ŚWIDWIŃSKA GRA W KOLORY (Polska, EPSN)

Gdy o 14.30, czyli pół godziny przed końcem pracy dzwoni do Ciebie MarS, to wiedz, że coś się dzieje. Tym razem w Świdwinie. Podobno jest plan i to na jutro, by nad lotniskiem polatała pewna formacja. Formacja wyjątkowa, gdyż jednym z jej elementów miał być samolot Su-22UM3K w malowaniu „zielonym” a drugim Su-22MLU w malowaniu „szarym”. Smaczku całej tej sytuacji dodawał fakt, że już niebawem wszystkie „zielone” będą przemalowane więc… Szybko załatwiłem sobie wolne w pracy i już kilka godzin później, bo o 3 nad ranem, jechałem w strugach deszczu w kierunku Świdwina. Najpierw deszcz, później piękny wschód słońca, by przed samym Świdwinem zobaczyć dawno nieoglądany widok. Cudowne błękitne niebo poprzeplatane białymi chmurkami i… pola zasypane śniegiem! Jak się później dowiedziałem, stało się tak za sprawą wczorajszej śnieżycy! Już mi ślinka ciekła na myśl o widoku pięknej kolorowej formacji samolotów z błękitem w tle, oraz suczek wszelkich maści startujących z zasypanego śniegiem lotniska. Podczas całej podróży nie wychodziłem z samochodu, więc jakież było moje zdziwienie, gdy wysiadając w Świdwinie zderzyłem się z temperaturą bliską zeru! Na szczęście zawsze wożę czapkę i rękawiczki w samochodzie i ten fakt, tego dnia zdecydowanie uratował mi… głowę 🙂
Wizytę w bazie rozpoczęliśmy sympatyczną kawką u dowódcy, podczas której omówiliśmy udział naszego stowarzyszenia w nadchodzącym święcie bazy oraz dzisiejsze fotografowanie. Pomówiliśmy na temat tego co my byśmy chcieli, a co możemy dostać ze strony bazy i pełni dobrej nadziei udaliśmy się na lotnisko. Niestety zgodnie z prognozami, pogoda zaczęła się delikatnie zmieniać. Błękit nieba powoli zaczęły przysłaniać coraz gęstsze chmurki, a biel śniegu na lotnisku zaczęła przegrywać walkę z intensywną zielenią trawy. No trudno – tak już bywa. Dwa kolory z mojej listy życzeń sobie poszły.
Nasza formacja miała latać od godziny 14.30. Tymczasem na lotnisku trwały normalne loty, które zawsze w Świdwinie są dość intensywne. Dla mnie był to pierwszy kontakt z samolotami Su-22MLU, czyli potocznie „szarymi sukami” lub jak kto woli „sukami anglosaskimi” 🙂 Moje wrażenie? No nie stanę po stronie tych, którzy narzekają na nowe malowanie. Osobiście podobało mi się stare, które fotografuję przecież od 1991 roku, ale… podoba mi się też to nowe! Suczka wygląda w nim jakoś tak nowocześniej. Normalnie jak zupełnie nowy samolot. Dodatkowo możliwość fotografowania suczek zarówno zielonych jak i szarych oraz… czarnej, dodawała fajnego smaczku w tym dniu. Kolejnym akcentem wczorajszego dnia były pierwsze w tym roku treningi zespołu pokazowego na Su-22, których głównym celem było wprowadzanie nowych figur do wiązanki pokazowej.
Nie wiedzieć kiedy zleciał nam czas do startu naszej formacji. Poprzedziła go jednak nasza długa rozmowa z pilotami na temat tego co byśmy chcieli uchwycić w naszych obiektywach. Piloci skrupulatnie rozrysowali sobie wszystkie manewry i udali się do maszyn. My natomiast na balkon wieży kontroli lotów, która była w samym centrum zaplanowanych manewrów i z której mieliśmy mieć najlepszy widok. Niestety o tej porze dnia błękitne niebo już prawie całe było zakryte chmurami. Chmury były artystycznie poszarpane i w wielu miejscach nieba naprawdę zjawiskowe, ale do ciasnych kadrów formacji, w której głównym motywem miała być gra kolorów, to niestety nie była dobra opcja. Dodatkowo okazało się, że „zielona suczka” nie może lecieć i na jej miejsce poleciała czarna. Samoloty zrobiły dwa naloty na wieżę i przelot na małej wysokości, którego w żaden sposób nie można zakwalifikować do „planowanego” i spodziewanego kosiaka. Z planowanej ferii barw zostało nam klasyczne szare na szarym. Biorąc pod uwagę nasz plan i może bardziej – nasze nadzieje, dla których przyjechaliśmy na tą sesję, nie można ogłosić sukcesu. Gdyby jednak odizolować się od tego co sobie w głowie zbudowaliśmy przed fotografowaniem i wziąć pod uwagę tylko to, co przeżywaliśmy tam na wieży i podczas całego dnia w Świdwinie, to była to piękna fotolotnicza przygoda. Już nasza w tym głowa, by dowództwo bazy było zadowolone z naszego fotograficznego urobku z tego dnia.

Sławek „hesja” Krajniewski