od czasów II Wojny Światowej zrozumieli, że do utrzymania przewagi w powietrzu potrzebna jest szybka i zdecydowana reakcja w dowolnym miejscu na świecie. Dzięki postępowi technologicznemu siły powietrzne mogą atakować wszędzie i o każdej porze – jeszcze szybciej i jeszcze dalej. To właśnie eskadra 100 ARW stanowi „most” pozwalający błyskawicznie rozmieścić odpowiednie siły poprzez dostarczanie paliwa w powietrzu. 100th ARW jest też dziedzictwem po słynnej 100th Bombardment Group (Heavy) z czasów II Wojny Światowej bardziej znanej jako „BLOODY HUNDREDTH". Łącznie podczas wojny bombowce startujące z RAF Mildenhall wykonały 8000 lotów i zrzuciły 28 000 ton bomb na terytorium Niemiec. Do tej po na ogonie każdego KC-135 Stratotanker widnieje czarny kwadra z białą literą „D” – znak rozpoznawczy słynnej eskadry z II Wojny Swiatowej.
KC-135 Stratotanker
Do prowadzenia swoich misji 100th ARW używa tankera KC-135R. Ta niesamowita maszyna produkowana przez Boinga od 60 lat i kosztująca około 40 milionów dolarów, chwali się zasięgiem 2500 kilometrów, unosząc przy tym 68 000 litrów paliwa lotniczego. Podczas standardowego tankowania, które trwa kilka minut, KC-135 pompuje tyle paliwa, że pracująca non stop wielka stacja paliw nie dała rady przepompować nawet przez 24 godziny. Przez 60 sekund pracy ta latająca cysterna dostarczyłaby średniej klasy samochodowi paliwa wystarczającego na cały rok. Jest to zdecydowanie fascynująca maszyna.
Lot
Po kilku miesiącach oczekiwania i sprawdzania przez USAF nadchodzi ten dzień. Stawiamy się do głównej bramy RAF Mildenhall o 4 rano. Wita nas przepiękną blondynka z włosami splecionymi w warkocz. Ślicznie się do nas uśmiecha jednak jej ręka cały czas spoczywa na lśniącej Berettcie. W tej bazie lotniczej bezpieczeństwo traktuje się bardzo poważnie. Szczególnie po incydencie z grudnia 2017 r., gdzie mężczyzna próbował samochodem staranować bramę i wedrzeć się na teren bazy (została użyta broń palna). Grzecznie więc po przeszukaniu podążamy za wielkim amerykańskim pickupem ochrony bazy i po chwili dołącza do nas starszy szeregowy I klasy- będzie naszą eskortą aż do opuszczenia bazy. Jeszcze przed świtem udajemy się do głównego budynku 100th Air Refueling Wing, gdzie od tej pory zostajemy już traktowani jak część załogi. Przywitania z załogą, ciekawa prezentacja na temat historii eskadry i powierzonej misji oraz przyszłości bazy Mildenhall. Po wspólnej odprawie (tego dnia były dwie załogi) oraz indiwidualniej dowiadujemy się zadań na dzisiaj. Cel: wsparcie lotnicze lotu treningowego 48 skrzydła myśliwskiego z RAF Lakenheath. Będziemy tankować myśliwce nad terenem gór Highlands w Szkocji. Zaraz po wstaniu słońca wsiadamy się do samochodu i udajmy się na płytę lotniska. Tam odbywają się wszystkie niezbędne czynności niezbędne do lotu. Każda z nich jest przeprowadza pod czujnym okiem samego pilot. Po niecałej godzinie zostają odpalone silniki i ruszamy do kołowania. Wielką niespodzianką była możliwość na czas startu i lądowania siedzieć w kokpicie wraz z pilotami KC-135. Po krótkim locie pilot daje znak, że już czas podejść na tył samolotu gdzie już czeka tak zwany Boom Operator- to on właśnie będzie tankował i rozmawiał z pilotami. Kładziemy się i jest bardzo ciasto – ale widoki są przepiękne z kopuły operatora boomu. Zaczynamy krążyć i podziwiać przepięknie ośnieżone szkockie góry. Nagle operator zaczyna czegoś wypatrywać i dawać znaki. Coś w słońcu mignęło. Po sekundzie zupełnie nagle i znikąd pojawia się jakieś 5 metrów przed nami potężny F-15 Strike Eagle. Pierwszy z ośmiu orłów tego dnia latających nad Szkocją.
Autor chciałby złożyć podziękowania dla 100th Air Refueling Wing, pilotom z 494 i 492 eskadry RAF Lakenheath oraz wszystkim, dzięki którym mógł powstać ten artykuł.
Marek 'Maras' Gembka

KRZYŻACKIE PRZEDWIOŚNIE (Polska, EPMB)

Już od dłuższego czasu nosiliśmy się z zamiarem odwiedzenia naszych przyjaciół z 22. Bazy Lotnictwa Taktycznego w Królewie Malborskim. 15 marca udało się wszystko dograć. Pełni foto-lotniczego zapału, skoro świt, pomknęliśmy w kierunku Malborka. Na miejscu spotkaliśmy się z dawno niewidzianymi znajomymi pilotami. Wręczyliśmy przy okazji specjalnie wybrane na tę okazję zdjęcia pokazujące malborskich pilotów w akcji. Po krótkiej rozmowie ruszyliśmy w kierunku pasa, aby zająć nasze ulubione foto-miejscówki. Tego dnia były planowane loty treningowe MiGów z udziałem obrony przeciwlotniczej, a na koniec wspólny przelot pary Herculesów z powidzkiej bazy eskortowanej przez malborskie MiGi. Wszystko odbyło się według planu, a nasz pobyt dodatkowo urozmaicił przelot popularnego Czajnika tj. śmigłowca Mi-2. Co jeszcze dodać – pogoda dopisała, choć mogło być nieco cieplej, atrakcji lotniczych nie zabrakło… żyć nie umierać. Karol "Carlito" Kakietek

MROŹNE ROZPOCZĘCIE SEZONU 2018 W KRZESINACH (Polska,EPKS)

Data 1.03.2018 r. zapisze się w annałach naszego stowarzyszenia, jako dzień rozpoczęcia kolejnego sezonu fotolotniczego. Swoich skromnych progów użyczyła nam 31. Baza Lotnictwa Taktycznego w Krzesinach. Warunki pogodowe zapowiadały się dobrze, jedyną przeszkoda mógł być silny mróz panujący już od kilku dni w naszym kraju, ale to nie przeszkoda dla twardzieli z naszego stowarzyszenia. Szybko zebrała się ekipa i 1 marca, wczesnym popołudniem, już staliśmy wszyscy pod bramą jednostki. Zapowiadały się ciekawe loty wieczorno – nocne. Po południu zaplanowano siedem wylotów i wszystkie z nich odbyły się planowo. Niestety mróz okazał się silniejszy od nas, przyszedł moment, w którym zaczęły nam już przymarzać gacie do wiadomo czego, postanowiliśmy zakończyć sesję na lotach popołudniowych. W tym miejscu pragnę podziękować reszcie ekipy za towarzystwo, i oby cały rok był tak udany fotolotniczo jak dzisiejsze rozpoczęcie sezonu. PS. Dawno tak nie zmarzłem. Ryszard "Rychu" Dwojak

LIGHTNINGI WIECZOROWĄ PORĄ – BRUNTINGTHORPE AERODROME (Wielka Brytania, LHB)

W ostatnią sobotę po raz kolejny powróciliśmy w przyjazne progi, mieszczącej się na dawnym lotnisku RAF Bruntingthorpe, The Lightning Preservation Group. Tym razem miłośnicy „Błyskawic” zorganizowali wieczorno-nocną sesję zdjęciową swoich podopiecznych. Do dyspozycji zebranych fotografów przygotowano „ponaddźwiękowe modelki” w postaci dwóch English Electric Lightning F.MK6 o numerach XR728 i XR718 oraz dwóch „dosiadających je” pilotów. Zdjęcia realizowane były przed hangarem pary dyżurnej (Q-Shed) oraz w jego wnętrzu. Niewątpliwym bonusem podczas tegorocznej sesji była wyjątkowa aura. Piękny, jak na tę porę roku w Anglii, zachód słońca dodał wyjątkowego klimatu realizowanym zdjęciom. Przemek "Youzi" Szynkora

NIEBIESKA FLAGA NAD PUSTYNIĄ (Izrael, LLOV)

Gdzieś, ktoś mądry, napisał kiedyś, że z marzeniami trzeba uważać, bo potrafią się spełniać. :) Cóż, trudno się z tym nie zgodzić. Po miesiącu oczekiwania na akceptację akredytacji, kilku godzinach lotu samolotem i kilku dodatkowych na jazdę samochodem, jesteśmy na miejscu. No prawie. Wokół nas pustynia Negev. Rozległe, kamieniste pustkowie, pełne wzgórz, wąwozów, wyschniętych koryt rzek i strumieni. Gdy godzinę temu wyruszyliśmy na północ z leżącego nad zatoką Akaba Eliatu, otaczały nas wysokie wzgórza, a kręta droga wiodła wzdłuż wielkiego płotu będącego granicą pomiędzy Egiptem i Izraelem. Teraz krajobraz się nieco „uspokoił”, wzgórza, a może już bardziej góry, wciąż nam towarzyszą, ale są już dalej, hen na horyzoncie. Poranne słońce pięknie maluje na nich brązowo, złote wzory. Ok. nie ma się co rozczulać :), przed nami przecież poważne zadanie. Naszym celem jest Ovda – Baza Lotnicza Izraelskich Sił Powietrznych, w której odbędzie się dzień prasowy międzynarodowych ćwiczeń lotniczych BlueFlag 2017. Ovda Air Base Po ponad godzinnej jeździe, wreszcie docieramy na miejsce. Na rozległej równinie widać już zabudowania lotniska. Przed nami Ovda Air Base. Zanim dojedziemy do bramy jeszcze kilka informacji historyczno-geograficznych. Lotnisko Ovda mieści się kilkadziesiąt kilometrów na północ od miasta Eliat, czyli najdalej na południe położonego miejsca w Izraelu i jedynego izraelskiego skrawka wybrzeża nad morzem Czerwonym. Łatwo znaleźć na mapie. Powstało na początku lat osiemdziesiątych jako zastępstwo dla opuszczonej przez IAF bazy lotniczej Etzon na Synaju. Dla wyjaśnienia: po zwycięskiej wojnie z państwami arabskimi w 1967, tzw. „wojnie sześciodniowej”, Izrael zajął cały półwysep Synaj aż do brzegów Kanału Sueskiego. Na okupowanych terenach zbudowano wiele baz i instalacji wojskowych. Jednak na mocy traktatu pokojowego z Camp David z 1978 roku Izrael wycofał się z większości zajmowanego terenu, opuszczając również wiele zbudowanych już baz. W ramach rekompensaty rząd USA sfinansował budowę wielu instalacji wojskowych na terenie Izraela, w tym m.in. lotniska Ovda. Tyle historii. Dziś miejsce to wykorzystywane jest zarówno przez lotnictwo wojskowe, jak i cywilne. Jako port lotniczy Red Sea Ovda Airport przyjmuje loty pasażerskie, dla których lotnisko w Eliacie jest za krótkie. Głównie chodzi o duże samoloty pasażerskie lecące bezpośrednio z zagranicy. Lotnisko jest też zapasowym portem dla Tel Awiwu. Część wojskowa to głównie infrastruktura bazy szkoleniowej IAF. Mieszczą się tu elementy szkoły oficerskiej, szkoły personelu naziemnego i Centrum Wyszkolenia Zaawansowanego. Ovda jest również miejscem stacjonowania 115. eskadry „Latających Smoków”, będącej eskadrą „Agresorów”. O tej jednostce za chwilę powiemy sobie więcej. Dzień prasowy Po dotarciu do głównej bramy, zostajemy skierowani na przyległy parking. „Czekać! Nie robić zdjęć!” pada z ust sympatycznej pani porucznik. Ech, ale jak tu nie robić zdjęć, kiedy prawie cały personel „na bramie”, to piękne kobiety z bronią, a obok stoi świetnie zachowany Kfir C7? :) No nic, nie wolno, to nie wolno. Na szczęście nie trwa to długo. Po zebraniu się całej grupy (około 70-80 osób), kontroli, sprawdzeniu akredytacji i wydaniu przepustek, wsiadamy do autobusu i ruszamy w głąb bazy. W czasie drogi otrzymujemy kolejny zakaz robienia zdjęć. Co ciekawe chyba nawet wszyscy go przestrzegają. Po krótkiej podróży docieramy do niewielkiego budynku usytuowanego niedaleko pasów startowych i wieży kontroli. Trochę dalej od nas na płaszczyznach postojowych w gorącym powietrzu majaczą nam sylwetki F-16 w charakterystycznym pustynnym kamuflażu. Ech… jeszcze chwilę muszą poczekać. Plan na dzisiejszy dzień jest następujący: najpierw briefingi, później odwiedzimy baterię rakiet Patriot, następnie wizyta na stanowiskach zajmowanych przez uczestników ćwiczeń oraz sesja przy pasie, czyli starty i lądowania uczestniczących w ćwiczeniach samolotów. Po krótkiej przerwie kawowo-śniadaniowej ruszamy do sali odpraw. Tu kolejne obostrzenia: wszystkie telefony trafiają do depozytu, a aparaty do plecaków. Zakaz rejestrowania i robienia zdjęć. Ostatecznie czekają nas trzy prezentacje prowadzone przez przedstawicieli IAF. Pierwsza dotyczy samych ćwiczeń, ich założeń i przebiegu. Druga przybliża nam, jak złożonym zagadnieniem jest kontrola przestrzeni powietrznej nad Izraelem, i wreszcie ostatnia o zabezpieczeniu logistycznym i technicznym przeprowadzanych ćwiczeń. Niebieska Flaga Ćwiczenia pod kryptonimem Blue Flag są międzynarodowymi ćwiczeniami lotniczymi organizowanymi przez Izraelskie Siły Powietrzne. Ich pierwsza edycja odbyła się w 2013 roku. Obok jednostek IAF wzięli w niej udział lotnicy z Grecji, Włoch i USA. Dwa lata później dołączyły do tego grona Polskie Siły Powietrzne. W tym roku „zestaw” powiększył się o lotników z Francji, Niemiec i Indii. Oficjalnie dla trzech ostatnich krajów była to pierwsza formalna wizyta w Izraelu. W przypadku francuskich samolotów to jednak nie do końca prawda…. bo gdyby tak cofnąć się do 1956 roku to… OK, to już zupełnie inna historia :). Wracając do meritum: w tegorocznej edycji ćwiczeń bierze udział ponad 80 samolotów i 1200 osób personelu. Gospodarzy reprezentują eskadry taktyczne latające na F-16 i F-15, pojedynczy transportowy C-130J, powietrzny tankowiec KC-707 oraz samolot kontroli powietrznej i dowodzenia G550. Podczas tej edycji nie zobaczymy jeszcze najnowszego nabytku IAF – wielozadaniowych F-35 Adir. Zapewniono nas jednak, że za dwa lata na pewno te maszyny wezmą już udział w ćwiczeniach. Francuskie Siły Powietrzne obecne są w sile pięciu Mirage 2000D z eskadry 1/3 ‘Navarre’. USAFE reprezentuje osiem F-16CJ z 510. eskadry ‘Buzzards’ z Aviano. Niemieckie EF2000 w liczbie 6 maszyn przyleciały z TakLwG 73 ‘Steinhoff’. Greckie F-16 pochodzą z 355. Eskadry „Tygrysiej”. Włoskie siły powietrzne przysłały cztery Tornado IDS/ECR z 6. Stromo. Polskie Siły Powietrzne reprezentuje komponent w sile sześciu F-16 z 31. i 32. BLT. Indyjskie siły powietrzne reprezentuje C-130J wspierający oddział sił specjalnych, który prowadzi równoległe ćwiczenia z izraelskimi specjalsami. Jednostką prowadząca (leading squadron) w tegorocznej edycji jest 133. eskadra IAF latająca na F-15 Baz. Scenariusz zakłada dynamiczną kampanię powietrzną, której zadania zmieniają się wraz z wynikami zrealizowanych misji. Przy czym ich złożoność i poziom trudności zwiększa się wraz z rozwojem kampanii. Jako cel postawiono zrealizowanie jak najszerszego spektrum operacji powietrznych: od obrony własnego terytorium, poprzez walki powietrzne, wspieranie sił lądowych, zabezpieczanie operacji specjalnych, niszczenie różnego rodzaju celów lądowych, po przełamywanie i niszczenie obrony przeciwlotniczej przeciwnika. Ponadto jako drugi, bardzo ważny cel tegorocznego BlueFlaga, organizatorzy uznali rozwój współpracy pomiędzy ćwiczącymi stronami, wymianę doświadczeń i zwyczajne poznanie się ćwiczących żołnierzy. Głównym teatrem działań są poligony rozlokowane na pustyni Negev. Te bardzo słabo zaludnione obszary dają możliwości szkoleniowe praktycznie niedostępne w Europie. Szczególnie, jeśli chodzi o zastosowanie środków walki elektronicznej oraz loty na małych i bardzo małych wysokościach, na które podczas tych ćwiczeń kładzie się duży nacisk. Codzienne loty odbywają się w dwóch turach i trwają średnio po około 90 minut. Na czas ich trwania cały obszar ćwiczeń jest zamknięty dla ruchu powietrznego. Trzeba w tym miejscu zaznaczyć, że dla potrzeb BlueFlag wyznaczono przestrzeń powietrzną na południe od linii Tel Awiw – Jerozolima, czyli praktycznie połowę całej przestrzeni powietrznej kraju (!). Obszar ten został dodatkowo podzielony na teren „czerwonych” na północy i „niebieskich” na południu. Całość działań w powietrzu nadzorowana jest przez Centrum Kontroli zlokalizowane w Ovda. Latające smoki Podobnie jak w ćwiczeniach Red Flag rolę „przeciwników” podczas realizowanych misji odgrywa specjalna jednostka „Agresorów”. W Izraelskich Siłach Powietrznych zadanie to pełni 115. /czerwona/ eskadra znana też pod nazwą „Latających smoków”. Jest to jednostka nietypowa. Oprócz wykonywanych zadań odtwarzania taktyki sił powietrznych potencjalnych przeciwników, różni się również wyposażeniem i umiejscowieniem w strukturze IAF. Na wyposażeniu „Smoków” pozostają samoloty wielozadaniowe F-16C/D Barak (Błyskawica), śmigłowce szturmowe AH-1 Tzefa (Żmija) oraz różne systemy przeciwlotnicze. Jednostka nie wchodzi w skład sił operacyjnych, jest jednostką szkolną. W zeszłym roku jednostka została przezbrojona ze starszych F-16A/B Netz (Jastrząb). „Nowe” samoloty pozyskano z rozwiązanej 110. eskadry z bazy Ram David. Podczas ćwiczeń Blue Flag „Agresorzy” korzystają również z maszyn pożyczonych od innych jednostek latających na F-16 (109. i 117. eskadry). Ponadto w roli RED AIR wspierani są przez pozostałe ćwiczące jednostki IAF w szczególności przez latającą na F-15 133. eskadrę. Po raz pierwszy w ćwiczeniach Blue Flag bierze udział również bateria rakiet przeciwlotniczych Patriot PAC-3, wydatnie zwiększając poziom trudności działań wykonywanych przez „niebieskich”. „Do boju” Po zakończeniu briefingów i prezentacji, wsiadamy do autobusu i ruszamy w teren. Nasz pierwszy cel to rozlokowana na granicy bazy bateria rakiet przeciwlotniczych Patriot PAC-3. Praktycznie jest to jedna wyrzutnia z pojazdami zabezpieczenia i dowodzenia. Stanowi ona element obrony p-lot rozwinięty na potrzeby ćwiczenia. Po krótkim spotkaniu z personelem i krótkim briefingu ruszamy dalej. Odgłosy pracujących silników odrzutowych oznajmiają nam, że zbliża się czas wylotów. Wizyta na stanowiskach uczestniczących ekip zostaje odwołana i ruszamy w okolice wieży kontroli. W samą porę! Z okien autobusu widzimy już startujące pierwsze samoloty. W powietrze „idą” cztery EF2000. Na drogach kołowania i płaszczyznach postojowych zaczynają się gromadzić następne maszyny. Widać już izraelskie F-15 i F-16. Po dłużącej się, jak wieczność chwili docieramy w okolice wieży. Kiedy wysiadamy z autobusu, starty „idą już na całego”. Jesteśmy na parkingu za wieżą kontroli. Sto metrów na wprost od nas trzy F-16I Sufa (Burza) przechodzą właśnie „last check” przed wyjazdem na drogę kołowania. Wow! Wreszcie tak długo wyczekiwane spotkanie z tymi samolotami „oko w oko”. Za plecami słychać już ryk silników kolejnych startujących maszyn. To w powietrze wznoszą się inne izraelskie F-16. Najgorszy moment lotniczego świra. Musisz wybierać: zostać jeszcze trochę i „porobić” kołowania maszyn, których prawdopodobnie nigdzie indziej już nie zobaczysz, czy biec na starty innych maszyn… których też prawdopodobnie nigdzie indziej już nie zobaczysz. :) OK, jeszcze chwila z F-16I i ruszam na drugą stronę wieży obserwować starty. Dookoła spore zamieszanie. Nie tylko ja mam takie dylematy. Dziewczyny z IAF, które się nami opiekują, muszą mieć z nas spory ubaw. :) Docieram na miejsce, kiedy po pasie śmiga już F-16 w pustynnym kamuflażu. Wow! Co za widok! Sądząc po efektownej uskrzydlonej czaszce wymalowanej na stateczniku pionowym, do swojej misji wyruszyli piloci 101. eskadry. To spadkobiercy najstarszej jednostki bojowej Izraelskich Sił Powietrznych IAF, znanej jako „Pierwsza bojowa”. Powołanej do życia już w kilka dni po proklamowaniu państwowości Izraela w 1948 roku. Stoimy na lekkim wzniesieniu powyżej pasów startowych. Do pierwszego z nich mamy ok. 100 m, a słoneczko za plecami, więc nie jest źle. Problemem jest za to spora termika, ale nikt się chyba nie spodziewał, że na środku pustyni jej nie będzie… :) Żadnych barierek, tasiemek, ograniczników. Po prostu stoimy w linii… i „robimy swoje”. Niestety, jak to często bywa, nie wszyscy pamiętają, że nie są sami i że inni dookoła też chcieliby mieć czysty kadr bez fotografa w centrum. ? Co zrobisz… nic nie zrobisz. Przynajmniej nie ma „malarzy” z drabinkami… OK. Starty trwają dalej. Maszyny „idą w powietrze” z obu pasów i jak się po chwili okazuje również z obu stron. Wiatru praktycznie nie ma, więc nic nie stoi na przeszkodzie. Po „szesnastkach” przychodzi czas na F-15 Baz (Sokół) ze 133. eskadry IAF. Na kilku z nich, pod kabinami, widać oznaczenia zwycięstw powietrznych. Jedna z pierwszych startuje maszyna o numerze taktycznym 809 i nazwie własnej „Pantera”. To na niej 9 czerwca 1982 roku kpt. Melnik zestrzelił rakietą Python-3 syryjskiego MiGa-21. W tej samej walce jego skrzydłowy zniszczył drugiego Fishbeda przy użyciu działka (!). Dzień później na tej samej maszynie inny pilot kpt. Kanaani zestrzelił dwa (również syryjskie) MiGi-23. Zwycięstwa również uzyskano za pomocą rakiet Python-3. To prawdziwa gratka zobaczyć te samoloty na własne oczy, nie w muzeum, ale wciąż operacyjne. Trzeba tu zaznaczyć, że większość tych zwycięstw uzyskano w latach osiemdziesiątych. Tak, tak, to nie pomyłka. Te F-15 w wielu przypadkach mogą być starsze niż nasze poczciwe Su-22. Żeby jednak być uczciwym trzeba dopowiedzieć, że z tamtymi maszynami (z lat osiemdziesiątych) łączy je tylko wygląd zewnętrzny i to też nie zawsze. „W środku” są to już zupełnie inne, w pełni nowoczesne samoloty. Na początku XXI wieku izraelskie F-15 przeszły szereg głębokich modernizacji, dzięki którym cały czas są w pełni wartościowymi i co najważniejsze bardzo niebezpiecznymi maszynami bojowymi. Następne do akcji ruszają F-16I Sufa, 107. eskadry „Pomarańczowych ogonów”, również bardzo zasłużonej w historii IAF jednostki. Po gospodarzach, do swoich zadań startują uczestnicy zagraniczni. Najpierw włoskie Tornada, później amerykańskie, greckie i polskie F-16. Niestety nasze i helleńskie „szesnastki” startują z odległego drugiego końca pasa, co daje nam małe szanse na uchwycenie ciekawych kadrów. Start naszych „Jastrzębi” wywołuje jednak duże zainteresowanie, ponieważ w jedną z maszyn jest „Tygrysi” 4056 z 31. BLT. Z tej samej strony startują kolejne F-15 i F-16. Czarne smoki wymalowane na statecznikach F-16 oznaczają, że tym razem do akcji wyruszają „Agresorzy” ze 115. eskadry. Po nich startują cztery francuskie Mirage 2000D. Francuzi, jak zwykle starują bardzo efektownie, „ciągnąc” dłuuugo tuż nad pasem, by pod koniec ostro wyrwać prawie pionowo w górę. Na tym kończą się starty i powoli również nasza wizyta. Czekamy jeszcze na pierwsze lądowania. Niestety nie zobaczyliśmy indyjskiego C-130J. Jak się dowiedzieliśmy później, kontyngent indyjski, składający się z wydzielonego komponentu sił specjalnych wspieranego przez pojedynczego C-130J, na tym etapie ćwiczeń stacjonuje w bazie Navatim. Indyjscy komandosi Gwardii Sił Powietrznych ćwiczą oddzielnie wraz ze „specjalsami” z jednostki 669 IAF wspieranymi przez samoloty C-130 i śmigłowce UH-60. Do ćwiczeń Blue Flag dołączą w drugim tygodniu. Po krótkiej przerwie nad lotniskiem pojawia się formacja czterech EF2000, które po efektownym rozejściu podchodzą do lądowania. Rozpoczyna się ostatnia część programu naszej wizyty. Po samolotach niemieckich swoje lądowania rozpoczynają F-15 IAF. Maszyny lądują równolegle na obu pasach, co daje szansę na uchwycenie ciekawych kadrów. Kiedy nad lotnisko zaczyna wracać coraz więcej samolotów… organizatorzy zarządzają zakończenie dnia prasowego i powrót do autobusów (!). Jak nietrudno się domyślić, zapędzenie nakręconej zgrai lotniczych świrów do autobusów w takiej chwili nie jest łatwym zadaniem. Niemniej jednak ostatnią część lądowań musimy niestety „robić” już z autobusu. Kiedy udaje się wreszcie skutecznie policzyć i potwierdzić, że nikt się nie zagubił, ruszamy w drogę powrotną w kierunku głównej bramy. Na szczęście do tego momentu kończą się również prawie wszystkie lądowania. Po pożegnaniu z naszymi opiekunkami i krótkiej sesji zdjęciowej przy stojącym przed wjazdem do bazy Kfirze, wsiadamy do samochodów i ruszamy na druga stronę lotniska, aby spróbować swojego szczęścia w czasie drugiej tury wylotów, ale już zza płotu. Niestety tego dnia udaje nam się już tylko „złapać” jednego transportowego C-130 i samolot walki elektronicznej G550. Będziemy próbować jeszcze jutro rano przed wyruszeniem do bazy w Hatzerim… ale to już inna histora. ;) Podsumowując, wizyta w bazie Ovda była wyjątkowym doświadczeniem w naszym foto-lotniczym życiu. Izraelskie Siły Powietrzne bardzo niechętnie pokazują swoje samoloty, o bazach lotniczych już nie wspominając. Szczególnie dotyczy to fotografów zagranicznych. Możliwość zobaczenia maszyn izraelskich w ich „naturalnym otoczeniu” jest czymś naprawdę szczególnym. Nie była to długa wizyta, chciałoby się oczywiście więcej. Można ją było też trochę lepiej przeprowadzić, ale z drugiej strony trzeba pamiętać, że to był praktycznie „ich pierwszy raz” ;) więc też nie ma co narzekać. Mamy szczerą nadzieję „że ten pierwszy raz” nie będzie ostatnim i że za dwa lata ponownie spotkamy się w gościnnych progach Ovda Air Base. Przemek "Youzi" Szynkora

AVIATION NATION 2017 (USA, KLSV)

W dniach 11-12 listopada b.r. w amerykańskiej bazie Nellis, położonej nieopodal Las Vegas, odbywały się pokazy Aviation Nation 2017 Air and Space Expo. W tym roku dodatkowo połączone z obchodami 70. rocznicy USAF, a że jest to również baza zespołu Thunderbirds na nudę nie można było narzekać. W ramach obcho­dów  zade­mon­stro­wano moż­li­wo­ści bojowe US Air Force oraz przeprowa­dzono paradę histo­ryczną. Każdy z tych ele­men­tów był nie­zwy­kle inte­re­su­jący, emocjonujący i pozo­sta­wił nie­za­po­mniane wrażenia.Takiego zakończenia sezonu pokazowego życzymy każdemu lotniczemu świrowi… Tomasz "deoc" Szczech

UPALNE JACKSONVILLE (USA, KJAX)

W dniach 4-5 listopada 2017 r., w amerykańskiej bazie sił powietrznych w Jacksonville, odbyły się pokazy lotnicze, których główną atrakcją nie mógł być kto inny niż osławiony zespół akrobacyjny Blue Angels. Zawsze marzyłem aby go zobaczyć. Jak widać marzenia czasami się spełniają i w końcu udało się. Oczywiście pokazy to nie tylko ich występ, zaprezentowali się również Randy Ball na swoim Migu-17, który szalał nad naszymi głowami, F-22 Raptor Demo Team oraz wielu innych wykonawców. Jednak na długo zostaną mi w pamięci Blue Angels, a przede wszystkim cała ceremonia przygotowania zespołu do występu. Perfekcja w każdym calu, uczta dla oka i oczywiście obiektywu, choć pogoda nie była łaskawa fotograficznie przez straszną termikę. Na nudę na pewno nie można było narzekać, bo wrażenia były niesamowite tak lotniczo jak i obserwacją ludzi, którzy kochają tam lotnictwo . Niestety taka gratka dla lotniczego świra nie zdarza się co sezon i nie wiadomo czy się powtórzy, oby tak, czego sobie i reszcie pozytywnie zakręconych lotnictwem życzę. Zbigniew "zibi" Hojka
Back to Top