ANAKONDA 2016 Z POKŁADU KC-135 (Polska, EPPW)

Za sprawą zaproszenia ze strony Dowództwa Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych, jak również dzięki wyjątkowemu wsparciu kolegów ze środowiska fotograficznego z Piotrem Łysakowskim na czele, 10 czerwca 2016 roku wziąłem udział w locie amerykańskiej latającej cysterny – samolotu KC-135 Stratotanker. Celem lotu było przeprowadzenie tankowania w powietrzu polskich samolotów F-16 biorących udział w manewrach Anakonda 2016 oraz Swift Response 2016.
Wystartowaliśmy z lotniska w Powidzu w godzinach porannych i udaliśmy się do strefy, gdzie miało odbyć się spotkanie z naszymi Jastrzębiami. Zanim do niego doszło, minęły prawie trzy godziny lotu, które wraz z przedstawicielami innych mediów spożytkowaliśmy na zapoznanie się z samolotem KC-135 oraz specyfiką pracy jego załogi. Mogliśmy przebywać zarówno w kabinie jak i w miejscu gdzie pracuje operator samego tankowania w powietrzu czyli „Boomer”. W końcu pojawiły się nasze F-16. Leniwa atmosfera panująca na pokładzie, zamieniła się w bardzo pracowitą. „Boomer” zajął się swoimi obowiązkami, a my, starając się jak najmniej mu przeszkadzać, na zmianę kładliśmy się obok niego i podziwialiśmy ten niecodzienny widok. Samoloty jeden po drugim bardzo precyzyjnie zbliżały się do nas na zadziwiająco bliską odległość, a następnie szybko i sprawnie przyjmowały kolejne, solidne dawki paliwa. Podczas gdy jedne się tankowały, pozostałe wisiały tuż obok w osłonie, niejako pozując do zdjęć. Proces tankowania trwał może 20 minut. Tuż po jego zakończeniu wróciliśmy bezpośrednio nad lotnisko w Powidzu i bezpiecznie wylądowaliśmy mimo bardzo wietrznej pogody. Na płycie lotniska mieliśmy możliwość przeprowadzenia wywiadów zarówno z załogą jak i z dowództwem bazy.
Byłem na tankowcu po raz pierwszy i widok samolotu F-16, wiszącego tuż pode mną na wysokości 8 kilometrów pozostanie na długo w mojej pamięci. Od strony fotograficznej natomiast było to nie lada wyzwanie. Bardzo ciasna kabina „Boomera” z możliwością wykorzystania jedynie bocznych stanowisk, mała powierzchnia szybki, przez którą można było obserwować proces tankowania, jej nienajlepsza czystość, krótkie sloty czasowe fotografowania, gdyż każdy uczestnik lotu chciał porobić choćby pamiątkowe zdjęcia – to na pewno nie były elementy poprawiające komfort pracy.
Jeszcze raz bardzo dziękuję wszystkim osobom, dzięki którym mogłem przeżyć tę niezwykłą przygodę.

Sławek „hesja” Krajniewski