Zapach nafty lotniczej, wibrujące pod stopami płyty postojowe i potężny podmuch łopat tnących powietrze – 56 Baza Lotnicza w Latkowie koło Inowrocławia to jedno z tych miejsc, gdzie serce każdego miłośnika lotnictwa bije w tempie startującej turbiny. Nasza fotograficzna misja w tym bastionie śmigłowców bojowych została podzielona na dwa podejścia, z których każde przyniosło zupełnie inne emocje i zupełnie inne kadry, składając się na fascynującą opowieść o polskim lotnictwie wiropłatowym w momencie historycznej zmiany pokoleniowej.
Rzadko kiedy w jednym kadrze można uchwycić tak uderzający kontrast techniczny. Na płycie w Latkowie obok siebie stanęły maszyny piszące historię od dekad oraz zwiastuny zupełnie nowej ery. Z jednej strony leciwe, filigranowe Mi-2, z drugiej budzące powszechny respekt, potężne i pancerne Mi-24 – legendarne „latające czołgi”, których sylwetka i głęboki bas wirnika wciąż przyprawiają o gęsią skórkę. Obok nich stawiły się rodzime W-3PL Głuszec, czyli polska myśl techniczna w bojowym wydaniu – prawdziwy „Sokół na sterydach”, najeżony sensorami i uzbrojeniem. Prawdziwym magnesem dla obiektywów były jednak pierwsze dostarczone egzemplarze z docelowej floty aż 96 maszyn AH-64 Apache. Ich agresywna, drapieżna architektura wnosi na kujawskie niebo nową jakość, a możliwość sfotografowania ich w polskich barwach stanowiła dla nas punkt kulminacyjny.
Praca z takimi maszynami to jednak nie tylko czysta ekscytacja, ale przede wszystkim bezlitosna fotograficzna walka z materią. Można wręcz uznać, że śmigłowce, spośród wszystkich statków powietrznych, stanowią dla nas – fotografów – największe wyzwanie. Podczas gdy przy dynamicznych odrzutowcach często wystarczy krótki czas naświetlania, by bezpiecznie „zamrozić” sylwetkę w locie, w przypadku wiropłatów byłby to kardynalny błąd odbierający maszynie całe życie. Konieczność świadomego schodzenia do bardzo długich czasów migawki, by namalować w kadrze pełen, dynamiczny krąg wirnika, w połączeniu z niesamowitą, nierzadko nieprzewidywalną manewrowością śmigłowców i ich skomplikowaną architekturą, wystawia kunszt fotografa na najcięższą próbę. Panning na niskich czasach, gdy potężna maszyna nagle zmienia wektor lotu lub gwałtownie przechodzi do zawisu, weryfikuje stabilność ręki i precyzję prowadzenia obiektywu w ułamku sekundy.
Tym większą satysfakcję dało nam pierwsze podejście w połowie września, które okazało się absolutnym fotograficznym strzałem w dziesiątkę. Pogoda zgotowała nam wymarzone warunki – wprawdzie błękitne, lecz malowniczo urozmaicone idealną kompozycją chmur niebo stworzyło wspaniałe, plastyczne tło dla dynamicznie operujących tego dnia śmigłowców. Prawdziwa magia zaczęła się jednak późnym popołudniem. Gdy słońce zaczęło powoli opadać nad horyzontem Kujaw, złote światło idealnie podkreśliło linie kadłubów, nity i potężne głowice wirników. Zwieńczeniem tego dnia była sceneria nocna – gasnący zmierzch, podświetlone kokpity, długie czasy naświetlania i maszyny zastygłe na stojankach w chłodnym świetle lamp stworzyły kadry o niesamowitym, niemal kinowym klimacie.
Druga wizyta przyniosła scenariusz dobrze znany każdemu, kto spędza czas na wojskowych lotniskach: w lotnictwie pewna jest tylko zmiana. Choć aura ponownie stanęła na wysokości zadania i przywitała nas świetnym światłem, to wkrótce po naszym przyjeździe zaplanowane operacje w powietrzu zostały wstrzymane. Zamiast rozczarowania otworzyło to jednak przed nami przestrzeń, na którą podczas dynamicznych lotów rzadko wystarcza czasu. Zyskaliśmy pełen spokój na ujęcia statyczne, mogąc podejść bliżej, skupić się na detalach konstrukcji, fakturze poszycia czy specyfice uzbrojenia każdej z maszyn. Przede wszystkim był to jednak bezcenny czas na bezpośrednie rozmowy, wymianę spostrzeżeń i przedyskutowanie planów kolejnych wspólnych projektów oraz sesji, które z pewnością zaowocują jeszcze mocniejszym materiałem.
Wyprawa do Latkowa nie miałaby takiego wymiaru, gdyby nie ludzie, którzy tę bazę tworzą. Ogromne podziękowania kierujemy do Dowództwa oraz całej kadry 56 Bazy Lotniczej – za zaufanie, formalną zgodę na realizację sesji, nieocenioną otwartość na nasze fotograficzne pomysły i profesjonalną opiekę podczas pracy przy maszynach. Czas spędzony w Latkowie udowodnił, że profesjonalizm i pasja personelu idą w parze z fantastyczną atmosferą, a zebrany materiał to najlepsza pamiątka z bazy, która na naszych oczach wkracza w zupełnie nowy rozdział swojej historii.
Darek “GulGul” Glugla