Tegoroczna wyprawa na Jesolo Air Show przyniosła doświadczenie dwóch zupełnie odmiennych – zarówno fotograficznie, jak i emocjonalnie – dni. W piątek, podczas oficjalnych treningów, nad adriatyckim wybrzeżem wisiało powietrze przesycone wilgocią, a lekko zachmurzone niebo stworzyło wymarzoną, plastyczną scenerię dla obiektywów aparatów. Choć piloci oszczędzali jeszcze kolorowe dymy, wysoka wilgotność zaowocowała zjawiskowymi oderwaniami i potężnymi obłokami pary kondensacyjnej na płatowcach przy dynamicznych ciasnych manewrach. Zupełnie inny spektakl zafundowała nam upalna sobota. Bezkresny błękit, ostre, prażące słońce i znacznie suchsze powietrze sprawiły, że kadry stały się bardziej surowe i fotograficznie nieco mniej spektakularne, jednak to właśnie główny dzień pokazów odsłonił prawdziwą duszę tego wydarzenia.
Choć pełen, niezwykle bogaty program imprezy obfitował w maszyny najwyższej klasy, moim osobistym i najbardziej wyczekiwanym punktem wyjazdu był pokaz myśliwca V generacji F-35B. To właśnie dla jego unikalnych możliwości skróconego startu i pionowego lądowania, a przede wszystkim dla widowiskowego zawisu tuż nad morską falą, jechałem specjalnie do Włoch. W Europie jest zaledwie kilka miejsc, gdzie można zobaczyć ten manewr na żywo nad otwartą wodą, a wyprawa na pokazy do USA czy Azji to logistycznie znacznie trudniejsze i kosztowniejsze przedsięwzięcie. Widok nowoczesnego kolosa dosłownie zastygającego w bezruchu kilkadziesiąt metrów nad zmarszczoną ciągiem silnika taflą Adriatyku z nawiązką zrekompensował trudy podróży.
Lotnicze emocje sięgnęły zenitu także za sprawą zespołów akrobacyjnych. Niezapomnianych, zapierających dech w piersiach wrażeń dostarczyła tradycyjnie reprezentacja gospodarzy – formacja Frecce Tricolori, która zachwyciła perfekcyjną geometrią ciasnych szyków i kunsztem pilotażu. Nie mniejszych wrażeń dostarczyli także Saudyjczycy, których dynamiczny, odważny i pełen energii występ na długo pozostanie w pamięci i wywołał ogromny aplauz publiczności. Zderzenie tak odmiennych stylów pilotażu w nadmorskim amfiteatrze stworzyło fantastyczny, trzymający w napięciu spektakl.
To jednak, co na zawsze zapisze się we wspomnieniach z soboty, to niezwykła atmosfera panująca na szczelnie wypełnionym wybrzeżu. Zamiłowanie Włochów do awiacji oraz ich autentyczny patriotyzm były wręcz namacalne. Wspólne, głośne celebrowanie hymnu państwowego przez setki tysięcy ludzi na plaży wywoływało ciarki na plecach. Kulminacją tego nastroju stał się finałowy akcent Frecce Tricolori – rozwinięcie nad błękitem morza najdłuższej trójkolorowej wstęgi dymu przy akompaniamencie arii „Nessun dorma”. W tym momencie zachwyt, wzruszenie i duma zjednoczyły całą plażę, udowadniając, że dla takich emocji warto było znosić upał i wielogodzinne wyczekiwanie.
Darek “GulGul” Glugla