Odlotowe Suwałki 2026 to piąta już edycja największej lotniczej imprezy w północno-wschodniej Polsce. Suwalskie lotnisko im. Witolda Urbanowicza na ponad siedem godzin zamieniło się w arenę pełną podniebnego hałasu, zapachu spalonej nafty i doskonałych kadrów. Dla obiektywów SPFL sobotni maraton pokazów wycisnął ze spotterskich migawek absolutne maksimum – i to w warunkach skrajnie ekstremalnych.
Bramy EPSU otworzyły się przy afrykańskiej aurze. Potworny, ponad trzydziestostopniowy upał panujący tego dnia w Suwałkach dawał się we znaki wszystkim – rozgrzany beton lotniska generował potężne drgania powietrza, z którymi od samego początku musiały walczyć nasze obiektywy. Nic dziwnego, że w tym piekle na ziemi nieudolne próby przyniesienia publiczności odrobiny ochłody podjął Dromader, wykonując niski zrzut wody. Choć wodna chmura wyparowała w gorącym powietrzu niemal natychmiast, sam przelot gaśniczego klasyka stanowił ciekawy, dynamiczny motyw do zdjęć.
Główny, dzienny blok pokazów dostarczył naszym matrycom wszystkiego, co w fotografii lotniczej najlepsze. Prawdziwym magnesem dla obiektywów była rycząca historia – nad suwalskim pasem zaprezentowały się legendarne maszyny tłokowe: Mustangi (w tym kultowy P-51D „Louisiana Kid”), brytyjski Spitfire oraz szkolny Harvard. Miłośnicy klasycznych odrzutowców mogli z kolei polować na kadry z maszynami spod znaku LIM (LIM-2, SBLIM-2 oraz unikalny LIM-5).
Ciężki wojskowy kaliber reprezentowała wyczekiwana przez wszystkich para myśliwców MiG-29 z 22. Bazy Lotnictwa Taktycznego w Malborku, która swoimi dynamicznymi przejściami z dopalaczami skutecznie przedmuchała rozgrzane powietrze nad lotniskiem. Dynamiczną część programu dopełniły bezlitosne dla grawitacji ewolucje Artura Kielaka (Full Force Aerobatics), precyzyjne formacje zespołu Baltic Bees Jet Team oraz widowiskowe, niskie przeloty śmigłowców Bell UH-1 i Bölkow Bo 105.
Prawdziwy fotograficzny spektakl zaczął się jednak w okolicach “złotej godziny”. Wieczorny blok pokazów to absolutna poezja dla matryc – maszyny latały na tle niesamowitego, płonącego złotem nieba, idealnie podświetlającego sylwetki statków powietrznych. Klimat potęgowały gęste, ciężkie dymy z wytwornic, które malowniczo unosiły się i ścieliły tuż nad pasem lotniska, tworząc mistyczną wręcz scenerię.
Kiedy zgasły ostatnie promienie słońca, nocna część przyniosła czystą magię – samolotowe widowiska pirotechniczne, ogniste popisy mistrzów z Flying Dragons Team rozświetlających mrok LED-ami i flarami oraz widowiskowy pokaz majestatycznych balonów zwieńczony laserami i finałowym pokazem sztucznych ogni.
Trudne warunki pogodowe, doborowi goście i ponad 20 tysięcy widzów. Sobota w Suwałkach po raz kolejny udowodniła, że EPSU to stały i obowiązkowy punkt na mapie polskich pokazów lotniczych. Zobaczcie, jak suwalskie niebo wyglądało w obiektywach naszych aparatów!
Darek “GulGul” Glugla