Wycieczka do USA dla fotolotniczego świra niemal zawsze wiąże się z jakimiś dużymi pokazami. Warto jednakże mieć na uwadze okolice bo może się okazać, że niewielkim kosztem zaliczymy więcej niż jedną imprezę. Tak też było w przypadku naszego wypadu na Hyundai Air and Sea Show w Miami oraz planowanym zwiedzaniem Nowego Jorku. Okazało się, że w dzień naszego powrotu w Atlantic City są pokazy a to raptem dwie godziny jazdy autokarem z NYC. Swego czasu pokazy w AC pretendowały do miana największych na Wschodnim Wybrzeżu. Niestety zmiany polityczno-ekonomiczne oraz pandemia mocno zakłóciły ten rytm i aktualnie jest to niewielki piknik jakich jest wiele w Stanach. Mimo to potwierdzony udział F-22 Raptor Demo oraz USMC F-35B spowodowały, że długo nie musieliśmy się zastanawiać. Przesunęliśmy o jeden dzień powrót do Polski i zaplanowaliśmy wypad na tę imprezę. Kiedy już wszystko było dopięte wyszło na jaw, że ten pierwszy oficjalny dzień to… dzień treningowy a właściwe pokazy są dzień później. No cóż, amerykański marketing.
Mieliśmy tak dobrany czas dotarcia do AC, że niemalże prosto z Greyhounda uderzyliśmy prosto na plażę gdzie miało rozgrywać się to widowisko. Powędrowaliśmy więc raźno, pośród oszałamiających budynków kasyn i nadmorskich hoteli w okolice osi pokazów. Przywitała nas… niemalże pustka. Po Miami, gdzie było naprawdę mrowie ludzi, tu garstka spragnionych kadrów fotografów rozstawiała niespiesznie swój sprzęt. Zagadnęliśmy gościa obwieszonego fotozabawkami jak choinka na Boże Narodzenie, czy ma jakąś wiedzę o planie godzinowym bo w internetach cisza. Koleś wyciągnął z kieszeni pomiętą kartkę ze szczegółową rozpiską, co do minuty. Wodzu! Tegoż nam było trzeba. Okazało się, że w niecałe dwie godziny będzie “po robocie”. Co więcej, jak sprytnie ogarniemy logistykę bagażową to następnego dnia uda nam się zobaczyć również cały program tuż przed odjazdem autobusu do Nowego Jorku.
Jak było napisane na karteczce, tak wydarzyło się w rzeczywistości. Poza wspomnianymi maszynami bojowymi pojawiły się: P-40 Warhawk latający w parze z P-51, dwa Texany z Warbird Thunder Airshows, The Super Chimpunk “Ghost Writer”, Wingwalker Sam czyli urocze dziewczę paradujące na skrzydle Grummana oraz deser w postaci MiG’a 17PF Randy’ego Balla.
Popstrykaliśmy co się dało choć warunki były nieszczególne. Raptor i F-35 latały zdecydowanie mniej dynamicznie niż tydzień wcześniej na Florydzie więc i klatki nie miażdżą ale zawsze to odrobina huku i lotniczej adrenaliny. Dodatkowo na sam koniec pokazu F-22 okazało się, że polatał również jako Air Force Heritage Flight w parze z Mustangiem.
Oficjalny dzień pokazowy to dokładna kopia treningu plus używana pirotechnika, dymy flary etc.
Czekaliśmy właściwie jedynie na Raptora, bo ten potrafi “dołożyć do pieca”. Wreszcie jest! Klasyczne wyjście zza budynku, pierwsza ostra świeca w górę, flara i….. wraca do bazy. Niestety wystąpiła jakaś awaria i być może dokończy pokaz ale za godzinę. Za godzinę to my musimy już być w autobusie i udawać się w drogę powrotną do kraju. No nic, mówi się trudno. Obejrzeliśmy sobie potem co nas ominęło na YT a to co udało się pstryknąć znajdziecie poniżej