Search

JESIENNY INOWROCŁAW

Zapach nafty lotniczej, wibrujące pod stopami płyty postojowe i potężny podmuch łopat tnących powietrze – 56 Baza Lotnicza w Latkowie koło Inowrocławia to jedno z tych miejsc, gdzie serce każdego miłośnika lotnictwa bije w tempie startującej turbiny. Nasza fotograficzna misja w tym bastionie śmigłowców bojowych została podzielona na dwa podejścia, z których każde przyniosło zupełnie inne emocje i zupełnie inne kadry, składając się na fascynującą opowieść o polskim lotnictwie wiropłatowym w momencie historycznej zmiany pokoleniowej.

Rzadko kiedy w jednym kadrze można uchwycić tak uderzający kontrast techniczny. Na płycie w Latkowie obok siebie stanęły maszyny piszące historię od dekad oraz zwiastuny zupełnie nowej ery. Z jednej strony leciwe, filigranowe Mi-2, z drugiej budzące powszechny respekt, potężne i pancerne Mi-24 – legendarne „latające czołgi”, których sylwetka i głęboki bas wirnika wciąż przyprawiają o gęsią skórkę. Obok nich stawiły się rodzime W-3PL Głuszec, czyli polska myśl techniczna w bojowym wydaniu – prawdziwy „Sokół na sterydach”, najeżony sensorami i uzbrojeniem. Prawdziwym magnesem dla obiektywów były jednak pierwsze dostarczone egzemplarze z docelowej floty aż 96 maszyn AH-64 Apache. Ich agresywna, drapieżna architektura wnosi na kujawskie niebo nową jakość, a możliwość sfotografowania ich w polskich barwach stanowiła dla nas punkt kulminacyjny.

Praca z takimi maszynami to jednak nie tylko czysta ekscytacja, ale przede wszystkim bezlitosna fotograficzna walka z materią. Można wręcz uznać, że śmigłowce, spośród wszystkich statków powietrznych, stanowią dla nas – fotografów – największe wyzwanie. Podczas gdy przy dynamicznych odrzutowcach często wystarczy krótki czas naświetlania, by bezpiecznie „zamrozić” sylwetkę w locie, w przypadku wiropłatów byłby to kardynalny błąd odbierający maszynie całe życie. Konieczność świadomego schodzenia do bardzo długich czasów migawki, by namalować w kadrze pełen, dynamiczny krąg wirnika, w połączeniu z niesamowitą, nierzadko nieprzewidywalną manewrowością śmigłowców i ich skomplikowaną architekturą, wystawia kunszt fotografa na najcięższą próbę. Panning na niskich czasach, gdy potężna maszyna nagle zmienia wektor lotu lub gwałtownie przechodzi do zawisu, weryfikuje stabilność ręki i precyzję prowadzenia obiektywu w ułamku sekundy.

Tym większą satysfakcję dało nam pierwsze podejście w połowie września, które okazało się absolutnym fotograficznym strzałem w dziesiątkę. Pogoda zgotowała nam wymarzone warunki – wprawdzie błękitne, lecz malowniczo urozmaicone idealną kompozycją chmur niebo stworzyło wspaniałe, plastyczne tło dla dynamicznie operujących tego dnia śmigłowców. Prawdziwa magia zaczęła się jednak późnym popołudniem. Gdy słońce zaczęło powoli opadać nad horyzontem Kujaw, złote światło idealnie podkreśliło linie kadłubów, nity i potężne głowice wirników. Zwieńczeniem tego dnia była sceneria nocna – gasnący zmierzch, podświetlone kokpity, długie czasy naświetlania i maszyny zastygłe na stojankach w chłodnym świetle lamp stworzyły kadry o niesamowitym, niemal kinowym klimacie.

Druga wizyta przyniosła scenariusz dobrze znany każdemu, kto spędza czas na wojskowych lotniskach: w lotnictwie pewna jest tylko zmiana. Choć aura ponownie stanęła na wysokości zadania i przywitała nas świetnym światłem, to wkrótce po naszym przyjeździe zaplanowane operacje w powietrzu zostały wstrzymane. Zamiast rozczarowania otworzyło to jednak przed nami przestrzeń, na którą podczas dynamicznych lotów rzadko wystarcza czasu. Zyskaliśmy pełen spokój na ujęcia statyczne, mogąc podejść bliżej, skupić się na detalach konstrukcji, fakturze poszycia czy specyfice uzbrojenia każdej z maszyn. Przede wszystkim był to jednak bezcenny czas na bezpośrednie rozmowy, wymianę spostrzeżeń i przedyskutowanie planów kolejnych wspólnych projektów oraz sesji, które z pewnością zaowocują jeszcze mocniejszym materiałem.

Wyprawa do Latkowa nie miałaby takiego wymiaru, gdyby nie ludzie, którzy tę bazę tworzą. Ogromne podziękowania kierujemy do Dowództwa oraz całej kadry 56 Bazy Lotniczej – za zaufanie, formalną zgodę na realizację sesji, nieocenioną otwartość na nasze fotograficzne pomysły i profesjonalną opiekę podczas pracy przy maszynach. Czas spędzony w Latkowie udowodnił, że profesjonalizm i pasja personelu idą w parze z fantastyczną atmosferą, a zebrany materiał to najlepsza pamiątka z bazy, która na naszych oczach wkracza w zupełnie nowy rozdział swojej historii.

Darek “GulGul” Glugla

JESOLO AIR SHOW 2026 (WŁOCHY)

Tegoroczna wyprawa na Jesolo Air Show przyniosła doświadczenie dwóch zupełnie odmiennych – zarówno fotograficznie, jak i emocjonalnie – dni. W piątek, podczas oficjalnych treningów, nad adriatyckim wybrzeżem wisiało powietrze przesycone wilgocią, a lekko zachmurzone niebo stworzyło wymarzoną, plastyczną scenerię dla obiektywów aparatów. Choć piloci oszczędzali jeszcze kolorowe dymy, wysoka wilgotność zaowocowała zjawiskowymi oderwaniami i potężnymi obłokami pary kondensacyjnej na płatowcach przy dynamicznych ciasnych manewrach. Zupełnie inny spektakl zafundowała nam upalna sobota. Bezkresny błękit, ostre, prażące słońce i znacznie suchsze powietrze sprawiły, że kadry stały się bardziej surowe i fotograficznie nieco mniej spektakularne, jednak to właśnie główny dzień pokazów odsłonił prawdziwą duszę tego wydarzenia.

Choć pełen, niezwykle bogaty program imprezy obfitował w maszyny najwyższej klasy, moim osobistym i najbardziej wyczekiwanym punktem wyjazdu był pokaz myśliwca V generacji F-35B. To właśnie dla jego unikalnych możliwości skróconego startu i pionowego lądowania, a przede wszystkim dla widowiskowego zawisu tuż nad morską falą, jechałem specjalnie do Włoch. W Europie jest zaledwie kilka miejsc, gdzie można zobaczyć ten manewr na żywo nad otwartą wodą, a wyprawa na pokazy do USA czy Azji to logistycznie znacznie trudniejsze i kosztowniejsze przedsięwzięcie. Widok nowoczesnego kolosa dosłownie zastygającego w bezruchu kilkadziesiąt metrów nad zmarszczoną ciągiem silnika taflą Adriatyku z nawiązką zrekompensował trudy podróży.

Lotnicze emocje sięgnęły zenitu także za sprawą zespołów akrobacyjnych. Niezapomnianych, zapierających dech w piersiach wrażeń dostarczyła tradycyjnie reprezentacja gospodarzy – formacja Frecce Tricolori, która zachwyciła perfekcyjną geometrią ciasnych szyków i kunsztem pilotażu. Nie mniejszych wrażeń dostarczyli także Saudyjczycy, których dynamiczny, odważny i pełen energii występ na długo pozostanie w pamięci i wywołał ogromny aplauz publiczności. Zderzenie tak odmiennych stylów pilotażu w nadmorskim amfiteatrze stworzyło fantastyczny, trzymający w napięciu spektakl.

To jednak, co na zawsze zapisze się we wspomnieniach z soboty, to niezwykła atmosfera panująca na szczelnie wypełnionym wybrzeżu. Zamiłowanie Włochów do awiacji oraz ich autentyczny patriotyzm były wręcz namacalne. Wspólne, głośne celebrowanie hymnu państwowego przez setki tysięcy ludzi na plaży wywoływało ciarki na plecach. Kulminacją tego nastroju stał się finałowy akcent Frecce Tricolori – rozwinięcie nad błękitem morza najdłuższej trójkolorowej wstęgi dymu przy akompaniamencie arii „Nessun dorma”. W tym momencie zachwyt, wzruszenie i duma zjednoczyły całą plażę, udowadniając, że dla takich emocji warto było znosić upał i wielogodzinne wyczekiwanie.

Darek “GulGul” Glugla

COPERNICUS AIRSHOW 2026(POLSKA)

Tegoroczny sezon wakacyjny w polskim kalendarzu pokazów lotniczych zamknął się w sposób absolutnie wyjątkowy. W ostatnią niedzielę sierpnia oczy fanów lotnictwa i obiektywy fotografów z całej Polski skierowane były na Toruń. Debiutująca impreza Copernicus Airshow, zorganizowana z ogromnym rozmachem przez Grupę Falco, udowodniła, że połączenie lotniczego kunsztu, wody i nadrzecznej scenerii to przepis na spektakl najwyższej próby. Za mikrofonem komentatorskim zasiadł Tomasz „Busz” Buszewski, dbając o dynamikę i odpowiedni ładunek emocji na widowni.
Lokalizacja imprezy okazała się strzałem w dziesiątkę. Organizatorzy w pełnej krasie wykorzystali walory toruńskiego Bulwaru Filadelfijskiego oraz koryta naszej największej rzeki. Wisła stanowiła nie tylko naturalną oś pokazów, gwarantując doskonałą widoczność i bezpieczeństwo, ale przede wszystkim stworzyła dla nas – fotografów – zjawiskowe otoczenie. Stalowe konstrukcje toruńskich mostów spinające koryto rzeki, zielony przeciwległy brzeg oraz szerokie lustro wody odbijające ewolucje samolotów dały pole do tworzenia kadrów zupełnie innych niż te, które przywozimy ze standardowych pikników na lotniskach trawiastych czy w bazach wojskowych.
Sercem Copernicus Airshow byli czołowi polscy mistrzowie podniebnej ekwilibrystyki. Prawdziwym wydarzeniem był fakt, że dwóch z nich zaprezentowało się publiczności aż dwukrotnie – za każdym razem w zupełnie innej maszynie i innym stylu pilotażu:


  • Artur Kielak w pierwszej części dnia zasiadł za sterami odrzutowego, agresywnie pomalowanego L-39 Dark Star, wprowadzając nad Wisłę potężny ryk turbiny i prędkość. Później powrócił w swoim bezkompromisowym GameBirdzie GB 1, wykonując ultra ciasne, przeciążeniowe figury tuż nad taflą rzeki.

  • Łukasz Czepiela zafundował widzom podróż przez dwa skrajne bieguny lotnictwa. Najpierw oczarował publikę niesamowitymi możliwościami STOL samolotu Carbon Cub 2EX, niemal zawisając w powietrzu nad wodą. Niewątpliwą sensacją i popisem kunsztu było lądowanie na jednej z piaszczystych wiślanych łach – manewr ten był bezpośrednim i spektakularnym nawiązaniem do jego słynnego wyczynu, czyli lądowania dokładnie tą samą maszyną na miniaturowym helipadzie hotelu Burj Al Arab w Dubaju. W kolejnym locie Łukasz przesiadł się do wyczynowego Edge’a 540, demonstrując fenomenalną precyzję snapsów, ciasnych zwrotów i gęstych smug dymu.

  • Maciej Kulaszewski, pilotując samolot Extra 300LP, potwierdził swoją przynależność do ścisłej czołówki akrobacyjnej. Jego dynamiczne wiązanki z gęstym dymem wzdłuż koryta rzeki wzbudziły ogromny entuzjazm zgromadzonej publiczności.

Niezwykle widowiskowym urozmaiceniem pokazów były wspólne występy z grupą FlyBoard. Zarówno Artur Kielak na GB 1, jak i Maciej Kulaszewski na Extrze zgrali swoje ewolucje z zawodnikami unoszącymi się na potężnych słupach wody. Połączenie wodnego żywiołu, akrobacji samolotu operującego tuż nad taflą oraz kłębów dymu stworzyło unikalny, futurystyczny spektakl.
Końcówka sierpnia uraczyła Toruń iście letnią, gorącą aurą. Temperaturę podnosiło nie tylko prażące słońce, ale też rozgrzane silniki i wszechobecna pirotechnika. Z pomocą przyszedł niezastąpiony „strażak” polskich lasów – PZL M-18 Dromader, za którego sterami zasiadł Marcin Berlik. Niskie przeloty połączone ze zrzutami i smużeniem wody nad korytem Wisły nieznacznie obniżyły odczuwalną temperaturę pokazów i wywołały falę braw, dając przy tym fotografom okazję do uchwycenia podświetlonych kropel wody zawieszonych w powietrzu.
Niezwykle mocnym, wojskowym punktem programu, wyczekiwanym przez spotterów, był przelot śmigłowców bojowych z pobliskiej 56. Bazy Lotniczej w Inowrocławiu-Latkowie. Formacja w składzie AH-64 Apache oraz kultowy „latający czołg” Mi-24 Hind zaprezentowała się w dynamicznym przelocie nad Wisłą, stanowiąc świetny, nowoczesny akcent.
Po zmroku Bulwar Filadelfijski przeniósł się w zupełnie inny wymiar za sprawą nocnego bloku pokazów, który stał się prawdziwą eksplozją światła i pirotechniki.
Nocne niebo rozdarła odrzutowa TS-11 Iskra pilotowana przez Jakuba Kubickiego, z której skrzydeł sypały się kaskady iskier zsynchronizowane ze ścianą ognia odpaloną na nabrzeżu. Następnie przestrzeń przejęli brytyjscy piloci z Airborne Pyrotechnics na motoszybowcach Grob G109b, malując na ciemnym niebie spektakularne wstęgi ognia i flar.
Nie zabrakło również motoparalotniarzy – Paweł „Lojak” Kozarzewski wraz z formacją Phoenix Paramotors Display Team zatańczyli w strugach iskier, a dopełnieniem podniebnych ewolucji był efektowny pokaz laserowy, przecinający nocne niebo i odbijający się w ciemnych wodach Wisły. Nocną część zamknął widowiskowo podświetlony i uzbrojony w pirotechnikę BushCat prowadzony przez Dominika Motołę.
Dla członków Stowarzyszenia Polskich Fotografów Lotniczych toruńskie pokazy były doskonałym poligonem zdjęciowym. Zróżnicowane warunki – od ostrego słońca popołudniem, przez ciepłą „złotą godzinę”, aż po wymagające zdjęcia nocne z długimi czasami naświetlania – pozwoliły zapełnić karty pamięci kadrami o unikalnym klimacie. Odbicia dymów i flar w rzece, dynamiczne sylwetki maszyn na tle toruńskich mostów oraz snopy iskier rozświetlające Bulwar Filadelfijski zostaną w naszej pamięci na długo.

Grupie Falco należą się szczere brawa za przygotowanie tak wymagającego widowiska w centrum miasta. Copernicus Airshow okazał się godnym, pełnym energii zwieńczeniem lotniczego lata w Polsce – mamy nadzieję, że impreza zagości w Toruniu na stałe.

Darek “GulGul” Glugla

AKADEMIA NIKONA W MALBORKU (EPMB, POLSKA)

Była to bodajże 32. edycja warsztatów fotografii lotniczej w ramach Akademii Nikona. 32. edycja, ale pierwsza od ponad pięciu lat! Namawiany przez wielu moich znajomych, którzy tęsknili za tymi zajęciami, w końcu się zmobilizowałem i postanowiłem to ogarnąć.
Mamy w Polsce wiele wspaniałych baz lotniczych, ale w niektórych stacjonują statki powietrzne, których niebawem już z nami nie będzie. Padło zatem na moje ukochane MiGi-29 i oczywiście na 22. Bazę Lotnictwa Taktycznego w Malborku, której dowódcą jest „Iceman” – mój od wielu lat bardzo dobry znajomy, z którym ogarnialiśmy już niejedną sesję, czy to na ziemi, czy air-to-air.
Po rozmowach z Icem uderzyłem do DGRSZ, skąd dostałem zgodę na organizację warsztatów. Żeby było jasne – Akademia Nikona to obopólny „interes”, bo podczas zajęć szkolone są również osoby z wojska.
Od początku wszystko szło nieprzyzwoicie dobrze! Nawet jadąc do Marlboro, rozmawialiśmy, że coś się musi wydarzyć, bo wszystko wyglądało zbyt pięknie! Wszystkie zgody z wojska. Genialna współpraca z 22. Bazą. Z cywila chętnych tylu, że na 10 dni przed zajęciami poprosiłem o zamknięcie listy. W Nikonie pełna mobilizacja i tyle sprzętu do dyspozycji studentów, ile nie było na żadnych wcześniejszych zajęciach. Zapowiadała się piękna fotograficznie pogoda, a podczas zajęć praktycznych miało się wydarzyć… częściowe zaćmienie Słońca! (przypadek? :)

Zajęcia rozpoczęliśmy od teorii w hotelu Majewski w Malborku. Hotel znany mi od dawna, ale nie wiedziałem, że mają taką super salę wykładową. Idealną do naszych potrzeb. Po obiadku do bazy. Tam na bramie już czekał autokar na studentów, którzy pojechali do domku pilota. Wszystko sprawnie i nawet przed czasem! Ja pojechałem na wieżę, gdzie, jak się okazało, ze znajomymi kontrolerami dogadaliśmy, co i jak możemy zrobić. I zaś wyszło na to, że dostaliśmy więcej, niż się nawet spodziewałem. Non stop taplaliśmy się w niesamowicie pozytywnej energii – i to z każdej strony. Potem domek pilota i spotkanie z Icem, z którym poszliśmy do hangaru. Tam przez długi czas słuchaliśmy jego opowieści – zarówno o MiGu-29, jak i o jego osobistych lotniczych przygodach. Nie ma opcji – Iceman musi kiedyś wydać książkę!
Potem ogołociliśmy z kadrów stojący w hangarze samolot, by następnie udać się na trawę przed przygotowywanymi do lotów Fulcrumami. Kilka tygodni wcześniej była mowa o tym, że tego dnia poleci jedna, maksymalnie dwie sztuki. Na miejscu okazało się, że polecą trzy! I to po kolei. I to na dopalaczach!
Kolejny pozytyw. Poleciały! To był piękny start ekipy dowodzonej przez dowódcę – a jakże! Cały czas pracowałem nad tematem tego zaćmienia Słońca. Dzięki różnym aplikacjom przewidywaliśmy kąty. Szukaliśmy miejsca, w którym mógłby stanąć MiG-29, ale tak, żeby w tle było jak najmniej „przeszkadzajek”. Nastawiałem się na statykę, gdyż już wtedy wiedziałem, że nie damy rady logistycznie ogarnąć zmiany miejsca fotografowania na drugą stronę pasa, a z tej może być ciężko uchwycić samolot z zaćmionym Słońcem w tle. Nie było czasu, gdyż… do startu szykowały się kolejne dwa MiGi! :) I znów poszły – jeden za drugim, na dopalaczach! Woooow! Jaki to jest piękny widok i jaki dźwięk!
No to już mieliśmy pięć sztuk w powietrzu! Do tego to ciepłe światełko będącego coraz niżej Słońca, które powoli zaczynało być podgryzane przez „przeszkadzajkę” w postaci Księżyca.
Zmieniliśmy miejsce, by podjąć próby ujęcia w jednym kadrze zarówno samolotu na płaszczyźnie, jak i coraz bardziej przypominającego Księżyc Słońca. Walka nie była łatwa. Potężnie jasne i bardzo odległe Słońce, a blisko nas MiG-29. Wielkie kombinacje z przesłonami, czasami otwarcia migawki i… blikami w kadrze. Na dodatek w tym samym czasie na radiu odezwał się Ice komunikując, że pierwsze trzy samoloty będą za kilka minut i wszystkie po kolei zrobią „touch and go”. Jak powiedział, tak zrobili. Do tego wszyscy odeszli na dopalaniu! Mieliśmy genialny festiwal i potężnego mindfucka – co i jak focić?! Jedni wybierali statykę ze „słońcoksiężycem” w tle, inni kręcące się nad nami MiGi. Jeszcze inni próbowali i jednego, i drugiego. Pierwsze trzy MiGi w końcu wylądowały. Czekaliśmy jeszcze na wciąż pozostającą w powietrzu parę. No i znów przylot z atrakcjami. Najpierw delikatny „low pass” z odejściem na dopalaczu, później lądowanie. Wooooow! Ale się działo!
Mieliśmy aż dziewięć akcji z dopalaniem, a biorąc pod uwagę, że każdy Fulcrum ma po dwa silniki, wychodzi 18 razy dopalanie! Takie rzeczy nie dzieją się codziennie. :) Schodząc z lotniska, poszliśmy podziękować Icemanowi za tak wyjątkową gościnę. Okazało się jednak, że nie musieliśmy się żegnać, gdyż dowódca stwierdził, iż odwiedzi nas w hotelu podczas już nocnych zajęć.
Jak powiedział, tak zrobił! Przyjechał wraz z innymi pilotami i… nie muszę tłumaczyć – rozmowom nie było końca niemal do rana! Wszystko wyszło genialnie!
To była jedna z lepszych, o ile nie najlepsza, edycja naszych warsztatów. Wspaniała, pozytywna energia panowała od początku do samego końca. Była cudowna pogoda, genialne MiGi-29, zjawiskowe zaćmienie Słońca, ale najważniejsi byli ludzie w bazie! Otwarci, przyjaźni, elastyczni, mili. Stwierdziliśmy, że to wszystko sprawka Dowódcy! Ryba potrafi się psuć od głowy, ale tu wystąpiło zjawisko odwrotne – głowa jest na tyle wspaniała, że cała ryba dzięki niej i przez nią ma niesamowite, pozytywne supermoce!

Bardzo za wszystko dziękujemy!

Ja osobiście dodatkowo dziękuję też naszej fotoekipie. Wszyscy sympatyczni, weseli i zdyscyplinowani. Nie było żadnych przypałów, spóźnień itp. Na koniec okazało się też, że w fotograficzne sieci nałapali niemało pięknych, dorodnych, ale też i rzadkich rybek! No mówię – same plusy, zero minusów!
Jak filet? :)

hesja

PŁOCKI PIKNIK LOTNICZY 2026 (EPPL, POLSKA)

W dniach 7–8 sierpnia odbyła się kolejna już edycja Płockiego Pikniku Lotniczego, na której nie brakowało lotniczych emocji. Na niebie mogliśmy podziwiać oraz fotografować spory przekrój maszyn, takich jak litewski zespół ANBO, L-39 Albatros Artura Kielaka czy TS-11 Iskra Fundacji Biało-Czerwone Skrzydła. W tym roku Płock zasłynął z bardzo bogatego bloku wieczorno-nocnego, gdzie za pomocą sporej ilości pirotechniki organizatorzy stworzyli bardzo mocne show. Dynamiczne przeloty, akrobacje oraz wyjątkowa oprawa sprawiły, że dla fotografów był to weekend pełen okazji do uchwycenia naprawdę efektownych kadrów. Płock po raz kolejny udowodnił, że potrafi stworzyć widowisko, które na długo pozostaje w pamięci zarówno publiczności, jak i pasjonatów lotnictwa.

ATAM #39 (EPKW, POLSKA)

7 sierpnia odbyła się już 39 edycja Air to Air Meeting. Tym razem gościliśmy na lotnisku w Kaniowie, a nasza strefa fotografowania znajdowała się nad malowniczym Beskidem Małym.
Sesję rozpoczęliśmy od spotkania z legendą II wojny światowej – P-51 Mustangiem. Chwilę później dołączył do niego kolejny niezwykle rzadki gość – A-26 Invader. Możliwość fotografowania formacji tych dwóch wyjątkowych maszyn była prawdziwą gratką dla każdego miłośnika lotnictwa.
Na deser pojawiły się trzy biało-czerwone Extra 330 z zespołu Firebirds.
To była naprawdę wyjątkowo owocna sesja!

RUDNIKI AIRSHOW 2026 (EPRU, POLSKA)

W dniach 31.07-01.08.2026. na lotnisku Aeroklubu Częstochowskiego w Rudnikach odbyła się druga edycja pikniku Rudniki Air Show. Podobnie jak za pierwszym razem widowisko podzielone było na dwie części: dzienną oraz nocną z modnym ostatnio bogatym pokazem pirotechnicznym. Ekstremalne upały oraz sobotni deszcz nie pokrzyżowały planów organizatorom i cieszyć swe oczy mogliśmy widokiem podniebnych ewolucji w wykonaniu takich gwiazd jak Jurgis Kairys, Artur Kielak, Łukasz Czepiela, Maciej Kulaszewski czy Norbert Kasperek. Miłośnikom warbirdów serca mocniej zadrżały na dźwięk silników P-51 Mustang oraz A-26C Invader Marcina Kubraka. Dla tych, którzy uwielbiają nieco szybsze maszyny również coś było. Fundacja Biało-Czerwone Skrzydła pokazała TS-11 Iskra a na koniec dziennego bloku na niebie pojawiła się nowa zabawka w rękach Artura czyli L-39 Albatros "Dark Star".

NOWOTARSKI PIKNIK LOTNICZY (POLSKA, EPNT)

W dniach 4–5 lipca 2026 r. po raz 15 odbył się Nowotarski Piknik Lotniczy. Na tle pięknego tatrzańskiego krajobrazu zaprezentowały się różnorodne modele samolotów. Repliki starych samolotów (RWD-5R, Bücker Bü 131 Jungmann, BF 109 i P-51 Mustang, Slepcev Storch), oryginalne samoloty z okresu II Wojny Światowej (Piper Cub, P-51D Mustang czy Douglas A-26 Invader). Nie zabrakło dynamicznych pokazów akrobacyjnych w wykonaniu Váriego Gyula na Jaku 55, Macieja Kulaszewskiego na samolocie Extra 300LP, Łukasza Czepieli na Carbon Cub i Edge 540 czy Artura Kielaka na samolocie GameBird GB1. Dodatkowo podziwialiśmy akrobacje grupową Grupy Akrobacyjnej FireBirds czy akrobacje Łukasza Świderskiego na helikopterze Bölkow Bo 105. Wśród licznych przelotów i pokazów mniejszych samolotów, wiatrakowców czy szybowców nie zabrakło widowiskowego pokazu gaszenia pożaru samolotem PZL M18 Dromader pilotowanego przez Marcina Berlika, a także "bojowego" tankowania Dromadera w asyście PSP z Nowego Targu. Zakończenie Pikniku uświetniły pokaz z pirotechniką słowackiej grupy Viper Sky Box i spektakularny finał w wykonaniu motoparalotniarzy z The Flying Dragons.

Dariusz “Daros” Osiak

PIKNIK LOTNICZY W GRYŹLINACH (POLSKA, EPGR)

W dniach 4–5 lipca 2026 r. lądowisko w Gryźlinach ponownie stało się centrum lotniczych emocji podczas XII Rodzinnego Pikniku Lotniczego. Tysiące odwiedzających podziwiały spektakularne pokazy akrobacji lotniczych, występy historycznych i współczesnych statków powietrznych oraz widowiskowe nocne show. Nie zabrakło także atrakcji dla całych rodzin – strefy dla dzieci, pokazów wojskowych, wystaw, food trucków i licznych stoisk wystawców. Szczególne wrażenie na publiczności zrobił sobotni blok pokazów nocnych. Rozświetlone niebo, efektowne akrobacje wykonywane po zmroku, pokazy z wykorzystaniem pirotechniki i świateł oraz finałowy pokaz fajerwerków stworzyły niezwykłe widowisko, które na długo pozostanie w pamięci uczestników. Wieczorne show po raz kolejny okazało się jednym z najbardziej wyczekiwanych punktów programu. Wydarzenie po raz kolejny potwierdziło swoją pozycję jako jednej z największych imprez lotniczych na Warmii i Mazurach, łącząc pasję do lotnictwa z rodzinną atmosferą i doskonałą zabawą.

Piotr "Brovarsky" Łykowski

ODLOTOWE SUWAŁKI 2026 (POLSA, EPSU)

Odlotowe Suwałki 2026 to piąta już edycja największej lotniczej imprezy w północno-wschodniej Polsce. Suwalskie lotnisko im. Witolda Urbanowicza na ponad siedem godzin zamieniło się w arenę pełną podniebnego hałasu, zapachu spalonej nafty i doskonałych kadrów. Dla obiektywów SPFL sobotni maraton pokazów wycisnął ze spotterskich migawek absolutne maksimum – i to w warunkach skrajnie ekstremalnych.

Bramy EPSU otworzyły się przy afrykańskiej aurze. Potworny, ponad trzydziestostopniowy upał panujący tego dnia w Suwałkach dawał się we znaki wszystkim – rozgrzany beton lotniska generował potężne drgania powietrza, z którymi od samego początku musiały walczyć nasze obiektywy. Nic dziwnego, że w tym piekle na ziemi nieudolne próby przyniesienia publiczności odrobiny ochłody podjął Dromader, wykonując niski zrzut wody. Choć wodna chmura wyparowała w gorącym powietrzu niemal natychmiast, sam przelot gaśniczego klasyka stanowił ciekawy, dynamiczny motyw do zdjęć.

Główny, dzienny blok pokazów dostarczył naszym matrycom wszystkiego, co w fotografii lotniczej najlepsze. Prawdziwym magnesem dla obiektywów była rycząca historia – nad suwalskim pasem zaprezentowały się legendarne maszyny tłokowe: Mustangi (w tym kultowy P-51D „Louisiana Kid”), brytyjski Spitfire oraz szkolny Harvard. Miłośnicy klasycznych odrzutowców mogli z kolei polować na kadry z maszynami spod znaku LIM (LIM-2, SBLIM-2 oraz unikalny LIM-5).

Ciężki wojskowy kaliber reprezentowała wyczekiwana przez wszystkich para myśliwców MiG-29 z 22. Bazy Lotnictwa Taktycznego w Malborku, która swoimi dynamicznymi przejściami z dopalaczami skutecznie przedmuchała rozgrzane powietrze nad lotniskiem. Dynamiczną część programu dopełniły bezlitosne dla grawitacji ewolucje Artura Kielaka (Full Force Aerobatics), precyzyjne formacje zespołu Baltic Bees Jet Team oraz widowiskowe, niskie przeloty śmigłowców Bell UH-1 i Bölkow Bo 105.

Prawdziwy fotograficzny spektakl zaczął się jednak w okolicach “złotej godziny”. Wieczorny blok pokazów to absolutna poezja dla matryc – maszyny latały na tle niesamowitego, płonącego złotem nieba, idealnie podświetlającego sylwetki statków powietrznych. Klimat potęgowały gęste, ciężkie dymy z wytwornic, które malowniczo unosiły się i ścieliły tuż nad pasem lotniska, tworząc mistyczną wręcz scenerię.

Kiedy zgasły ostatnie promienie słońca, nocna część przyniosła czystą magię – samolotowe widowiska pirotechniczne, ogniste popisy mistrzów z Flying Dragons Team rozświetlających mrok LED-ami i flarami oraz widowiskowy pokaz majestatycznych balonów zwieńczony laserami i finałowym pokazem sztucznych ogni.

Trudne warunki pogodowe, doborowi goście i ponad 20 tysięcy widzów. Sobota w Suwałkach po raz kolejny udowodniła, że EPSU to stały i obowiązkowy punkt na mapie polskich pokazów lotniczych. Zobaczcie, jak suwalskie niebo wyglądało w obiektywach naszych aparatów!

Darek “GulGul” Glugla

Back to Top