Po termicznym szoku w Powidzu i zwyczajnym Latkowie czas na pierwszy "egzotyczny" wyjazd.Wybór był trudny gdyż w tym samym terminie odbywały się u naszych południowych sąsiadów tzw "Pardubice".
Po chwili wahań i analizy za i przeciw wybór padł ostatecznie na malowniczą wieś położoną w Holandii o nazwie Oostwold. Impreza kameralna, biletowana ( wrrrr ) i bez palników....dookoła same śmigiełka.
Głównym wabikiem dla mnie i znajomych był Curtiss P-40 Warhawk. Oczywiście jako miłośnik "warbirdów" nie mogłem nie docenić obecności North American P-51 Mustang czy całego stada Supermarine Spitfire.
Tak czy owak było w czym wybierać. Pogoda dopisała.Lokalna społeczność także.....Poniżej kilka kadrów z tej imprezy.Niech obraz sam się obroni.
1

2

3

4

5

6

7

8

9

10
