Search

JESIENNY INOWROCŁAW

Zapach nafty lotniczej, wibrujące pod stopami płyty postojowe i potężny podmuch łopat tnących powietrze – 56 Baza Lotnicza w Latkowie koło Inowrocławia to jedno z tych miejsc, gdzie serce każdego miłośnika lotnictwa bije w tempie startującej turbiny. Nasza fotograficzna misja w tym bastionie śmigłowców bojowych została podzielona na dwa podejścia, z których każde przyniosło zupełnie inne emocje i zupełnie inne kadry, składając się na fascynującą opowieść o polskim lotnictwie wiropłatowym w momencie historycznej zmiany pokoleniowej.

Rzadko kiedy w jednym kadrze można uchwycić tak uderzający kontrast techniczny. Na płycie w Latkowie obok siebie stanęły maszyny piszące historię od dekad oraz zwiastuny zupełnie nowej ery. Z jednej strony leciwe, filigranowe Mi-2, z drugiej budzące powszechny respekt, potężne i pancerne Mi-24 – legendarne „latające czołgi”, których sylwetka i głęboki bas wirnika wciąż przyprawiają o gęsią skórkę. Obok nich stawiły się rodzime W-3PL Głuszec, czyli polska myśl techniczna w bojowym wydaniu – prawdziwy „Sokół na sterydach”, najeżony sensorami i uzbrojeniem. Prawdziwym magnesem dla obiektywów były jednak pierwsze dostarczone egzemplarze z docelowej floty aż 96 maszyn AH-64 Apache. Ich agresywna, drapieżna architektura wnosi na kujawskie niebo nową jakość, a możliwość sfotografowania ich w polskich barwach stanowiła dla nas punkt kulminacyjny.

Praca z takimi maszynami to jednak nie tylko czysta ekscytacja, ale przede wszystkim bezlitosna fotograficzna walka z materią. Można wręcz uznać, że śmigłowce, spośród wszystkich statków powietrznych, stanowią dla nas – fotografów – największe wyzwanie. Podczas gdy przy dynamicznych odrzutowcach często wystarczy krótki czas naświetlania, by bezpiecznie „zamrozić” sylwetkę w locie, w przypadku wiropłatów byłby to kardynalny błąd odbierający maszynie całe życie. Konieczność świadomego schodzenia do bardzo długich czasów migawki, by namalować w kadrze pełen, dynamiczny krąg wirnika, w połączeniu z niesamowitą, nierzadko nieprzewidywalną manewrowością śmigłowców i ich skomplikowaną architekturą, wystawia kunszt fotografa na najcięższą próbę. Panning na niskich czasach, gdy potężna maszyna nagle zmienia wektor lotu lub gwałtownie przechodzi do zawisu, weryfikuje stabilność ręki i precyzję prowadzenia obiektywu w ułamku sekundy.

Tym większą satysfakcję dało nam pierwsze podejście w połowie września, które okazało się absolutnym fotograficznym strzałem w dziesiątkę. Pogoda zgotowała nam wymarzone warunki – wprawdzie błękitne, lecz malowniczo urozmaicone idealną kompozycją chmur niebo stworzyło wspaniałe, plastyczne tło dla dynamicznie operujących tego dnia śmigłowców. Prawdziwa magia zaczęła się jednak późnym popołudniem. Gdy słońce zaczęło powoli opadać nad horyzontem Kujaw, złote światło idealnie podkreśliło linie kadłubów, nity i potężne głowice wirników. Zwieńczeniem tego dnia była sceneria nocna – gasnący zmierzch, podświetlone kokpity, długie czasy naświetlania i maszyny zastygłe na stojankach w chłodnym świetle lamp stworzyły kadry o niesamowitym, niemal kinowym klimacie.

Druga wizyta przyniosła scenariusz dobrze znany każdemu, kto spędza czas na wojskowych lotniskach: w lotnictwie pewna jest tylko zmiana. Choć aura ponownie stanęła na wysokości zadania i przywitała nas świetnym światłem, to wkrótce po naszym przyjeździe zaplanowane operacje w powietrzu zostały wstrzymane. Zamiast rozczarowania otworzyło to jednak przed nami przestrzeń, na którą podczas dynamicznych lotów rzadko wystarcza czasu. Zyskaliśmy pełen spokój na ujęcia statyczne, mogąc podejść bliżej, skupić się na detalach konstrukcji, fakturze poszycia czy specyfice uzbrojenia każdej z maszyn. Przede wszystkim był to jednak bezcenny czas na bezpośrednie rozmowy, wymianę spostrzeżeń i przedyskutowanie planów kolejnych wspólnych projektów oraz sesji, które z pewnością zaowocują jeszcze mocniejszym materiałem.

Wyprawa do Latkowa nie miałaby takiego wymiaru, gdyby nie ludzie, którzy tę bazę tworzą. Ogromne podziękowania kierujemy do Dowództwa oraz całej kadry 56 Bazy Lotniczej – za zaufanie, formalną zgodę na realizację sesji, nieocenioną otwartość na nasze fotograficzne pomysły i profesjonalną opiekę podczas pracy przy maszynach. Czas spędzony w Latkowie udowodnił, że profesjonalizm i pasja personelu idą w parze z fantastyczną atmosferą, a zebrany materiał to najlepsza pamiątka z bazy, która na naszych oczach wkracza w zupełnie nowy rozdział swojej historii.

Darek “GulGul” Glugla

JESOLO AIR SHOW 2026 (WŁOCHY)

Tegoroczna wyprawa na Jesolo Air Show przyniosła doświadczenie dwóch zupełnie odmiennych – zarówno fotograficznie, jak i emocjonalnie – dni. W piątek, podczas oficjalnych treningów, nad adriatyckim wybrzeżem wisiało powietrze przesycone wilgocią, a lekko zachmurzone niebo stworzyło wymarzoną, plastyczną scenerię dla obiektywów aparatów. Choć piloci oszczędzali jeszcze kolorowe dymy, wysoka wilgotność zaowocowała zjawiskowymi oderwaniami i potężnymi obłokami pary kondensacyjnej na płatowcach przy dynamicznych ciasnych manewrach. Zupełnie inny spektakl zafundowała nam upalna sobota. Bezkresny błękit, ostre, prażące słońce i znacznie suchsze powietrze sprawiły, że kadry stały się bardziej surowe i fotograficznie nieco mniej spektakularne, jednak to właśnie główny dzień pokazów odsłonił prawdziwą duszę tego wydarzenia.

Choć pełen, niezwykle bogaty program imprezy obfitował w maszyny najwyższej klasy, moim osobistym i najbardziej wyczekiwanym punktem wyjazdu był pokaz myśliwca V generacji F-35B. To właśnie dla jego unikalnych możliwości skróconego startu i pionowego lądowania, a przede wszystkim dla widowiskowego zawisu tuż nad morską falą, jechałem specjalnie do Włoch. W Europie jest zaledwie kilka miejsc, gdzie można zobaczyć ten manewr na żywo nad otwartą wodą, a wyprawa na pokazy do USA czy Azji to logistycznie znacznie trudniejsze i kosztowniejsze przedsięwzięcie. Widok nowoczesnego kolosa dosłownie zastygającego w bezruchu kilkadziesiąt metrów nad zmarszczoną ciągiem silnika taflą Adriatyku z nawiązką zrekompensował trudy podróży.

Lotnicze emocje sięgnęły zenitu także za sprawą zespołów akrobacyjnych. Niezapomnianych, zapierających dech w piersiach wrażeń dostarczyła tradycyjnie reprezentacja gospodarzy – formacja Frecce Tricolori, która zachwyciła perfekcyjną geometrią ciasnych szyków i kunsztem pilotażu. Nie mniejszych wrażeń dostarczyli także Saudyjczycy, których dynamiczny, odważny i pełen energii występ na długo pozostanie w pamięci i wywołał ogromny aplauz publiczności. Zderzenie tak odmiennych stylów pilotażu w nadmorskim amfiteatrze stworzyło fantastyczny, trzymający w napięciu spektakl.

To jednak, co na zawsze zapisze się we wspomnieniach z soboty, to niezwykła atmosfera panująca na szczelnie wypełnionym wybrzeżu. Zamiłowanie Włochów do awiacji oraz ich autentyczny patriotyzm były wręcz namacalne. Wspólne, głośne celebrowanie hymnu państwowego przez setki tysięcy ludzi na plaży wywoływało ciarki na plecach. Kulminacją tego nastroju stał się finałowy akcent Frecce Tricolori – rozwinięcie nad błękitem morza najdłuższej trójkolorowej wstęgi dymu przy akompaniamencie arii „Nessun dorma”. W tym momencie zachwyt, wzruszenie i duma zjednoczyły całą plażę, udowadniając, że dla takich emocji warto było znosić upał i wielogodzinne wyczekiwanie.

Darek “GulGul” Glugla

AKADEMIA NIKONA W MALBORKU (EPMB, POLSKA)

Była to bodajże 32. edycja warsztatów fotografii lotniczej w ramach Akademii Nikona. 32. edycja, ale pierwsza od ponad pięciu lat! Namawiany przez wielu moich znajomych, którzy tęsknili za tymi zajęciami, w końcu się zmobilizowałem i postanowiłem to ogarnąć.
Mamy w Polsce wiele wspaniałych baz lotniczych, ale w niektórych stacjonują statki powietrzne, których niebawem już z nami nie będzie. Padło zatem na moje ukochane MiGi-29 i oczywiście na 22. Bazę Lotnictwa Taktycznego w Malborku, której dowódcą jest „Iceman” – mój od wielu lat bardzo dobry znajomy, z którym ogarnialiśmy już niejedną sesję, czy to na ziemi, czy air-to-air.
Po rozmowach z Icem uderzyłem do DGRSZ, skąd dostałem zgodę na organizację warsztatów. Żeby było jasne – Akademia Nikona to obopólny „interes”, bo podczas zajęć szkolone są również osoby z wojska.
Od początku wszystko szło nieprzyzwoicie dobrze! Nawet jadąc do Marlboro, rozmawialiśmy, że coś się musi wydarzyć, bo wszystko wyglądało zbyt pięknie! Wszystkie zgody z wojska. Genialna współpraca z 22. Bazą. Z cywila chętnych tylu, że na 10 dni przed zajęciami poprosiłem o zamknięcie listy. W Nikonie pełna mobilizacja i tyle sprzętu do dyspozycji studentów, ile nie było na żadnych wcześniejszych zajęciach. Zapowiadała się piękna fotograficznie pogoda, a podczas zajęć praktycznych miało się wydarzyć… częściowe zaćmienie Słońca! (przypadek? :)

Zajęcia rozpoczęliśmy od teorii w hotelu Majewski w Malborku. Hotel znany mi od dawna, ale nie wiedziałem, że mają taką super salę wykładową. Idealną do naszych potrzeb. Po obiadku do bazy. Tam na bramie już czekał autokar na studentów, którzy pojechali do domku pilota. Wszystko sprawnie i nawet przed czasem! Ja pojechałem na wieżę, gdzie, jak się okazało, ze znajomymi kontrolerami dogadaliśmy, co i jak możemy zrobić. I zaś wyszło na to, że dostaliśmy więcej, niż się nawet spodziewałem. Non stop taplaliśmy się w niesamowicie pozytywnej energii – i to z każdej strony. Potem domek pilota i spotkanie z Icem, z którym poszliśmy do hangaru. Tam przez długi czas słuchaliśmy jego opowieści – zarówno o MiGu-29, jak i o jego osobistych lotniczych przygodach. Nie ma opcji – Iceman musi kiedyś wydać książkę!
Potem ogołociliśmy z kadrów stojący w hangarze samolot, by następnie udać się na trawę przed przygotowywanymi do lotów Fulcrumami. Kilka tygodni wcześniej była mowa o tym, że tego dnia poleci jedna, maksymalnie dwie sztuki. Na miejscu okazało się, że polecą trzy! I to po kolei. I to na dopalaczach!
Kolejny pozytyw. Poleciały! To był piękny start ekipy dowodzonej przez dowódcę – a jakże! Cały czas pracowałem nad tematem tego zaćmienia Słońca. Dzięki różnym aplikacjom przewidywaliśmy kąty. Szukaliśmy miejsca, w którym mógłby stanąć MiG-29, ale tak, żeby w tle było jak najmniej „przeszkadzajek”. Nastawiałem się na statykę, gdyż już wtedy wiedziałem, że nie damy rady logistycznie ogarnąć zmiany miejsca fotografowania na drugą stronę pasa, a z tej może być ciężko uchwycić samolot z zaćmionym Słońcem w tle. Nie było czasu, gdyż… do startu szykowały się kolejne dwa MiGi! :) I znów poszły – jeden za drugim, na dopalaczach! Woooow! Jaki to jest piękny widok i jaki dźwięk!
No to już mieliśmy pięć sztuk w powietrzu! Do tego to ciepłe światełko będącego coraz niżej Słońca, które powoli zaczynało być podgryzane przez „przeszkadzajkę” w postaci Księżyca.
Zmieniliśmy miejsce, by podjąć próby ujęcia w jednym kadrze zarówno samolotu na płaszczyźnie, jak i coraz bardziej przypominającego Księżyc Słońca. Walka nie była łatwa. Potężnie jasne i bardzo odległe Słońce, a blisko nas MiG-29. Wielkie kombinacje z przesłonami, czasami otwarcia migawki i… blikami w kadrze. Na dodatek w tym samym czasie na radiu odezwał się Ice komunikując, że pierwsze trzy samoloty będą za kilka minut i wszystkie po kolei zrobią „touch and go”. Jak powiedział, tak zrobili. Do tego wszyscy odeszli na dopalaniu! Mieliśmy genialny festiwal i potężnego mindfucka – co i jak focić?! Jedni wybierali statykę ze „słońcoksiężycem” w tle, inni kręcące się nad nami MiGi. Jeszcze inni próbowali i jednego, i drugiego. Pierwsze trzy MiGi w końcu wylądowały. Czekaliśmy jeszcze na wciąż pozostającą w powietrzu parę. No i znów przylot z atrakcjami. Najpierw delikatny „low pass” z odejściem na dopalaczu, później lądowanie. Wooooow! Ale się działo!
Mieliśmy aż dziewięć akcji z dopalaniem, a biorąc pod uwagę, że każdy Fulcrum ma po dwa silniki, wychodzi 18 razy dopalanie! Takie rzeczy nie dzieją się codziennie. :) Schodząc z lotniska, poszliśmy podziękować Icemanowi za tak wyjątkową gościnę. Okazało się jednak, że nie musieliśmy się żegnać, gdyż dowódca stwierdził, iż odwiedzi nas w hotelu podczas już nocnych zajęć.
Jak powiedział, tak zrobił! Przyjechał wraz z innymi pilotami i… nie muszę tłumaczyć – rozmowom nie było końca niemal do rana! Wszystko wyszło genialnie!
To była jedna z lepszych, o ile nie najlepsza, edycja naszych warsztatów. Wspaniała, pozytywna energia panowała od początku do samego końca. Była cudowna pogoda, genialne MiGi-29, zjawiskowe zaćmienie Słońca, ale najważniejsi byli ludzie w bazie! Otwarci, przyjaźni, elastyczni, mili. Stwierdziliśmy, że to wszystko sprawka Dowódcy! Ryba potrafi się psuć od głowy, ale tu wystąpiło zjawisko odwrotne – głowa jest na tyle wspaniała, że cała ryba dzięki niej i przez nią ma niesamowite, pozytywne supermoce!

Bardzo za wszystko dziękujemy!

Ja osobiście dodatkowo dziękuję też naszej fotoekipie. Wszyscy sympatyczni, weseli i zdyscyplinowani. Nie było żadnych przypałów, spóźnień itp. Na koniec okazało się też, że w fotograficzne sieci nałapali niemało pięknych, dorodnych, ale też i rzadkich rybek! No mówię – same plusy, zero minusów!
Jak filet? :)

hesja

PŁOCKI PIKNIK LOTNICZY 2026 (EPPL, POLSKA)

W dniach 7–8 sierpnia odbyła się kolejna już edycja Płockiego Pikniku Lotniczego, na której nie brakowało lotniczych emocji. Na niebie mogliśmy podziwiać oraz fotografować spory przekrój maszyn, takich jak litewski zespół ANBO, L-39 Albatros Artura Kielaka czy TS-11 Iskra Fundacji Biało-Czerwone Skrzydła. W tym roku Płock zasłynął z bardzo bogatego bloku wieczorno-nocnego, gdzie za pomocą sporej ilości pirotechniki organizatorzy stworzyli bardzo mocne show. Dynamiczne przeloty, akrobacje oraz wyjątkowa oprawa sprawiły, że dla fotografów był to weekend pełen okazji do uchwycenia naprawdę efektownych kadrów. Płock po raz kolejny udowodnił, że potrafi stworzyć widowisko, które na długo pozostaje w pamięci zarówno publiczności, jak i pasjonatów lotnictwa.

ATAM #39 (EPKW, POLSKA)

7 sierpnia odbyła się już 39 edycja Air to Air Meeting. Tym razem gościliśmy na lotnisku w Kaniowie, a nasza strefa fotografowania znajdowała się nad malowniczym Beskidem Małym.
Sesję rozpoczęliśmy od spotkania z legendą II wojny światowej – P-51 Mustangiem. Chwilę później dołączył do niego kolejny niezwykle rzadki gość – A-26 Invader. Możliwość fotografowania formacji tych dwóch wyjątkowych maszyn była prawdziwą gratką dla każdego miłośnika lotnictwa.
Na deser pojawiły się trzy biało-czerwone Extra 330 z zespołu Firebirds.
To była naprawdę wyjątkowo owocna sesja!

NOWOTARSKI PIKNIK LOTNICZY (POLSKA, EPNT)

W dniach 4–5 lipca 2026 r. po raz 15 odbył się Nowotarski Piknik Lotniczy. Na tle pięknego tatrzańskiego krajobrazu zaprezentowały się różnorodne modele samolotów. Repliki starych samolotów (RWD-5R, Bücker Bü 131 Jungmann, BF 109 i P-51 Mustang, Slepcev Storch), oryginalne samoloty z okresu II Wojny Światowej (Piper Cub, P-51D Mustang czy Douglas A-26 Invader). Nie zabrakło dynamicznych pokazów akrobacyjnych w wykonaniu Váriego Gyula na Jaku 55, Macieja Kulaszewskiego na samolocie Extra 300LP, Łukasza Czepieli na Carbon Cub i Edge 540 czy Artura Kielaka na samolocie GameBird GB1. Dodatkowo podziwialiśmy akrobacje grupową Grupy Akrobacyjnej FireBirds czy akrobacje Łukasza Świderskiego na helikopterze Bölkow Bo 105. Wśród licznych przelotów i pokazów mniejszych samolotów, wiatrakowców czy szybowców nie zabrakło widowiskowego pokazu gaszenia pożaru samolotem PZL M18 Dromader pilotowanego przez Marcina Berlika, a także "bojowego" tankowania Dromadera w asyście PSP z Nowego Targu. Zakończenie Pikniku uświetniły pokaz z pirotechniką słowackiej grupy Viper Sky Box i spektakularny finał w wykonaniu motoparalotniarzy z The Flying Dragons.

Dariusz “Daros” Osiak

PIKNIK LOTNICZY W GRYŹLINACH (POLSKA, EPGR)

W dniach 4–5 lipca 2026 r. lądowisko w Gryźlinach ponownie stało się centrum lotniczych emocji podczas XII Rodzinnego Pikniku Lotniczego. Tysiące odwiedzających podziwiały spektakularne pokazy akrobacji lotniczych, występy historycznych i współczesnych statków powietrznych oraz widowiskowe nocne show. Nie zabrakło także atrakcji dla całych rodzin – strefy dla dzieci, pokazów wojskowych, wystaw, food trucków i licznych stoisk wystawców. Szczególne wrażenie na publiczności zrobił sobotni blok pokazów nocnych. Rozświetlone niebo, efektowne akrobacje wykonywane po zmroku, pokazy z wykorzystaniem pirotechniki i świateł oraz finałowy pokaz fajerwerków stworzyły niezwykłe widowisko, które na długo pozostanie w pamięci uczestników. Wieczorne show po raz kolejny okazało się jednym z najbardziej wyczekiwanych punktów programu. Wydarzenie po raz kolejny potwierdziło swoją pozycję jako jednej z największych imprez lotniczych na Warmii i Mazurach, łącząc pasję do lotnictwa z rodzinną atmosferą i doskonałą zabawą.

Piotr "Brovarsky" Łykowski

ODLOTOWE SUWAŁKI 2026 (POLSA, EPSU)

Odlotowe Suwałki 2026 to piąta już edycja największej lotniczej imprezy w północno-wschodniej Polsce. Suwalskie lotnisko im. Witolda Urbanowicza na ponad siedem godzin zamieniło się w arenę pełną podniebnego hałasu, zapachu spalonej nafty i doskonałych kadrów. Dla obiektywów SPFL sobotni maraton pokazów wycisnął ze spotterskich migawek absolutne maksimum – i to w warunkach skrajnie ekstremalnych.

Bramy EPSU otworzyły się przy afrykańskiej aurze. Potworny, ponad trzydziestostopniowy upał panujący tego dnia w Suwałkach dawał się we znaki wszystkim – rozgrzany beton lotniska generował potężne drgania powietrza, z którymi od samego początku musiały walczyć nasze obiektywy. Nic dziwnego, że w tym piekle na ziemi nieudolne próby przyniesienia publiczności odrobiny ochłody podjął Dromader, wykonując niski zrzut wody. Choć wodna chmura wyparowała w gorącym powietrzu niemal natychmiast, sam przelot gaśniczego klasyka stanowił ciekawy, dynamiczny motyw do zdjęć.

Główny, dzienny blok pokazów dostarczył naszym matrycom wszystkiego, co w fotografii lotniczej najlepsze. Prawdziwym magnesem dla obiektywów była rycząca historia – nad suwalskim pasem zaprezentowały się legendarne maszyny tłokowe: Mustangi (w tym kultowy P-51D „Louisiana Kid”), brytyjski Spitfire oraz szkolny Harvard. Miłośnicy klasycznych odrzutowców mogli z kolei polować na kadry z maszynami spod znaku LIM (LIM-2, SBLIM-2 oraz unikalny LIM-5).

Ciężki wojskowy kaliber reprezentowała wyczekiwana przez wszystkich para myśliwców MiG-29 z 22. Bazy Lotnictwa Taktycznego w Malborku, która swoimi dynamicznymi przejściami z dopalaczami skutecznie przedmuchała rozgrzane powietrze nad lotniskiem. Dynamiczną część programu dopełniły bezlitosne dla grawitacji ewolucje Artura Kielaka (Full Force Aerobatics), precyzyjne formacje zespołu Baltic Bees Jet Team oraz widowiskowe, niskie przeloty śmigłowców Bell UH-1 i Bölkow Bo 105.

Prawdziwy fotograficzny spektakl zaczął się jednak w okolicach “złotej godziny”. Wieczorny blok pokazów to absolutna poezja dla matryc – maszyny latały na tle niesamowitego, płonącego złotem nieba, idealnie podświetlającego sylwetki statków powietrznych. Klimat potęgowały gęste, ciężkie dymy z wytwornic, które malowniczo unosiły się i ścieliły tuż nad pasem lotniska, tworząc mistyczną wręcz scenerię.

Kiedy zgasły ostatnie promienie słońca, nocna część przyniosła czystą magię – samolotowe widowiska pirotechniczne, ogniste popisy mistrzów z Flying Dragons Team rozświetlających mrok LED-ami i flarami oraz widowiskowy pokaz majestatycznych balonów zwieńczony laserami i finałowym pokazem sztucznych ogni.

Trudne warunki pogodowe, doborowi goście i ponad 20 tysięcy widzów. Sobota w Suwałkach po raz kolejny udowodniła, że EPSU to stały i obowiązkowy punkt na mapie polskich pokazów lotniczych. Zobaczcie, jak suwalskie niebo wyglądało w obiektywach naszych aparatów!

Darek “GulGul” Glugla

ANTIDOTUM 2026 (POLSKA, EPLS)

Antidotum Airshow Leszno 2026 – pokazy, które nie miały prawa się udać, a jednak przeszły do historii.

W bardzo licznym składzie zameldowaliśmy się na lotnisku Aeroklubu Leszczyńskiego, by uczestniczyć w kolejnej edycji Antidotum Airshow. Dziś, kilka dni po zakończeniu imprezy, wciąż jesteśmy pod ogromnym wrażeniem zarówno samych pokazów, jak i pracy organizatorów. Tegoroczne Antidotum przypominało bowiem pojedynek bokserski, a może nawet antyczną opowieść o herosie wystawianym na kolejne próby przez kapryśnych bogów. Cios za ciosem trafiał organizatorów, ale za każdym razem podnosili się z desek. I to właśnie oni na końcu stali w świetle reflektorów z uniesionymi rękami. Ale po kolei.
Gdy wydawało się, że incydent z samolotem OV-10 Bronco będzie najgorszym, co może wydarzyć się podczas tego weekendu, rzeczywistość napisała scenariusz godny Alfreda Hitchcocka. Najpierw było trzęsienie ziemi, a później napięcie tylko rosło. Decyzja o wyłączeniu pasa z operacji cięższych statków powietrznych oraz warbirdów oznaczała znaczące ograniczenie programu. Piątkowa publiczność musiała obejść się bez takich gwiazd jak B-25 Mitchell, Vought F4U Corsair, Supermarine Spitfire czy Conair Turbo Firecat. Na szczęście wydawało się, że program oparty na przylotach z lotniska w Krzesinach pozostanie bez większych zmian. Wtedy do gry wkroczył jednak generał Pogoda.
Burze i porywisty wiatr postanowiły urządzić własny pokaz niszczycielskiej siły. Piątkowe pokazy zakończyły się przedwcześnie, a nad lotniskiem zawisły ogromne znaki zapytania. Przez całą noc organizatorzy pracowali nad planem na sobotę. Prognozy nie pozostawiały złudzeń – łatwo nie będzie. Zapadła więc decyzja o przyspieszeniu programu, aby jak najwięcej uczestników mogło zaprezentować się licznie zgromadzonej publiczności.
Od południa lotnisko tętniło życiem. Dynamiczne pokazy, świetna atmosfera i tłumy widzów tworzyły wyjątkowy klimat. Wszystko układało się znakomicie aż do godziny 16:30, kiedy ogłoszono ewakuację lotniska. Meteorolodzy ostrzegali, że w ciągu godziny nad Lesznem przejdzie gwałtowna burza. Wystarczyło spojrzeć na doniesienia z miejscowości położonych bardziej na zachód – grad wielkości piłek pingpongowych i silny wiatr pozostawiały po sobie zniszczenia. Wydawało się, że to koniec. Większość pogodziła się już z myślą o odwołaniu dalszej części programu. Tylko nieliczni zachowywali nadzieję.
I wtedy wydarzyło się coś niemal niewiarygodnego. Burzowy front rozdzielił się, omijając lotnisko z dwóch stron – od północy i od południa. Jakaś nieznana siła postanowiła w ostatniej chwili oszczędzić Antidotum. Organizatorzy błyskawicznie podjęli decyzję o wznowieniu pokazów. To, co wydarzyło się później, było już prawdziwą magią. Do skutku doszły spektakularne pokazy nocne, które po raz kolejny pokazały wszystko to, co w Antidotum najpiękniejsze. Dynamiczna pogoda, dramatyczne niebo, zachodzące słońce i wyjątkowe statki powietrzne stworzyły warunki, o jakich fotografowie marzą przez cały rok.
Warto również podkreślić, że organizatorzy przygotowali w tym roku niezwykle mocny i różnorodny skład uczestników. Na leszczyńskim niebie pojawiły się zarówno unikatowe historyczne konstrukcje, jak i najnowocześniejsze samoloty wojskowe, co sprawiło, że program należał do najciekawszych w Europie. Co więcej, na lotnisku można było usłyszeć wiele języków, a wśród publiczności nie brakowało gości z różnych zakątków kontynentu. To najlepszy dowód na to, że Antidotum Airshow dawno przestało być wydarzeniem o wyłącznie krajowym znaczeniu. Dziś jest to marka doskonale rozpoznawalna w europejskim środowisku miłośników lotnictwa, a Leszno na kilka dni staje się jednym z najważniejszych punktów na lotniczej mapie Europy.
Nad naszymi głowami zaprezentowały się zarówno historyczne warbirdy, jak i współczesne maszyny wojskowe oraz lotnictwo specjalistyczne. W powietrzu mogliśmy podziwiać między innymi samoloty rolnicze PZL M18 Dromader i PZL-106 Kruk, historyczne odrzutowce ze Szwecji – Saab SK 60 i Saab AJS 37 Viggen – a także nowoczesne konstrukcje wojskowe: Saab JAS 39 Gripen, Airbus A400M Atlas, Eurofighter Typhoon oraz niezwykle efektowny Solo Türk na F-16.
Nie zabrakło również samolotów akrobacyjnych z pirotechniką, motolotni wykonujących nocne pokazy świetlne i ogniowe oraz wielu innych atrakcji. Każdy mógł znaleźć coś dla siebie – zarówno miłośnicy historii lotnictwa, jak i entuzjaści współczesnych maszyn wojskowych.

Antidotum 2026 było pokazem charakteru. Pokazem determinacji organizatorów, którzy mimo przeciwności losu nie poddali się ani na chwilę. To właśnie dlatego tegoroczna edycja zostanie zapamiętana na długo. Nie tylko z powodu samolotów, ale przede wszystkim dzięki emocjom, które towarzyszyły wszystkim obecnym na lotnisku.
Dla nas, fotografów lotniczych, był to weekend pełen wyjątkowych kadrów, dramatycznego światła i niezapomnianych chwil. Prawdziwa magia wydarzyła się na naszych oczach.

Adam "Villa" Konczewicz


 

PRZEDDZIEŃ ANTIDOTUM (POLSKA, EPKS)

W przeddzień Antidotum Leszno 2026 miałem okazję odwiedzić 31. Bazę Lotnictwa Taktycznego w Krzesinach, gdzie fotografowałem zarówno przyloty uczestników pokazów Antidotum Airshow Leszno, jak i wyloty na treningi przed tym wydarzeniem.

Wśród najciekawszych gości znalazły się niemieckie statki powietrzne: pokazowy Eurofighter Demo Team, Tornado oraz dwa myśliwce Eurofighter biorące udział w Tactical Display. Nie zabrakło również maszyn transportowych, takich jak niemiecki A400M Luftwaffe oraz węgierski KC-390 Millennium.

Wizyta była także doskonałą okazją do fotografowania codziennej działalności gospodarzy bazy – polskich F-16 – oraz stacjonujących w Krzesinach myśliwców F-16 należących do Tureckich Sił Powietrznych.

Serdeczne podziękowania kieruję do 31. Bazy Lotnictwa Taktycznego za gościnność, profesjonalną organizację oraz możliwość wykonania zdjęć w znakomitych warunkach. Jak zawsze, wizyta w Krzesinach przebiegła w doskonałej atmosferze i pozostawiła wiele fotograficznych wspomnień.

Paweł “Blink” Glink

Back to Top