Search

DZIEŃ OTWARTYCH KOSZAR W 23. BLT (Polska, EPMM)

Dzień Otwartych Koszar w 23. BLT co roku organizowany jest na przełomie maja i czerwca. W tym roku przypadło to na 26.05.2018. Oczywiście nie mogło nas tam zabraknąć, zwłaszcza że jest to nasza ulubiona jednostka. Dzień ten przywitał nas piękną i słoneczną pogodą, która jak się później okazało zaczęła się dynamicznie zmieniać. Na miejscu byliśmy chwilę przed godziną 10:00, pomimo tego że z informacji jakie posiadaliśmy pierwszy pokaz w powietrzu miał się rozpocząć o godz. 12.20. Był to nasz czas na wspólne rozmowy oraz na podziwianie sprzętu eksponowanego na wystawie statycznej . Powoli zbliżała się godzina 12:00, więc postanowiliśmy udać się do wyznaczonej strefy foto, która w tym roku została nam udostępniona . Gdy już zajęliśmy miejsca i zaczęliśmy przygotowywać swoje aparaty, do naszych uszu doleciał dobrze nam znany dźwięk silnika, a w zasadzie dwóch silników Klimov RD-33 MiGa-29. Uśmiech pojawił się na naszych twarzach, bo wiedzieliśmy, że już za chwilkę zobaczymy ten piękny samolot w solowym pokazie dynamicznym, za sterami którego zasiada por.pil. Jacek „JACA” Stolarek”. Nie myliliśmy się. „Jaca” wycisnął z pilotowanego przez siebie MiGa wszystko co się dało. Był huk, ogień i naprawdę sporo flar. W porównaniu do zeszłorocznego pokazu został on nieco wzbogacony. Następny na pasie startowym pojawił się nikt inny, jak żartobliwie przez nas nazywany „Król Artur” czyli Artur Kielak na swoim XA-41. Ze swej strony mogę tylko powiedzieć, że bardzo trudno się go fotografuje, ponieważ pokaz Artura wygląda tak jakby prawa fizyki nie istniały. Zaraz po zakończeniu pokazu Artura rozpoczął się pokaz Formacji 3AT3 & Fundacja Biało-Czerwone Skrzydła. Samoloty te mogliśmy podziwiać we wspólnym locie razem z An-2, którym to później można było odbyć lot widokowy. Następni w kolejce czekali już z uruchomionymi silnikami piloci z 21. BLT w Świdwinie, którzy na co dzień latają na samolotach Su-22. Dali oni wspólny pokaz w parze, jak i mieli oni swoje solowe akcenty. Zaraz po wylądowaniu drugiego Su-22 nad płytą lotniska pojawiła się para śmigłowców W-3PL „Głuszec”. Zrobili oni kilka przelotów oraz ostrych nawrotów, po czym udali się w kierunku macierzystej jednostki. W końcu nadszedł czas na to na co wszyscy czekali – duet „Xtreme Sky Force”, czyli MiGa-29 i XA-41 pilotowanych przez wcześniej dających pokazy solowe odpowiednio por.pil. Jacka „Jacy” Stolarka oraz Artura Kielaka. Para ta zaprezentowała się bardzo dobrze. W pokazie nie zabrakło dynamiki, sporej ilości dymu i flar. Podsumowując, dzień zaliczamy zdecydowanie do udanych. Pogoda dopisała, pomimo tego że w drugiej części dnia przybrała bardziej dynamiczne oblicze. W powietrzu też się dużo działo, więc za rok na święcie 23. bazy będziemy na pewno. Grezgorz „Helmut” Kiełczykowski

AEROFESTIVAL 2018 (Polska, EPPO)

W dniach 19-20 maja na poznańskim lotnisku Ławica miały miejsce pokazy lotnicze Poznań Air Show 2018. W tym roku zbiegły się trzy rocznice, które organizatorzy postanowili upamiętnić w programie imprezy: 100-lecie Powstania Wielkopolskiego, 100-lecie Odzyskania Niepodległości i 100-lecie Lotnictwa Wojskowego. W tym samym czasie miały miejsce również ćwiczenia NATO Tiger Meet odbywające się po raz pierwszy w Polsce w 31. Bazie Lotnictwa Taktycznego Poznań-Krzesiny. Dzięki temu organizatorzy Poznań Air Show mogli wzbogacić pokazy także o blok NATO Tiger Meet.
Jeszcze w piątek po wizycie na NATO Tiger Meet postanowiłam przemieścić się z Krzesin na Ławicę. Same starty i lądowania „Tygrysów” trochę mnie znużyły, a na Ławicy zapowiadały się jeszcze popołudniowe treningi samolotów przed sobotnią imprezą. To była dobra decyzja. Wraz z kolegami ulokowaliśmy się pod tzw. płotem i dzięki temu mieliśmy samoloty na wyciągnięcie ręki, gdzie robiły ciasne zakręty. W popołudniowym słońcu poszycia samolotów wyglądały przepięknie. Wszyscy jednomyślnie orzekliśmy, że najciekawiej zaprezentował się Eurofighter Typhoon Hiszpańskich Sił Powietrznych. Pilot cudownie zaprezentował swoją maszynę. Oglądaliśmy także przygotowania do pokazów francuskich Rafale (Rafale Solo Display French Navy). Z lotniska wystartował jeszcze AWACS, który w sobotę i niedzielę miał być już tylko na statyce. Boeing E-3 Sentry z wielkim „talerzem” wzbił się tuż przed nami w kierunku zachodzącego słońca. Jego mocno wypolerowany kadłub błyszczał zabójczo. To tylko niektóre z piątkowych atrakcji.
W sobotę udałam się na teren pokazów. Planowałam robić zdjęcia z przygotowanej specjalnie dla fotografów trybuny, ale jej lokalizacja nie przypadła mi do gustu. Dzień zapowiadał się upalnie, a odległość trybuny od centrum pokazów wydała mi się zbyt odległa. Obawiałam się dużego falowania powietrza. W fotografii to bardzo niekorzystne zjawisko. Postanowiłam wmieszać się w tłum i robić zdjęcia spod barierek. Za plecami rozstawiały się stoiska z pamiątkami, gastronomiczne, a także strefy, w których można było spotkać pilotów uczestniczących w pokazach.
Rozpoczęły się przyloty. Jako jedni z pierwszych pojawili się „Żelaźni”, którzy „zaparkowali” tuż przede mną. Pokazy w powietrzu rozpoczęła defilada eskadr wojskowych, które przybyły do Polski w ramach szkolenia NATO Tiger Meet. Część „Tygrysów” udała się na statykę, gdzie pięknie prezentowała swoje kocie malowania. Stanął tam też AWACS, który podobno był najbardziej oblegany. Ciekawscy mogli zwiedzić jego wnętrze.
Nad naszymi głowami pojawili się skoczkowie spadochronowi (grupa SkyMagic S3 WAT) z ogromnymi polskimi flagami.
„Żelaźni” natomiast poza wspaniałym dynamicznym pokazem „wymalowali” na niebie symbol Polski Walczącej.
Z kolei grupa 3AT3 Formation Flying Team wystąpiła z AN-2 z Fundacji Biało-Czerwone Skrzydła. O ile 3AT3 nie dawały nigdy dynamicznych pokazów ze względu na typ maszyn i inne ich przeznaczenie niż akrobacyjne, o tyle w połączeniu z „Antkiem” stworzyli cudowny Team. Wielki dostojny biały dwupłat, a za nim podążające krok w krok białe maluchy. To było dobre połączenie. Brawo dla pomysłodawcy.
Poza solowym występem Artura Kielaka mogliśmy oglądać duet XA-41 oraz YAK-3U.
Pokazy zaszczycił również swoją obecnością ciekawy samolot CAC-13 Boomerang. Myśliwce tej serii były produkowane w Australii w czasach II wojny światowej.
W bloku Nato Tiger Meet mogliśmy zobaczyć m.in.: Saab 105 (Austrian Air Force), JAS39 Gripen (Czech Air Force), Eurofighter Typhoon (Spanish Air Force), Desault Rafale (French Air Force), Mi-24 (Czech Air Force) w malowaniu z „Obcego”. Było głośno i drapieżnie.
W kolejnym bloku widzieliśmy PZL TS-11 Iskra, czeskiego MiG-15UTI, oraz ze swym charakterystycznym dźwiękiem Supermarine Spitfire z Wielkiej Brytanii.
Natomiast na Extra 330LC dała rewelacyjny solowy pokaz Agata Nykaza. To młoda pilotka z Grupy Akrobacyjnej „Żelazny”, która wyraźnie depcze po piętach swoim starszym kolegom akrobatom. Z wielką przyjemnością i zaciekawieniem będę śledziła jej kolejne poczynania.
Bardzo miłym dla oka zaskoczeniem była grupa AUTO-GYRO „57-my” TEAM. To dwaj piloci, którzy pasjonują się wiatrakowcami. Zazwyczaj tego typu maszyny nie są doceniane na pokazach lotniczych, a tu wielkie zaskoczenie. Panowie z wielką gracją demonstrowali urok wiatrakowców. Zamaszyste ewolucje z bogatym „zadymieniem” wyglądały na niebie bardzo malowniczo.
Następny dzień dla urozmaicenia kadrów spędziłam po przeciwnej stronie lotniska, gdzie światełko było bardziej sprzyjające zdjęciom. W większym gronie członków SPFL, w cieniu drzew panowała miła piknikowa atmosfera. Był grill, kiełbaski oraz pyry z gzikiem (jak na poznańskie klimaty przystało). Były także „lekcje” języka polskiego dla obcokrajowców, których w Poznaniu było sporo z racji międzynarodowego charakteru imprezy oraz NATO Tiger Meet. Jednym słowem było wesoło. Lotniczy program imprezy nie był identyczny z sobotnim, ale pod względem zdjęciowym było równie ciekawie. W niedzielę udało się sfotografować czeską grupę Pterodactyl Flight w symulacji bitwy powietrznej. Grupa lata m.in. na takich replikach samolotów jak: Piper Cub L-4H, Fokker E-III, S.E,5a, Sopwith 11 Strutter oraz Fokker D-VII. Za sterami jednego z nich zasiada Radka Máchová.
Podsumowując imprezę nie mogę nie wspomnieć o zapadającym w pamięci pokazie Francuskich Rafale z ich niesamowitą mijanką, wspaniale prezentującym się hiszpańskim Typhoon-ie, Naszym MiG-u 29-tym, czy F-16 (Tiger Demo Team Poland), który wyrzucił flary tuż nad nami.
Zmęczona palącym słońcem cierpliwie dotrwałam do końca imprezy, by na koniec jeszcze zobaczyć odlatujące ze statyki „Tygrysy”. Jeden po drugim startowały z rykiem. Każdy w niepowtarzalnym tygrysim malowaniu. To był niezapomniany widok.
Nie sposób wymienić tu wszystkich podniebnych atrakcji. To były bardzo bogate pokazy.
Sylwia „Sila” Zieja

KLASYCZNY WIECZÓR Z KOLEKCJĄ SHUTTLEWORTH (Wielka Brytania, EGTH)

Kolekcja Shuttleworth znajduje się w Old Warden w Hrabstwie Bedfordshire. Jest to niesamowity zbiór historycznych statków powietrznych, ale i nie tylko, zachowanych w wyjątkowym stanie. Niektóre z nich są ostatnimi latającymi egzemplarzami na świecie. 19 maja 2018 r, miałem okazję wziąć udział w wieczornych pokazach, na których zaprezentowano większość z tych maszyn w locie. Jaka bywa pogoda w Anglii każdy chyba wie, jednak tego wieczora, dopisała jak nigdy! Impreza zaczęła się od przelotu ikony lotnictwa bombowego RAF z czasów Drugiej Wojny Światowej czyli bombowca Avro Lancaster PA474, należącego do BBMF (Battle Of Britain Memorial Flight). Samolot ten jest jednym z dwóch na świecie zachowanych w stanie latającym. Po kilku przelotach nad uczestnikami maszyna odleciała w kierunku swojej bazy, RAF Coningsby, a jej miejsce zajęły myśliwce Hawker Sea Hurricane mk.Ib i Supermarine Spitfire mk.Vc. Warto tutaj nadmienić, że był to debiut Spitfire’a po 12 latach renowacji. Samolot wystąpił w autentycznym malowaniu czeskiego Dywizjonu 312. Po grupowym pokazie obydwa samoloty zaprezentowały się solowo. Po występie tych legendarnych maszyn, mieliśmy okazję zobaczyć pokaz w wykonaniu takich samolotów jak Desoutter I, de Havilland DH60X Moth, Southern Marlet i pary Westland Lysander z Po-2 lub jak kto woli - Kukuruźnik. Jako że słońce chyliło się powoli ku zachodowi, samoloty te pięknie prezentowały się w ciepłym, złocistym świetle. Tradycją podczas pokazów Shuttleworth stało się tak zwane “Barnstorming”. Samoloty takie jak de Havilland Canada Chipmunk, de Havilland Tiger Moth, Piper Super Cub i Miles Magister zaprezentowały coś bardzo ciekawego. Trzy konkurencje podczas których piloci rzucają worki z mąką do celu ustawionego na ziemi, wlatują w napełnione helem balony puszczane z ziemi w celu przebicia jak największej ilości i przelatują jak najniżej przez bramkę trzymaną przez dwie osoby, uważając żeby nie strącić poprzeczki. Bardzo interesujący pokaz, którego nigdzie indziej nie widziałem. Zaraz po zakończeniu “Barnstorming”, tempo przyśpieszyło, bo Chris Waddington zaprezentował pokaz akrobacji w bardzo zwinnym Pitts S-1S Special. Szybkie, niskie przeloty i dużo dymu postawiło na nogi nawet tych w bardziej podeszłym wieku, delektujących się czerwonym winem. Po Pitts’ie akcja znów nieco zwolniła, bo na niebie pokazały się samoloty z czasów Pierwszej Wojny Światowej. Czwórka samolotów takich jak Bristol F2b, Sopwith Triplane, Bristol M1C i legendarny brytyjski wojownik Sopwith Camel F1. Te leciwe maszyny świetnie wyglądały wieczorową porą i zaprezentowały kilka przelotów w formacji jak i dwójkami. Pod koniec pokazów, kiedy słońce chowało się już za horyzont, Percival Mew Gull i de Haviland DH88 Comet wzbiły się w niebo i pokazały do czego zostały stworzone. Obydwa modele zaczęto produkować w latach 30-tych i wykorzystywano w powietrznych wyścigach. Podczas pokazu mogliśmy zobaczyć obydwie maszyny poruszające się z niemal maksymalną prędkością! Pogoda była wręcz idealna, więc wieczór z kolekcją Shuttleworth zamknęły przeloty jednych z najstarszych na świecie samolotów Blackburn Monoplane Type D i Avro Triplane. W tym czasie było około 21:30 i słońce schowało się już za horyzont. Pokazy w Shuttleworth są zawsze czymś wyjątkowym jednak wykonane wieczorową porą, są wręcz jedyne w swoim rodzaju. Jeżeli pogoda dopisze to za rok również odwiedzę to miejsce co fanom Air-Action i lotnictwa również polecam. Piotr "Piotrek" Szydło

NATO TIGER MEET 2018 (Polska, EPKS)

A więc Tiger Tiger Tiger!!! Jedne z największych ćwiczeń natowskiego lotnictwa rozgrywane jest właśnie na polskim niebie. Tradycją tych ćwiczeń jest jeden dzień przeznaczony dla fotografów i pasjonatów lotnictwa, którzy mają możliwość oglądania operacji lotniczych wykonywanych przez natowskie tygrysy. Nie co dzień można bowiem podziwiać maszyny w tak pięknym i atrakcyjnym malowaniu. I chociaż logistycznie było kilka niedociągnięć ze strony organizatorów, to samą imprezę będziemy bardzo mile wspominać. Tylu startów i lądowań odrzutowych maszyn nie ogląda się zbyt często. A na tegorocznych ćwiczeniach mieliśmy okazję oglądać tygrysie eskadry z Czech i Węgier na Gripenach, Szwajcarów z ich Hornetami, Francuzów z Rafale, Niemców z Tornadami i Tajfunami, Hiszpanów i Włochów również z Tajfunami, a także Holendrów, Greków, Belgów i Polaków na “szesnastkach”. Tadeusz „Hornet” Popardowski

TRENING XTREME SKY FORCE (Polska, EPMM)

15 maja odbyliśmy pierwszą w 2018 roku wyprawę do 23. Bazę Lotnictwa Taktycznego w Mińsku Mazowieckim. Ze wstępnych informacji jakie posiadaliśmy zapowiadało się ciekawie – normalne loty treningowe oraz trening Xtreme Sky Force. Gdy dotarliśmy na miejsce dowiedzieliśmy się jak faktycznie będzie wyglądał plan lotów. Niestety, latania będzie mniej niż się spodziewaliśmy – loty szkoleniowe nie odbędą się w ogóle ale za to Xtreme Sky Force pojawi się na niebie dwa razy. Najwięcej zabawy  mieliśmy chyba jednak podczas fotografowania statyki. Łukasz "Rajmund" Jarkowski

SHOW NAD JEZIORAKIEM (Polska, Iława)

Smoke on the Water, czyli Lotnicza Majówka w Iławie Iława (niem. Deutsch Eylau, prus. Īlawa) – miasto w województwie warmińsko-mazurskim, siedziba powiatu iławskiego. Powierzchnia 21,88 km2, 33 tysiące (z hakiem) mieszkańców. Znany ośrodek sportów wodnych (Jeziorak – najdłuższe jezioro w Polsce). Najważniejsze zabytki stałe: Kościół Przemienienia Pańskiego (1 poł. XIV w.), pozostałości murów miejskich (1 poł. XV w.), ratusz (koniec XIX w.). Najważniejsze zabytki przelotne: Supermarine Spitfire, North American Harvard, De Havilland Canada DHC-1 Chipmunk, De Havilland Tiger Moth, Taylorcraft Auster (1 poł. XX w.). Istotne wydarzenia cykliczne: Lotnicza Majówka (pocz. maja każdego roku). Tegoroczna edycja Majówki była dopiero drugą – tym większy szacunek dla organizatorów za zgromadzenie pod iławskim niebem zestawu samolotów, godnego imprezy znacznie większej i mocniej zakorzenionej w kalendarzu pokazów lotniczych. Cechą, wyróżniającą mazurską imprezę, jest to, że widownią jest brzeg jeziora, a przeloty odbywają się nad wodą. Z braku lotniska na miejscu maszyny startują albo z lądowiska w Starym Kamieniu w Prabutach, albo – w przypadku samolotów wojskowych – z 22 BLT w Malborku. Podczas tegorocznej Lotniczej Majówki oba lotniska ewidentnie miały pracowity dzień. Zaczęło się od znanego bywalcom rodzimych pokazów Nieuporta 11 z 1916 roku. Ten piękny dwupłatowiec, pomalowany w niebiesko-biało-czerwone barwy osobistego samolotu, należącego do francuskiego asa I wojny światowej Armanda de Turenne, pilotowany był przez Krzysztofa Cwynara, który przed kilku laty zbudował tę replikę. Pokazy trwały – z ok. półgodzinną przerwą – do późnego popołudnia i do samego końca praktycznie nie było chwili, kiedy widzowie mogli przestać zadzierać głowy. Nad Jeziorakiem pojawiła się prawdziwa mieszanka maszyn współczesnych i zabytkowych, solo i w zespołach. Wśród tych współzesnych wyróżniał się Hatz Classic – dwumiejscowy dwupłatowiec z gwiazdowym silnikiem i otwartymi kabinami, który swoim wyglądem przywodził na myśl samoloty sprzed kilkudziesięciu lat. Niejako na drugim biegunie nowoczesną sylwetką zwracał na siebie uwagę czeski ultralight Aveko VL-3. Gatunek maszyn, pozbawionych skrzydeł, reprezentowany był przez zespół 57-my Team, czyli dwa polskie wiatrakowce Tercel. Zespół Cellfast Flying Team, latający na Morane Rallye dał piękny pokaz latania zespołowego – perfekcyjna synchronizacja w locie budzi tym większy podziw, że każdy z trzech samolotów reprezentuje inną wersję Morane’a, z różnymi silnikami o różnej mocy. Miłośnicy prawdziwych latających zabytków mieli co oglądać w Iławie – w znacznej mierze za sprawą „stajni” Jacka Mainki, z której pochodziły cztery historyczne maszyny, prezentujące się widzom Majówki: De Havilland Canada DHC-1 Chipmunk, De Havilland Tiger Moth, Taylorcraft Auster IV i T-6 Harvard 4M (trzy ostatnie spośród wymienionych w barwach Polskich Sił Powietrznych). Harvard Jacka Mainki nie był zresztą osamotniony – drugim samolotem tego typu przyleciał inny nasz kolekcjoner warbirdów, Marcin Kubrak. Obie maszyny wykonały szereg przelotów w formacji (może nieco zbyt luźnej, jak na potrzeby fotografów, ale trzeba mieć na względzie, że to jednak nie jest zespół, który lata ze sobą na co dzień). Mówiąc o historycznych samolotach, nie sposób nie wspomnieć o dwóch Piperach – wojskowy L-4H Grashopper (w barwach lotnictwa Izraela) i jego „brat w cywilu” J3C Cub pokazały to, co zawsze potrafiły najlepiej: zwrotność i loty z prędkościami, które większość innych samolotów doprowadziłyby do przeciągnięcia. Nota bene zaraz po Piperach wystąpił ich „duchowy potomek” – Aviat Husky, jeden z ulubionych samolotów „bush pilots”, z wielkimi balonowymi oponami, dostosowanymi do operowania z terenów, w niczym nie przypominających lotniska. Mocne wejście zademonstrował widzom Jak-3U (właściwie Jak-11, jeszcze właściwiej Let C-11) – z głębokim dźwiękiem 1450-konnego silnika (w końcu ten samolot ma za sobą karierę wyścigową), dużą ilością dymu… i w towarzystwie Artura Kielaka. „Wisienką na torcie”, jeśli chodzi o historyczne maszyny, był podczas tegorocznej Majówki dobrze nam znany Spitfire LF Mk XVIE, pilotowany przez Steve’a Steada. Cztery lata temu ten właśnie Spitfire przyleciał do Polski w barwach 308 Dywizjonu. Teraz prezentował się w oznakowaniu samolotu Sqn Ldr Otto Smika, (czecho)słowackiego dowódcy 127 Dywizjonu RAF. W tym roku Spitfire Steve’a Steda wygląda bardziej „LF”, niż uprzednio – a to dzięki skróconym końcówkom skrzydeł. Osobiście wolę „klasycznie” eliptyczne skrzydła Spita, ale coś za coś – jest to jakieś urozmaicenie. A de gustibus… Niewątpliwie do mocnych punktów iławskiej imprezy należą pokazy akrobacji. W tym roku mieliśmy sposobność patrzeć, jak kłam podstawowym prawom fizyki zadaje Marek Choim i Wojciech Krupa na Extrach 300 (w różnych wersjach tej maszyny) oraz Artur Kielak na swoim XA-41. Zwłaszcza ten ostatni, dostawszy od ULC szerszy margines swobody (zwłaszcza jeśli chodzi o minimalny pułap), skutecznie przekonał widzów, że grawitacja to zabobon. Zaś Wojciecha Krupę mogliśmy podziwiać nie tylko w wersji solo, ale także jako leadera Grupy Akrobacyjnej Żelazny, prezentującej się w trzyosobowym składzie. Dwa „gwoździe programu” organizatorzy zachowali na deser. Pierwszym z nich był MiG-29  Fulcrum Drivers Demo Team z 22 BLT w Malborku, pilotowany przez por. pil. Rafała Pinkowskiego. Było głośno, było dynamicznie i z flarami. Drugim – kończącym Lotniczą Majówkę 2018 – występ Biało-Czerwonych Iskier. Piękna, bezchmurna pogoda (w sumie to nawet nieco zbyt bezchmurna z fotograficznego punktu widzenia) umożliwiła pilotom zarówno MiG-a, jak i Iskier zaprezentowanie pełnego, „wysokiego” programu. Lotnicza Majówka jest imprezą, która rozgrywa się w szczególnie pięknych „okolicznościach przyrody” (kto zna Iławę, ten wie). Do tego bogaty program i bardzo dobra organizacja – wszystko to sprawia, że w moim osobistym kalendarzu będzie miała swoje stałe miejsce. Można mieć tylko nadzieję, że w najbliższej przyszłości przekształci się w imprezę dwudniową. Czego sobie i innym jej widzom życzę. Marcin „Spad” Parzyński

PODRÓŻ W CZASIE (USA, Chino)

Zdaniem rezydentów miasta Los Angeles to najlepsze pokazy lotnicze w roku o tematyce wojennej na zachodnim wybrzeżu USA. Czy to stwierdzenie jest prawdziwe ? Oceńcie sami. Ja ze swojej perspektywy mogę tylko powiedzieć, że jak zwykle Amerykanie podeszli do sprawy organizacji pokazów bardzo poważnie i niezmiennie stała ona na najwyższym poziomie. Entuzjaści awiacji okresu II Wojny Światowej nie powinni przejść obojętnie koło takiego wydarzenia ponieważ przechodząc przez bramy lotniska w Chino można odnieść wrażenie, że wchodzi się do wehikułu czasu. Jesteśmy w Kalifornii na pokazach Planes of Fame Airshow, w miejscu gdzie ożyła historia… Rafał "rocco" Woliński

AIR SHOW MARGONIN 2018 (Polska, EPPI)

3 maja. Jak majówka to może lotniczo? Postanowiliśmy z przyjaciółmi odwiedzić Margonin i zobaczyć Air Show. Przekonywały nas głównie dwa punkty programu - pokaz akrobacji w wykonaniu Artura Kielaka oraz Jak-3U. Mieliśmy spotkać się na miejscu. Przecież w dobie telefonów komórkowych nie da rady się nie znaleźć! Dojechałam na jeden z parkingów, czas na poszukiwania. Mogłam spodziewać się wielu rzeczy, ale i tak odpowiedź na pytanie „Gdzie teraz jesteście?” zbiła mnie z tropu. „Koło lam”… Gdzie???? Tak, teraz już wiem, że w Margoninie są alpaki, a odpowiedź moich przyjaciół oznaczała tylko tyle,  że już prawie dojechali… Podróże kształcą… Na szczęście moje kolejne pytanie o ich lokalizację dostało precyzyjną odpowiedź i znaleźliśmy się na terenie Air Show. Pogoda nie rozpieszczała. Szare niebo. Ryzyko deszczu (a dzień wcześniej błękitne niebo…). Ale często takie warunki są lepsze niż słońce, więc pełni nadziei przygotowaliśmy się na „focenie”. W programie byli min. Cellfast Flying Team, Aviat Husky, Jak-3U, formacja 3AT3, Grupa Akrobacyjna Żelazny, Artur Kielak, Marek Choim oraz wspólny pokaz grup 3AT3 i Cellfast. Król Artur (czyli Artur Kielak) oczywiście nie zawiódł. Jak zwykle pokazał, że w powietrzu czuje się jak ryba w wodzie. Jak-3U zdobył szturmem nasze uszy i serca (ten dźwięk!!!). A co by było, gdyby połączyć Jaka i XA-41? Tak, to też było… Ten wspólny pokaz zapadł nam w pamięć. Pozostali uczestnicy również dali z siebie wszystko - jedni bliżej publiczności, inni dalej, ale każdy oglądający chyba znalazł coś dla siebie. Niestety, pogoda nie dotrwała „bez płaczu” do końca Air Show - pokaz GA Żelazny odbył się już w deszczu.

Może nie wszystko wyszło bezbłędnie (niestety nie doleciały zapowiadane Su-22), ale taki urok pokazów lotniczych. My bawiliśmy się dobrze. Bo nie chodzi tylko o zdjęcia. Spotkanie z przyjaciółmi,  atmosfera lotnicza, nowe doświadczenia - to rzeczy bezcenne. A jeśli do tego „coś się złapie” w kadr - tym lepiej

Agata „keren” Olech - Świadek

60 LAT POWIETRZNEGO PIRATA (Wielka Brytania, EG74)

30 kwietnia 1958 roku po raz pierwszy wzbił się w powietrze prototyp samolotu uderzeniowego Blackburn NA.39 znanego później, jako Hawker Sieddeley Buccaneer (Pirat). Załogę stanowili wtedy Derek Whitehead (pilot) oraz Bernard Watson (obserwator). Po sześćdziesięciu latach, na dawnym lotnisku RAF w Bruntinghtrope odbyła się kameralna uroczystość upamiętniająca to wydarzenie. Organizatorem tego spotkania była The Buccaneer Aviation Group – grupa pasjonatów stale utrzymująca kilka egzemplarzy (2-3 sztuki) w stanie zdatnym do kołowania. Na evencie licznie zjawili się weterani Buccaneerów (piloci, nawigatorzy oraz specjaliści z obsługi technicznej) oraz miłośnicy tych wyjątkowych samolotów, włączając w to naszą skromną delegację. Główną atrakcją była prezentacja czterech zachowany maszyn, w różnych odmianach malowania: 809 Naval Air Squadron, oraz trzech dywizjonów RAF (12. 16. i 237.) w tym jeden w malowaniu pustynnym z okresu pierwszej wojny w Iraku. Wszystkie samoloty zaprezentowano na wystawie statycznej, oraz (dwie z nich) podczas pokazu szybkiego kołowania (fast taxi run). Swoje „trzy grosze” do pełnego efektu dodała również „wyjątkowa” angielska pogoda. Ciemne zwaliste chmurzyska dodały dramatyzmu wykonanym zdjęciom, a towarzyszący nam przez cały dzień deszczyk, uatrakcyjnił prezentacje szybkiego kołowania. Przemek "Youzi" Szynkora

ILA BERLIN AIR SHOW 2018 (Niemcy, EDDB)

W dniach 25 - 29 kwietnia 2018 r., na terenie lotniska Berlin - Schonefeld odbyła się kolejna edycja targów lotniczych ILA. Jest to najstarsza, a zarazem druga co do wielkości, po Paryżu, cykliczna impreza targowa branży lotniczej, na której podpisywane są największe kontrakty handlowe. Prezentowane są chyba wszystkie nowinki techniczne z branży lotniczej, ale też z branży kosmicznej, gdyż stałym punktem targów jest salon wystawowy i prezentacja najnowszych osiągnięć w tej dziedzinie. Dla zainteresowanych dodam, że można tu zakontraktować i kupić wiele...od bielizny osobistej dla pilota do całego Airbusa np. A380 lub innego dowolnego statku powietrznego. A jakby ktoś chciał, to i usługę przewozu pociągu drogą lotniczą też sobie załatwi. Także dla każdego coś ciekawego. Oczywiście na takim święcie awiacji nie mogło zabraknąć i naszych fotografów. Czy w takie miejsce jedzie się po ogień i moc ? Nie do końca. Tu się przyjeżdża z miłości do lotnictwa i dla podziwiania niezliczonej ilości prezentowanych statków powietrznych, od szybowców, przez samoloty zabytkowe, produkty Airbusa A350, A380, Bielugę do gigantycznego Antonowa 225, ale też od drona rozpoznawczego przez myśliwce i helikoptery bojowe do potężnego transportowca C17 Globemaster. Wszystko można dotknąć, pooglądać, porozmawiać z pilotami, a bardziej wytrwali mogą wsiąść za stery wielu wspaniałych maszyn i choć przez chwilę poczuć się jak pilot np. AH64 Apache. Można też zwiedzić miejsca, do których normalnie nigdy nas nie wpuszczą. Ja taką przyjemność miałem i zwiedziłem drugie piętro i 1 klasę A380 w barwach linii Emirates, niezapomniane wrażenie. No ale fotograf jedzie po to by się dobrze bawić i przede wszystkim żeby fotografować. Dla takich jak my, też jest coś dla ducha. Poza wystawą statyczną są też pokazy lotnicze w wersji dynamicznej. Bloki były ciekawie podzielone i poza prezentacją samolotów zabytkowych, akrobacyjnych można było podziwiać myśliwce w symulowanej walce, takie jak Eurofighter i Panavia Tornado oraz helikoptery bojowe i transportowe. Oczywiście duże samoloty pasażerskie też mają swój udział w pokazach. Jak co roku zachwyt publiczności wzbudza pokaz startu i pilotażu na granicy możliwości aerodynamicznych Airbusa A350, a jest to potężna maszyna. W tym roku targi odwiedzili też egzotyczni goście z kraju kwitnącej wiśni. Japończycy zaprezentowali samolot do zwalczania okrętów podwodnych Kawasaki P-1, niespotykany w tej części świata. Latającego łowcę wielorybów, jak zwykli go określać przesympatyczni piloci tych maszyn. Niewątpliwą perełką i tzw. wisienką na torcie był pokaz lotu zabytkowego samolotu Ił-2 Sturmowik. Warto tu dodać, że do dnia dzisiejszego na świecie zachowały się tylko dwa latające egzemplarze, z czego tylko jeden z oryginalnym silnikiem. Taki mały powiew historii i sławy na niebie. Targi ILA to wielka impreza i nie sposób w dwa dni, bo tylko w tym czasie otwarte są dla szerokiej publiczności, zobaczyć wszystko, sfotografować połowę i zapamiętać ćwierć, bo to bardzo trudne zadanie. Ilość wystaw statycznych w salach wystawowych, na płycie lotniska i samolotów w powietrzu jest tak duża, że jeszcze wiele dni po zakończeniu imprezy, człowiek przeżywa to czego doświadczył i co zobaczył. Jednak niewątpliwie jest to impreza, którą można polecać wszystkim miłośnikom i pasjonatom lotnictwa wszelakiego i wszystkim tym, którzy kochają uwieczniać takie chwile na zdjęciach. Robert „Robteek” Piasecki
Back to Top